Ojciec ci błogosławi, czyli prawdziwy sens uwolnienia

Neal Lozano w Polsce – styczeń 2012. Autor książki „Modlitwa o uwolnienie” przyjechał ponownie na zaproszenie Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi, aby w różnych miejscach Polski głosić, że Jezus jest kochającym Ojcem. Kimś realnym, komu na mnie i na tobie zależy tak bardzo, że zawsze jest gotowy na spotkanie. A że może to być spotkanie prawdziwe, nie w przenośni – wiele osób doświadczyło w czasie sesji w Łodzi, Kartuzach, Opolu i Tarnowie.

 

Przypomnijmy: Neal i Janet Lozano – wraz ze swoim zespołem – posługują modlitwą o uwolnienie według modelu „pięciu kluczy” od wielu lat. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkają, ale już na wszystkich kontynentach. Zapraszani są do ludzi różnych kultur, ale wszędzie głoszą to samo: że Bóg jest silniejszy niż całe zło, jakie kiedykolwiek nas spotkało, albo jakie kiedykolwiek wyrządziliśmy, albo w jakie kiedykolwiek uwierzyliśmy.

 

Także w Kartuzach, Opolu i Tarnowie zapalali do posługiwania modlitwą według modelu „pięciu kluczy”, dzieląc się swoim doświadczaniem. Bóg potężnie działał, kiedy Neal w każdym z tych miejsc prowadził nas w modlitwie do osobistego przeżycia błogosławieństwa Ojca. Dla wielu osób było ono bardzo intymnym spotkaniem. Dla wszystkich, którzy słysząc – modlitwa o uwolnienie – myśleli: „starcie ze złym”, „walka z demonami” czy „zawłaszczanie egzorcyzmu” – stało się jasne, że nie o to w niej chodzi. W każdej z sesji uczestniczyli kapłani oraz egzorcyści, z których wielu zapragnęło posługiwać „pięcioma kluczami” w konfesjonale, ale też zacząć taką posługę we wspólnotach, którymi się opiekują. Bo choć „pięć kluczy” istnieje w Kościele od zawsze, to Neal Lozano umiał ich użyć tak, żeby otwierały na Boga serce człowieka XXI wieku. Po sesjach z Nealem Lozano wiele wspólnot zaprasza ekipę SOS do poprowadzenia warsztatów praktycznych z modlitwy wg tego modelu. W Domu Miłosierdzia posługujemy w ten sposób od dwóch lat – warsztaty prowadzą osoby zaangażowane w to dzieło.

 

BÓG POTRZEBUJE MOICH RĄK – kilka zdań po sesji z Nealem Lozano, Marcin Kowalski

Posługiwałem w czasie sesji z Nealem Lozano: zajmowałem się sprzedażą książek oraz na bieżąco kopiowaniem płyt z konferencjami. Potraktowałem to jak misję na ten czas. Była to dla mnie nowość – zwykle mówiłem konferencje, byłem „na świeczniku”. Nawet w posłudze samochodowej – musiałem być widoczny. Tym razem miałem zadanie „w ukryciu” – niewidoczne dla innych. Trasa z Nealem pozwoliła mi lepiej poznać samego siebie i moje słabości. M.in. moją potrzebę bycia docenionym i zauważonym. Aby posługiwać, wziąłem pięć dni urlopu, spodziewałem się więc, że i ja skorzystam. Okazało się jednak, że mogłem zapomnieć o uczestnictwie i słuchaniu. Ale zauważyłem, że zupełnie inaczej przeżywam zmęczenie niż w pracy zawodowej. Nieraz dochodziło ono zenitu, jednak po tych pięciu dniach – paradoksalnie – czułem się wypoczęty, jakbym wrócił z prawdziwego urlopu.

 

Podziwiałem małżeństwo Lozano (Neala i Janet) za ich wytrwałość, uśmiech i pokój. Jeśli ja czułem zmęczenie – to jak wielkim obciążeniem musiał być ten cykl wydarzeń dla nich. Nie słyszałem ani słowa skargi. To pomogło mi spojrzeć z dystansem na pojawiające się u mnie niezadowolenie. Podczas sesji towarzyszyło mi uczucie osamotnienia. Mam naturę indywidualisty, więc kiedy się w coś angażuję – lubię robić to sam, a to utrudnia mi relacje z ludźmi, także podczas posługi. Tak też było i tym razem. Jednak Jezus pozwolił mi odkryć to zamknięte koło: czuję się samotny, ale też nie otwieram się na ludzi. Zobaczyłem, że muszę to zmienić: nauczyć się przyjmować pomoc, która jest mi oferowana, by przez to lepiej służyć innym. Spodziewałem się, że i ja doświadczę jakiegoś niezwykłego uwolnienia. Tymczasem Jezus prowadził mnie przede wszystkim do spotkania z Nim, szczególnie podczas Eucharystii. Ponieważ przygotowuję się do posługi szafarza, tym bardziej odkrywam ją i moc uwolnienia, która z niej płynie. Odkryłem, że cud przemiany chleba w Ciało Jezusa dokonuje się, gdy kapłani wypowiadają słowa modlitwy. Podczas sesji bardzo mocno przeżyłem, jak ważna jest ich rola. Że Bóg działa przez ich ręce. Dzięki temu zrozumiałem też tajemnicę posługi uwolnienia – Bóg posługuje się ludźmi, by tego dokonywać. Potrzebuje też i moich rąk, by przychodzić do innych. A w ten sposób – także i ja mogę się do Niego przybliżać.

 

Proboszcz jednej z tarnowskich parafii – ks. Artur Ważny (współorganizator wydarzenia), widząc uczestników Mszy przyjmujących Komunię św. w tzw. „gąsienicy”, powiedział: «Teraz już wiem, czemu „gąsienica” – bo karmiona Eucharystią przeradza się w motyla, i na tym polega wolność». Dla mnie było to sedno tego, co przeżywamy w Kościele. Że to właśnie Eucharystia jest źródłem uwolnienia. Sesje wyjazdowe z małżeństwem Lozano przyczyniły się do tego, że posługa modlitwą uwolnienia jest prowadzona w coraz to nowych miejscach Polski. Zwłaszcza sesja na hali sportowej w Tarnowie była dla mnie świadectwem ogromnego zaangażowania w to dzieło kapłanów i osób świeckich. W sercach uczestników widoczna była nadzieja, że ta modlitwa zaowocuje w ich życiu, że coś się w nim zmieni. Widać, że jest potrzebna.

 

 

Szum z Nieba nr 110/2012

 

 

Więcej na temat posługi modlitwą uwolnienia znajdziesz w książce Neala Lozano - Modlitwa Uwolnienia cz. II - kliknij tutaj

 

 

 

 

 

(Zamieszczono 2012-03-29)