Nie bójcie się Ducha Świętego

Byłem już po święceniach kapłańskich i wykładałem na Katolickim Uniwersytecie w Mediolanie, gdzie uczyłem historii początków chrześcijaństwa. Tam spotkałem ludzi, którzy wcześniej otrzymali łaskę Pięćdziesiątnicy. W pierwszym odruchu byłem oporny, a nawet krytyczny, jako ksiądz formacji przedsoborowej, a więc bardzo tradycyjnej. Ale Duch Święty na mnie zaczekał…

 

OSOBISTE DOŚWIADCZENIE PIĘĆDZIESIĄTNICY

Ponieważ miałem okazję uczestniczyć w Charyzmatycznym Zgromadzeniu Ekumenicznym w Ameryce – tam przeżyłem pierwszy szok charyzmatyczny. Gdy byłem w pewnym charyzmatycznym domu w Stanach Zjednoczonych, zdecydowałem się oddać moje życie Panu. Myślę, że najważniejszy krok, jaki mamy do zrobienia, aby otrzymać łaskę Pięćdziesiątnicy – to powierzyć się Panu i dać Mu wolną rękę w naszym życiu. Ja właśnie wtedy otrzymałem chrzest w Duchu Świętym. Pozornie nic wyjątkowego i niezwykłego nie zdarzyło się podczas tej modlitwy. Ale w następnych dniach zauważyłem, że coś się zmieniło. Po pierwsze, kiedy otwierałem Biblię lub brewiarz, by modlić się psalmami – miałem wrażenie, że niektóre z nich zostały napisane dzień wcześniej specjalnie dla mnie! Biblia stała się żywym słowem, przez które Bóg dzisiaj do mnie mówi. Innym znakiem świadczącym o zmianie był fakt, że kiedy przyjechałem do wspólnoty kapucynów w Waszyngtonie – czułem się jakby przyciągany do kościoła. Modlitwa stała się potrzebą, a nie trudnością czy ciężarem, zaczęła mnie przyciągać. W dodatku przyjęła wymiar trynitarny, co jest cechą każdej chrześcijańskiej modlitwy. Zmieniło się także to, że pewnego dnia Pan przemówił do mnie poprzez obraz. Nie było w tym nic wyjątkowego, ale dla mnie to było bardzo realne. Pan stanął przede mną i powiedział: „Jeśli chcesz Mi pomóc głosić królestwo Boże, porzuć wszystko i pójdź za Mną”. I usłyszałem, że Pan chce, abym porzucił wykłady na uniwersytecie, moją katedrę (a byłem wtedy dziekanem), aby zostać wędrownym głosicielem słowa Bożego. Powiedziałem Bogu „tak” i za zgodą mojego przełożonego opuściłem uniwersytet. Byłem w trakcie przygotowań do pełnienia tej posługi, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że Jan Paweł II mianował mnie kaznodzieją Domu Papieskiego. Ludzie nie wiedzą, co ta funkcja oznacza. Otóż w Adwencie i w Wielkim Poście, w każdy piątek rano papież – wraz z kardynałami kurii rzymskiej i z przełożonymi generalnymi zakonów – przychodzi słuchać medytacji kapucyna. I od 29 lat tym kapucynem jestem ja… To była dla mnie niesamowita łaska! Pozwoliła ona, że w samym sercu Kościoła mogę ogłaszać dar nowej Pięćdziesiątnicy, który objawia się w Kościele. Głosiłem nawet kazania o chrzcie w Duchu Świętym w kurii rzymskiej.

 

CHRZEST W DUCHU ŚWIĘTYM

Wyrażenie „chrzest w Duchu Świętem” nie jest wymysłem Odnowy. To Chrystus użył tych słów, kiedy ostatni raz mówił do Apostołów. Powiedział wtedy: „Niedługo zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”. Chrystus użył tego wyrażenia, określając tak Pięćdziesiątnicę, która nie jest tym samym, co chrzest z wody. Jest to łaska, która zakłada nasz chrzest z wody, czyli sakrament – ale jest jakby dodatkową i niezwykłą łaską. Zresztą, moimi zdaniem, sam Kościół nas tego naucza. Wszystkie modlitwy i hymny do Ducha Świętego zaczynają się przecież od zaproszenia: „Przyjdź! Veni Creator Spiritus!”. Śpiewa to Kościół, który otrzymał już Ducha Świętego, a jednak uczy nas ciągle wołać: „przyjdź, przyjdź, Duchu Święty!”. Duch Święty jest tutaj, a jednak musi ciągle przychodzić, ponieważ nasza zdolność przyjmowania Go ciągle musi się odnawiać. Po otrzymaniu Ducha Świętego możemy pozostawić Go na boku, możemy Go zaniedbać. Tak więc chrzest w Duchu to jakby usunięcie popiołu – aby ogień, który został zapalony w dniu naszego chrztu, mógł rzeczywiście rozgrzewać nasze chrześcijańskie życie. Nie widzę żadnych trudności teologicznych w akceptowaniu myśli o chrzcie w Duchu Świętym – pod warunkiem, że powiemy sobie jasno, iż nie jest to ósmy sakrament, ale ożywienie wszystkich sakramentów. Chrzest w Duchu Świętym to sposób ratyfikowania tego, co wydarzyło się w dniu mojego chrztu. Tego dnia inni w moim imieniu odpowiedzieli na pytanie: „Czy przyjmujesz Chrystusa?”, a teraz nadeszła moja kolej. Dostałem możliwość, by ratyfikować mój chrzest. Przyjmując chrzest w Duchu Świętym pozwalamy Panu, aby urzeczywistnił całą moc, jaką otrzymaliśmy przez wszystkie sakramenty, i aby obudził w nas to nadprzyrodzone życie, jakie w sobie nosimy. To właśnie Duch Święty sprawia, że Chrystus jest żywy i obecny – nie jest tylko tezą teologiczną, doktryną, zespołem dogmatów. Po chrzcie w Duchu Świętym zdałem sobie sprawę, że jest inny Jezus, którego muszę poznać – Jezus Zmartwychwstały, żywy, który działa poprzez swojego Ducha. Duch Święty to tchnienie Chrystusa na Kościół. A kto może się obyć bez tego tchnienia Pana? Mam wrażenie, że Chrystus szuka osób gotowych do przyjęcia Jego tchnienia i mówi: „Przyjmijcie Ducha Świętego”. Jakby błagał nas – swoje stworzenia, swój Kościół… Odnowa Charyzmatyczna była odpowiedzią Boga na modlitwy papieża Jana XXIII o nową Pięćdziesiątnicę. Była również Bożą odpowiedzią na to, co Kościół napisał w 12. rozdziale konstytucji dogmatycznej Lumen Gentium. Duch Święty uświęca Kościół nie tylko poprzez sakramenty i posługi, ale również przez udzielanie mu rozmaitych darów. Te charyzmaty są nader stosowne i pożyteczne dla potrzeb Kościoła, przyjmować je więc należy z dziękczynieniem i ku pociesze. Kiedy spotykam biskupów i księży, często mówię im, że charyzmatyków trzeba przyjmować „z wdzięcznością i ku pociesze”.

 

TRUDNOŚCI W PRZYJĘCIU ODNOWY W DUCHU ŚWIĘTYM

Najistotniejszym elementem tej trudności – a mogę o tym mówić, ponieważ sam tego doświadczyłem – jest lęk przed nowością i pragnienie robienia tego samego, co robiło się zawsze. Według tego sposobu myślenia, to człowiek trzyma wodze swojego życia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego niektórzy przedstawiciele kleru otwarcie potępiają i odrzucają Odnowę –pomimo że papieże Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI często wyrażali swoją aprobatę i zachętę wobec tego ruchu i innych ruchów w Kościele. I gdybym mógł skierować do nich słowo (jak to zresztą robię, głosząc rekolekcje biskupom i duchowieństwu), powiedziałbym: „Nie lękajcie się Ducha Świętego!”. Zabawne jest to, że w czasie rekolekcji, które często głoszę księżom i biskupom, kiedy nie nazywam Odnowy po imieniu, ale pozwalam przypływać tej łasce Pięćdziesiątnicy (na ostatniej Mszy św. podczas rekolekcji jest zawsze wylanie Ducha Świętego) – oni się na to zgadzają. Kiedy oddzieli się łaskę Ducha Świętego od pewnych szczególnych zwrotów i pewnych szczególnych osób, które mogą nam sprawiać trudność – łaska ta zostaje przyjęta. Trzeba by znaleźć sposób przekazania Ducha Świętego tak, abyśmy my, którzy jesteśmy tylko narzędziami, pozostali z tyłu.

 

DZIAŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

Widzę, jak łaska Ducha Świętego popycha nas ku jedności. Pan wylewa swego Ducha i objawia się w ten sam sposób u chrześcijan różnych wyznań. Nie oznacza to, że przechodzimy do porządku dziennego nad naszymi różnicami, nie przywiązujemy do nich wagi czy o nich zapominamy – te kwestie muszą być rozwiązanie. Ale kiedy następuje przemiana serca, kiedy zaczynamy wspólnie pracować i modlić się, kiedy skupiamy się na Chrystusie – widzimy, że nawet różnice doktrynalne staja się mniej ostre. To Boże tchnienie oswobadza nas również z naszego grzechu, z letniości – mam wrażenie, że tu następuje akt zniszczenia i stworzenia. Duch Boży zawsze tworzy coś nowego. Odnowa – zgodnie z definicja, która zawsze mnie poruszała – oznacza przywrócenie władzy Bogu. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale to my sami chcemy sprawować władzę, choć zawsze w imieniu Boga. I zawsze znajdujemy powody, żeby robić to, co sami chcemy. Natomiast odnowa oznacza, że Duch Święty bierze w swe ręce życie Kościoła, czyli: prowadzenie parafii, a także sposób, w jaki głosi się kazania, jak współpracuje się ze świeckimi. Oczywiście to spotyka się z oporem. Trzeba umrzeć, aby oddać wodze naszego życia Duchowi Świętemu. Trzeba ogołocić samego siebie z władzy. To miał na myśli Chrystus, mówiąc o zapieraniu się samego siebie. Święty Paweł wyraził to tak: „Nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Ale to przejście od życia dla siebie – do życia dla Pana, jest dla nas trudne. Człowiek instynktownie pragnie zachować swoją autonomię. Przyjście Ducha Świętego wymaga, abyśmy zrezygnowali ze swojej niezależności – po to, aby wybrać dla siebie wolność dużo głębszą. Ale trzeba wtedy zrezygnować z tej wolności, która jest raczej niewolą grzechu i egoizmu. Gdyby można było najpierw skorzystać z owoców Ducha Świętego, łatwo byłoby oddać Mu władzę i powierzyć Mu wodze naszego życia. Owoce Ducha to miłość, pokój i radość, czyli wszystko to, czego ludzkość rozpaczliwie szuka. Z doświadczenia wiadomo, że tylko kiedy pozwalamy Chrystusowi wkroczyć w nasze życie – razem z Nim przychodzi radość i wolność. Trzeba tylko zrobić przejście: zamknąć oczy i rzucić się Mu w ramiona. Nie lękajcie się tchnienia Ducha Świętego, On jest naszym sprzymierzeńcem. Jest sprzymierzeńcem naszego rozumu, naszej radości. Jest duchem Chrystusa, który pragnie wejść w nasze życie, aby dać nam szczęście. Drodzy przyjaciele, jeśli szukacie radości – nie mam innych rad, jak tylko tę: rzućcie się w ramiona Chrystusa Zmartwychwstałego. On nigdy się nie cofnie i nie pozwoli wam wpaść w pustkę!

 

Artykuł powstał na podstawie fragmentów wywiadu przeprowadzonego z o. Cantalamessą przez s. Valérie ze wspólnoty Chemin Neuf – dla Net for God.

 

Szum z Nieba nr 136/2016

 

 

Chcesz się otworzyć na działanie Ducha Świętego i pozwolić Mu działać w twoim życiu? Książka o. Fio Mascarenasa "Z wiatrem Ducha Świętego" poprowadzi cię do Jego mocy. Więcej tutaj!