Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 76 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Okulary z filtrem

Z Moniką zostaliśmy parą 30 lat temu, gdy ona miała 18 lat, a ja 19. Pochodziliśmy z rodzin rozbitych, oboje mocno pokaleczeni, ale w pewien sposób podobni. Oboje byliśmy też dość daleko od Kościoła, choć ja chodziłem tam co niedzielę, bo tak mnie nauczono. Wielokrotnie widziałem Boże interwencje w swoim życiu, ale nie chciałem odpowiedzieć na to, co widzę. Wiązałoby się to z koniecznością zmiany mojego życia.

 

 

Pochodziliśmy z trudnych rodzin, więc naszym głównym celem było znalezienie mieszkania i sposobu finansowania się. Były to wczesne lata dziewięćdziesiąte, potężny kryzys w Polsce, brak pracy. Żyliśmy ze sobą jak małżeństwo, na świat przyszło dwoje dzieci. Ja studiowałem, potem studiowałem i pracowałem. Jestem człowiekiem niezwykle upartym, a w związku z brakiem ojca w procesie mojego wychowania, kwestionuję wszelkie autorytety. Nie miałem więc żadnego autorytetu – ani w świecie nauki, ani polityki, ani w Kościele. I tak sobie żyliśmy z Moniką, budując zręby dobrej przyszłości materialnej.

 

Nie byliśmy świadomi, czym jest wiara, nie wiedzieliśmy, że Jezus żyje. Owszem, chodziliśmy do kościoła, ale ten przekaz do nas nie docierał. Jakbyśmy mieli założone filtry.

Z każdym rokiem nasza sytuacja materialna się poprawiała. Miałem przy sobie piękną kobietę, inteligentną, fantastyczną, podziwianą przez innych. Pan Bóg pobłogosławił nas wspaniałymi dziećmi. Wszystko się układało, więc pojawił się pomysł, żeby zrobić z tego małżeństwo. Pomyślałem, że może Monika jest niespokojna, bo mijają lata, majątek rośnie, ale to jest mój majątek. Poszliśmy do jezuitów, bo u nich były wygodne godziny kursu przedmałżeńskiego. Drażniło mnie tam parę rzeczy. Bo ja tu młody, dwudziestoparoletni człowiek z sukcesami z każdej strony, to co mi jakiś klecha będzie opowiadał? Na spotkaniach czasem były wstrząsy, ale zły dopilnował, żebym nie chodził tam za często.

 

W końcu poszliśmy do ołtarza. Monika wyglądała fantastycznie, natomiast dla mnie ceremonia kościelna i cywilna to był „cyrk” i „kolorowe jarmarki”.

Nie robiłem tego dla siebie, ale dla żony, żeby się mogła pięknie ubrać i żeby były zdjęcia. Ale także po to, żeby pokazać znajomym, że odniosłem sukces. Wesele było fajne, moje ego zostało zaspokojone. Ale od tego czasu zaczęło się coś psuć, weszły jakieś elementy zazdrości ze strony żony. Ona była wtedy otoczona „złotymi paniami” z drogich salonów kosmetycznych i fryzjerskich, które siedzą tam godzinami i jedna drugiej opowiada, jak to tego swojego „dziada” usadziła. Ja też miałem swoich kolegów w biznesie, zarządzałem wtedy sprzedażą w dużych firmach, zarabiałem krocie, jeździłem na imprezy, chlałem. Stroniłem jedynie od nieczystości, ponieważ bardzo bałem się stracić tego, co mam – rodziny. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestu pięciu lat, a już mieliśmy wybudowany bez kredytu dom, samochody, żona nie musiała pracować, a dzieciaki były zabezpieczone. Ja pracowałem długo, a dystans między nami się zwiększał. W 2006 r. pojawił się potężny kryzys – mieszkaliśmy razem, ale każde z nas miało swoje życie. Pojawiła się sytuacja grożąca rozwodem. Mój świat runął! Wcześniej wydawało mi się, że nad wszystkim panuję, a tu się okazało, że zostałem wyprowadzony przez złego w takie miejsce, w którym nigdy nie chciałem się znaleźć.

 

Miałem jacht morski, jacht śródlądowy, drogie samochody, piękną willę, nie byłem zadłużony, miałem fantastycznie działający biznes i… jechałem, szukając lasu, żeby się powiesić.

Chwała Bogu, że po drodze spotkałem jedną z moich pracownic z zepsutym samochodem. Nie widziałem jej przez dwa lata, ale jako człowiek zadaniowy doszedłem do wniosku, że zdążę się powiesić później, a na razie trzeba pomóc tej kobiecie, bo ona ma dzieci adoptowane. Po wszystkim zaprosiła mnie na kawę i sytuacja się rozeszła. To była jedna z wielu ingerencji Pana Boga w moim życiu. Wróciłem do domu z głębokim przeświadczeniem, że trzeba to nasze życie zreformować. Zwróciłem się do psychoterapeutów, psychologów itp., wydaliśmy kupę pieniędzy na terapię, która nic nie dała (była niechrześcijańska). W fundamencie naszego związku nic się nie zmieniło, więc kryzysowa sytuacja powtórzyła się za kilka lat. Podjąłem decyzję, że się rozwodzimy. Rozwód był bezbolesny, rozstaliśmy się po dżentelmeńsku.

 

W tym czasie każde z nas wpadło w złe towarzystwo. Ludzie wyczuli, że mamy kasę i jesteśmy na równi pochyłej, więc za demonami usiadły również i sępy. Wszystko, co zdążyliśmy zarobić przez te czterdzieści parę lat, poszło w trzy lata.

Wydając ostatnie pieniądze, poczułem olbrzymią ulgę. Teraz już nie miałem nic, czego mogłem się trzymać. Wiedziałem, że tamta formuła nie działa, że nie znalazłem tam ani stabilizacji, ani szczęścia, ani miłości, ani akceptacji – nic tam nie było. Żeby oszczędzić dzieciakom cierpienia, spędzaliśmy razem święta, w końcu nie mieliśmy stałych partnerów. W Wielką Sobotę, po wizycie u ex-żony i dzieci, poszedłem na Wigilię paschalną z poczuciem KLĘSKI. Przyszedłem do Pana Boga i po raz pierwszy byłem otwarty na słuchanie. Jakaś kapela młodzieżowa grała tam piosenki Mocnych w Duchu – słyszałem je po raz pierwszy i pomogły mi w spotkaniu. A wtedy… zobaczyłem Pana Jezusa. Spojrzał na mnie i poszedł dalej, ale to spojrzenie rozwaliło wszystko! To był ułamek sekundy, zobaczyłem Jego oczy. A potem już poszło z górki – zostałem oblany nieprawdopodobną miłością, spokojem i po raz pierwszy w życiu zdałem sobie sprawę, że się nie boję! Od dzieciństwa towarzyszył mi lęk, a w tym momencie jakby coś ode mnie odpadło. Nic mnie nie krępowało, byłem głęboko wstrząśnięty. Potem dostałem nauczanie o. Remiego Recława, o. Pawła Sawiaka, a później… jakby worek z łaskami się otworzył! Udało mi się odbudować relacje z żoną (choć była nieufna) i z dziećmi. Ja sam trzymam się kurczowo Kościoła, Jezus daje mi moc, a od kiedy przestałem kłamać i kraść w biznesie, to zarabiam trzy razy więcej. Czasem jest ciężko, ale ile razy uda mi się zaufać, tyle razy rozwiązanie przychodzi natychmiast i jest nieprawdopodobne. Żona jest zawsze ze mną na Mszach, bywa we wspólnocie i zaczęła terapię – pierwszy raz trafiła na dobrą, wierzącą terapeutkę i widać zmianę. Wróciliśmy do siebie dwa lata temu i odtąd byliśmy dwa razy na rekolekcjach. Odbudowujemy się we wszystkich obszarach.

 

Zauważyłem, że będąc przy Bogu, dostajesz dokładnie tyle, ile potrzebujesz: miłości, szacunku, empatii, humoru i wszystkiego innego.

Dlatego coraz częściej mam pomysły, żeby być dla ludzi takim, jaki Jezus jest dla mnie – w końcu nie wypada mi być podłym, kiedy dostałem tyle dobra! Po nawróceniu mam siłę do ograniczania swojego egoizmu (bo on jest do opanowania tylko Bożą siłą). A Pan Jezus pozwolił mi zrozumieć, że JA to liczba mnoga, więc mieszczą się w nim także relacje z rodziną i wspólnotą. Dostałem też takie przynaglenie, żeby dziękować i założyć okulary z filtrem, który przepuszcza tylko piękno, dobro i miłość. Od dwóch lat chodzę i uważnie obserwuję: jak mama prowadzi dzidziusia za rączkę, jak idą starsi ludzie, jak jeden z naszych księży jest pochłonięty modlitwą. Codziennie rano wstaję i dziękuję Panu Bogu za to, że żyję. Dziękuję za wszystko i o nic nie proszę, bo i tak wszystko się zdarza.

Paweł

.


.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

Szum z Nieba nr 2019/04

 

 

 

Zachęcamy do książki Dariusza Michalskiego SJ "Przestań biec. Zacznij żyć". Ta książka to nie kolejny cudowny poradnik. Autor jednak przekonuje, że codziennie możesz zacząć od nowa. Na spokojnie, bez hurra-optymizmu, ale z nadzieją. Zaakceptować niewykorzystane szanse, niespełnione oczekiwania i z wdzięcznością spojrzeć w swoje tu i teraz.  Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2019-08-13)