Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 52 gości 

Ewangelizując, sami potrzebujemy nieustannego nawrócenia, odświeżenia naszych sił, dynamizmu i zapału do głoszenia. Bóg nas powołuje, abyśmy byli długodystansowcami. Sprinter biegnie szybko, ale też szybko się męczy. Bóg potrzebuje nas na długie dystanse. Ważne, że idziemy do przodu. Nie chodzi o szybkość, ale aby ciągle iść – obojętnie gdzie teraz jesteśmy. Musimy nawzajem uczyć się od siebie, pytając się, czy metody działania innych wspólnot można zastosować również w naszych.
Michelle Moran


 

Ufni, mężni, normalni

Przychodzi taki moment, kiedy człowiek nawrócony patrzy na innych – na przykład na Jana Pawła II – i myśli: to niemożliwe, aby i mi udało się tak głęboko trwać w Bogu. Żyje w pośpiechu i pędzie, nie ma czasu ani na modlitwę, ani na refleksję. Odpowiedzią na te pragnienia są rekolekcje ignacjańskie.

 

Gdy pojechałem na nie pierwszy raz – zobaczyłem, że otwiera się przede mną ogromna możliwość trwania w Bogu, że On jest bardzo blisko mojego życia i bardzo dużo do mnie mówi.

I temu też służą rekolekcje – by odkryć głos Boga w swoim sercu, by nauczyć się Go słuchać. A wtedy, gdy zaczynam patrzeć na świętych, na ludzi wielkiej wiary – nie wydaje mi się to już wtedy tak niezwykłe i odległe, takie „nie dla mnie”, ale wręcz przeciwnie – że każdy (nawet ten, któremu się wydaje, że nic nie znaczy), że ja także, jesteśmy powołani do świętości, do bycia z Bogiem blisko i do tego, by codziennie z Nim rozmawiać.

 

Kiedy na rekolekcjach wyłączam telefon, odchodzę od codziennych obowiązków i aktywności, zaczynam na wszystko patrzeć z innej perspektywy.

W sercu rodzi się spokój, myśli zaczynają mieć inny przebieg. Można docenić to, co się ma, ale i zauważyć, czy życie zmierza w dobrym kierunku. Będąc na I Tygodniu rekolekcji, zostałem uwolniony od problemów z czystością, co pomogło mi z moją narzeczoną zachować ją przez dwa i pół roku przed ślubem, ale i w pewnych sytuacjach po ślubie. II Tydzień pozwolił mi rozpoznać drogę osobistego powołania i podjąć ważne decyzje w zgodzie z Bogiem i własnym sumieniem. III Tydzień pozwolił zrozumieć głębię miłosierdzia Bożego, Jego mękę i ofiarę za mnie – takiego, jakim jestem. Że On jest ostatnim, który wymaga ode mnie, bym był kimś innym niż jestem, ponieważ właśnie takiego mnie kocha i takim powołuje. Że takim właśnie mnie prowadzi i sam umacnia i udoskonala. Na IV Tygodniu mocno doświadczyłem, że Bóg jest we wszystkim i wszędzie – w powietrzu, w moim pokoju, a przede wszystkim we mnie, że mnie przenika. Nie jest Kimś dalekim, ale Kimś kto jest bliżej mnie niż ja sam siebie. Każdy kolejny Tydzień, rok po roku, przynosił kolejną łaskę i pogłębiał moją relacje z Bogiem i wiarę. Nie pamiętam wszystkiego, co przeżyłem, ale czuję, że to jest zapisane w moim sercu i przynosi owoce.

 

Przyszedł moment, że miałem aż trzy lata przerwy w rekolekcjach, choć o nich marzyłem.

Bez nich czułem, jakbym podróżował przez życie bez mapy, tak trochę na oślep, bez Bożego spojrzenia na rzeczywistość i samego siebie. W tym czasie rodziły się moje dzieci (mam ich już troje). Wiadomo, że towarzyszyła temu radość, ale i piętrzyły się problemy. Np. był moment, że wszyscy jednocześnie zachorowaliśmy. Że trudno było radzić sobie ze zmęczeniem. Nie ukrywam, że ostatnimi czasy miałem duży kryzys życiowy, który zbiegł się także ze strapieniem duchowym. Czasami czułem, jakbym duchowo umarł. W końcu, na wiosnę tego roku – udało mi się znowu pojechać na rekolekcje do Porszewic. Dwa dni przed wyjazdem miałem niezwykłe doświadczenie – gdy dzieci już zasnęły, wyszedłem z ich pokoju i w drugim pokoju zobaczyłem, że słońce pada na ścianę, na której wisi krzyż. I choć nie mam artystycznej duszy ani skłonności do mistycznych doświadczeń czy zachwytów – ten widok mnie mocno poruszył. Tak jakbym był w grobie Jezusa, ale widział, że kamień już jest odsunięty, a ja za chwilę wyjdę z ciemności. Rekolekcje to potwierdziły: trudny czas już się kończy.

 

Przeżywałem indywidualnie syntezę „Ufni, mężni, do zadań specjalnych” o prorokach ze Starego Testamentu.

Poczułem, jakbym skoczył na głęboką wodę modlitwy i tylko ona mnie interesowała, nic mi nie przeszkadzało. Ważny był tylko Bóg i ja. Tak byłem Go głodny. Każda medytacja była dla mnie konkretnym z Nim spotkaniem, kiedy ja przed Nim siadałem, a On do mnie mówił. Do tego stopnia było to fascynujące, że nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania, a każde z nich było dla mnie dużym zaskoczeniem. Przede wszystkim Bóg pokazał mi, jak cenne jest to, że jestem Mu wierny, nawet kiedy Go nie czuję. I że ta wierność jest przede wszystkim Jego łaską i kluczem do przejścia trudnego czasu. Odczułem też, że Bóg bardzo mocno wydobywa i podkreśla dobro we mnie, że się do niego odwołuje, że wręcz je wywyższa. I choć zdarzały mi się także uchybienia i błędy, to dla Niego najważniejsze było dobro. To zmieniło moje myślenie o sobie samym. Przestałem obwiniać się za ten trudny czas, zrozumiałem, że nie był on karą, ale oczyszczeniem.

 

Ciekawą rzeczą jest, że wszystkie aspekty z życia proroków zobaczyłem też w moim własnym życiu.

Np., przyglądając się postaci Tobiasza, zrozumiałem, że ja też czasem boję się być zraniony, ale często w tych ranach tkwi prawdziwe uzdrowienie. Że to, czego się w życiu boję, może być moim wybawieniem. Przez Abrahama Bóg mi pokazał, jak trudno jest mi wierzyć w Jego obietnice, bo sam siebie uznaję za niegodnego tych obietnic, a przez to z większym trudem one się realizują. Historia Józefa Egipskiego uświadomiła mi, że Bóg wykorzystuje trudne wydarzenia, by wyprowadzić z nich dobro. Józef został odrzucony i sprzedany w niewolę przez braci, ale przez to Bóg uratował Jego rodzinę. To pozwoliło mi zupełnie inaczej zobaczyć sytuacje w moim życiu, gdy sam byłem odrzucany. Ta Synteza była dla mnie prawdziwą szkołą wierności Bogu w trudach życia.

 

Z pewnością rekolekcje ignacjańskie mają fundamentalne znaczenie dla mojej rodziny i mnie jako męża i ojca.

Ma ogromne znaczenie, jakim widzą mnie moje dzieci na co dzień – czy widzą człowieka, który jest zakompleksiony, który nie wie, kim jest i do czego jest powołany, nie wie, jaka jest jego tożsamość czy przeciwnie. Czy kiedy przychodzą trudne sytuacje w życiu, one mogą się na mnie oprzeć. I nie chodzi tu wcale, by widziały we mnie bohatera bez skazy, ale człowieka, który jest słaby, ale czerpie swoją siłę z Boga, który na Nim się opiera, a przez to jest stabilny. Ma także znaczenie, czy dla mojej żony jestem radością, czy ją uszczęśliwiam, czy umiem się nią zachwycać, czy raczej jestem dla niej powodem do smutku. Czy leczę swoje kompleksy jej kosztem i wykorzystuję ją do zaspokajania swoich potrzeb, czy kocham i troszczę się o jej dobro. Rekolekcje wychodzą temu naprzeciw. Byśmy mogli razem iść przez życie: ja, ona, dzieci i Bóg, w coraz większej miłości. Bartek


 

Szum z Nieba nr 112/2012

 

 

 

 

Nasze propozycje do modlitwy indywidualnej -więcej tutaj!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dim lights Embed Embed this video on your site

 

 

 

 

Zapraszamy do uczestnictwa w rekolekcjach ignacjańskich prowadzonych przez nasz Ośrodek w Porszewicach - zajrzyj tutaj!

 

 

 

(zamieszczono 2012-08-02)