Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 45 gości 

Ewangelizując, sami potrzebujemy nieustannego nawrócenia, odświeżenia naszych sił, dynamizmu i zapału do głoszenia. Bóg nas powołuje, abyśmy byli długodystansowcami. Sprinter biegnie szybko, ale też szybko się męczy. Bóg potrzebuje nas na długie dystanse. Ważne, że idziemy do przodu. Nie chodzi o szybkość, ale aby ciągle iść – obojętnie gdzie teraz jesteśmy. Musimy nawzajem uczyć się od siebie, pytając się, czy metody działania innych wspólnot można zastosować również w naszych.
Michelle Moran


 

Puste miejsce przy stole

Dużo czasu musiało upłynąć od śmierci kochanego dziecka, by w mym sercu zagościł pokój. Czas płynął wolno, a ja zaczynałam spokojniej przeżywać codzienność. Szczególnie trudne były dni świąteczne, rocznice, urodziny i imieniny, które jak zachodzące słońce przypominały mi, jak uboga jestem bez światła.

 

 

Pamiętam słowa św. Tereski, przeczytane gdzieś przelotnie, że przez krzyż i przez cierpienie człowiek dochodzi do wniebowstąpienia, a „cierpienie staje się niebem na ziemi”. Czasem myślę o Maryi stojącej pod krzyżem, opłakującej jedynego Syna, który pokazuje jej, jak rozumieć miłość, która jest drogą. Bo przez miłość pochodzącą od Boga wszystko się przemienia i nabiera sensu.

 

Czasem czuję, że ci, którzy odeszli do Boga trochę wcześniej ode mnie, z którymi pozostaje mi rozmawiać przez modlitwę, są bliżej mnie niż ktokolwiek inny. Kiedy umiera dziecko i pozostają puste ramiona, czas staje w miejscu i już nic nie jest takie samo, choć życie toczy się dalej. Wszystko dookoła przypomina mi o tej iskierce życia, która zgasła. Patrzę na rodzinę zebraną dookoła stołu, ale widzę też wymowne „puste miejsce przy stole”.

 

W tym roku zrozumiałam, jak wielkim bogactwem dla nas żyjących jest Boże Narodzenie i wiara w zmartwychwstanie. Jaką niesie ze sobą nadzieję na spotkanie tego, co Boże, z tym, co ludzkie. Na spotkanie z tymi, którzy są już u Boga. Ale też daje poczucie wzajemnego obcowania ze sobą tu i teraz.

 

Tęsknię za radością spotkania i wiem, że jej pełnia jest w zmartwychwstaniu, ale najpierw trzeba się narodzić na nowo przez krzyż, który zawsze oczyszcza, ustawia na właściwej drodze, wyostrza spojrzenie na to, co istotne. Oczy, które wylały wiele łez, widzą jaśniej. Proszę o radość, o Radość Pełną, ale sama doświadczam, że radość wewnętrzna ma więcej wspólnego z walką, z wytrwałością i osiąganiem trudnych celów niż z przyjemnością.

 

Pamiętam, że pewien kapłan opowiedział mi w dniu śmierci córki historię o kobiecie, która trzymając po długiej nieuleczalnej chorobie umierającego syna na rękach, w rozpaczy wykrzyczała Bogu, iż nie odda go Jemu. Nie chciała, aby stało się inaczej niż chce ona sama: „Bóg mi go dał, ale nie może mi go zabrać”. I faktycznie dziecko wyzdrowiało.

 

Minęło wiele lat i chłopiec wyrósł na silnego, zdrowego mężczyznę, ale czynił wiele zła. Kiedy zabił człowieka (ojca wielodzietnej rodziny), owa matka przypomniała sobie swoje słowa skierowane do Boga i musiała ze skruchą przyznać, że lepiej byłoby gdyby wtedy jej mały synek odszedł prosto w ramiona Boga. Zrozumiała, że byłaby to łaska.

 

Często wyruszam na poszukiwanie cudów w tym co nadzwyczajne. Ale cuda, które pozwalają mi czuć się bardzo blisko Boga, dzieją się w milczeniu Jego tajemnicy, w zwykłej codzienności. Modlitwa w obecności krzyża, spotkanie przez modlitwę z tymi, za którymi tęsknię, daje mi wewnętrzny pokój, rozstanie wniebowstąpienia staje się mniej raniące, ponieważ spotkanie już się rozpoczęło w Bożym Narodzeniu.

 

Cecylia

(Świadectwo zamieszczono 2011-12-07)

 

 

Szum z Nieba nr 108/2011

 

Polecamy płyty Zespołu Mocni w Duchu, niosące wiele nadziei i budujące wiarę.

Więcej - kliknij tutaj.