Uzdrowienie mimo wszystko

Choroba i cierpienie uwrażliwia nas na innych, a cierpienie bliskiej osoby zawsze zmusza do refleksji nad naszym własnym życiem. Kiedy człowiek właściwie przyjmuje chorobę i cierpienie, Bóg może bez przeszkód uzdrowić jego duszę, dzięki czemu wyzwolona – lgnie do Niego jak nigdy dotąd.

 

W życiu zdarza się czasem, że największe uzdrowienia przychodzą… pomimo braku uzdrowienia. Gdy moja siostra, Marylka, 3 lata temu zachorowała – diagnoza zwaliła nas z nóg: rak kręgosłupa. Nagle osoba silna, bardzo energiczna, jaką wcześniej była moja siostra, w wieku 61 lat została unieruchomiona w łóżku. Nie mogła nawet siedzieć! A jednak ostatni rok walki o jej życie – dla niej rok leżenia nieruchomo, a dla nas rok towarzyszenia jej w tym cierpieniu – był czasem pięknych rekolekcji. Dziś wiem, że dotyka nas ból, abyśmy cierpiąc poszukali Boga. Ten trudny czas może być źródłem niezwykłej płodności duchowej, czego przykładem była dla naszej rodziny Marylka. Całe jej życie było procesem nawrócenia. Przez wiele lat rzadko chodziła do kościoła, potem zaczęła uczestniczyć w Mszach świętych w każda niedzielę. Nie widziałam w niej wcześniej rozmodlenia, ale… wszystko zmieniło się w czasie choroby. Na nasze pytania konsekwentnie odpowiadała, że zgadza się na swoją chorobą i nie ma do nikogo pretensji. Mówiła: „Nie mam żalu do Pana Boga. Jest tak wiele tajemnic Bożych – przecież nawet małe dzieci umierają. Nie wiem dlaczego jestem chora, ale jestem”.

Będąc przy Marylce, obserwowałam, jak w czasie choroby dojrzewała jej piękna dusza…

 

Codziennie, gdy ktoś do niej przychodził – prosiła, aby się z nią modlił. Ile różańców, litanii, nowenn było odmawianych z nią, także w intencjach innych osób, tego nie zliczę! Owszem, miewała krótkie okresy płaczliwości – ale trzeba było wtedy natychmiast zacząć się modlić lub czytać „Żywoty Świętych”, a w jej serce wracał pokój. (Marylko, to dzięki Tobie zobaczyłam, że uzdrowienie ciała nie jest najważniejsze. Twoja dusza była przejmująco piękna w tym pokornym, cichym rozmodleniu.)

 

Kiedy na oddziale paliatywnym pani ordynator chciała przenieść Marylkę do innej sali – w dotychczasowej umarło już bardzo dużo pań z sąsiednich łóżek, więc bała się o kondycję psychiczną mojej siostry – ta nie zgodziła się. Z troską mówiła, że ktoś musi się modlić, gdy umierają inne panie. A że ma sprawne ręce – może nacisnąć guzik i wezwać pielęgniarkę, gdy słyszy, że coś dzieje się z chorymi. Wzruszała mnie ta jej ciągła troska o innych, nie o siebie…

 

Czasem mówiła: „Chciałabym jeszcze żyć, widzieć jak wnuki zakładają rodziny…”, ale zaraz dodawała: „Jak Bóg będzie chciał, tak będzie”.

 

Pamiętam, że zależało jej bardzo na odprawieniu nowenny dziewięciu pierwszych piątków miesiąca – i Bóg dał, że zdążyła. Zaprzyjaźniony ksiądz na jej pogrzebie powiedział: „Marylka w tym cierpieniu była zawsze radosna, uśmiechnięta, rozmodlona. I zasłużyła sobie u Pana Boga, że w noc kiedy umierała, był przy niej kapłan i modlił się za nią”. Dodam tylko, że był to kapłan, którego moja siostra kochała jak syna.

 

Marylka w czasie swojej choroby miała mocne poczucie, że Bóg jest blisko niej. Ufała Mu i pocieszała ją radość spotkania z Nim. Widziałam, jak to cierpienie oczyszczało jej duszę. Pamiętam też słowa, jakie ponad 22 lata temu wypowiedział mój dwunastoletni wówczas syn, gdy na raka mózgu zachorował mój mąż, a jego tata: „Być może zadane cierpienie to łaska od Pana Boga?”. Wtedy nie rozumiałam tego, co powiedział, ale dziś…

 

Moja siostra zmarła 2 lata temu, jednak słowa, jakie wtedy wypowiadała i jej obudzona głęboka wiara, zadziwiają mnie do dziś. Sama byłam świadkiem, jak pomimo ciężkiej i nieuleczalnej choroby Marylki – jej uzdrowiona dusza radowała się w Panu.

 

 

Szum z Nieba nr 104/2011

 

Polecamy szczególnie dla chorych, przykutych do łóżek w domu czy w szpitalu, wspaniałą lekturę książki "Mini-Seminarium", która pomoże spojrzeć na świat, życie i swoje cierpienie oczami Pana Boga.

Więcej - kliknij tutaj