Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 57 gości 

Miłość wymaga, by ewangelizator był pogodny i radosny: Nie może wyglądać jak skwaszony ogórek, musi przezwyciężać siebie, a w momentach ciężkich, gdy już nie możemy dać sobie rady ze sobą i jesteśmy specjalnie trudni dla ludzi, jest jeszcze wyjście: albo się pomodlić, albo iść się przespać. Ale ludziom lepiej w takich sytuacjach na oczy się nie pokazywać, by nie powiedzieli o nas: A to jędza!

kard. Stefan Wyszyński (Warszawa, 6.08.1964)

 

Młodzi kontra lęki

Budzisz się rano i przypominasz sobie, że to jest twój megaważny dzień. Pojawia się pierwsza myśl: Boję się, jak sobie z tym poradzę? Druga: Jestem słaby, nie potrafię. I już dół i ogólna załamka gotowe! A co na to Bóg?

 

A Bóg stoi obok ciebie i czeka, aż poprosisz Go o interwencję. Dał ci już narzędzia: Pismo święte, sakramenty, codziennie posyła Ducha Świętego – a teraz zaprasza, byś z nich skorzystał. Na wyciągnięcie ręki leży Boża zbroja i tarcza, ale od ciebie zależy czy po nie sięgniesz i staniesz do walki. I pamiętaj, że po twojej stronie walczy całe niebo!!!

 

A oto kilka ludzkich prób i sposobów zwalczania lęku, w które wkroczył Bóg z o wiele lepszym rozwiązaniem:

 

OLA: Pamiętam, że w te wakacje, czekając na „stopa” modliliśmy się w chwili wielkiej bezradności. Mówiłam wtedy Bogu o tym, jak bardzo chciałabym Go namacalnie spotkać. O tym, że mogę czekać na Niego, ale żeby dał mi pewność, że kiedyś przyjdzie, bo tego przekonania mi brakowało. Jakieś trzy tygodnie później – Jezus zorganizował nasze spotkanie. Było to w wielkim parku rozrywki pod Paryżem. Trafiłam tam za namową przyjaciół, którzy postanowili przełamać we mnie lęk wysokości i szybkości. Odkąd pamiętam, ten strach paraliżował mnie tak bardzo, że stawałam się jak dziecko i potrafiłam rozpłakać się w windzie. Nienawidziłam tego lęku, ponieważ kłócił się całkowicie z moją osobowością.

Przyjaciele zaproponowali, żebym w lunaparku przełamywała ten lęk stopniowo. Miałam zacząć od najbardziej dziecinnych kolejek, a skończyć na największych hardcorach. Już na jednej z pierwszych atrakcji poczułam… paraliż w środku! Próbowałam się uspokoić, ale nie byłam w stanie. Wtedy przypomniało mi się, że Bóg może uzdrowić mnie z tego lęku. Zaczęłam więc prosić Go z całego serca, aby to zrobił. Czułam, że jeśli mi nie pomoże – umrę ze strachu. A wtedy Jezus po prostu zabrał mi lęk wysokości i szybkości. Dla Boga było to zadanie na 2 sekundy, a ja zmagałam się z tym od dziecka. Pan dał mi jeszcze więcej niż oczekiwałam – przemienił lęk w prawdziwą przyjemność.

 

Powyższy przykład pokazuje nam nieskuteczność ludzkich sposobów na „ulepszenie” Bożego zamysłu. Aby to lepiej zrozumieć, sięgnijmy do pewnego fragmentu z Pisma świętego.
Gdy Dawid szedł do walki z Goliatem, król Saul dał mu swoją zbroję. Dawid ubrał się w nią, wziął miecz i… omal nie zemdlał. Zbroja była dla niego za ciężka! Jako młody i niewyćwiczony chłopak, nie umiał się w niej poruszać, a co dopiero walczyć. Niestety, my też często przyjmujemy sposoby innych na radzenie sobie z własnymi lękami. Dźwigamy tę zbroję i ostro ćwiczymy, zamiast zrzucić ją i po prostu być sobą! To, co ocaliło Dawida, to nie wspaniała i piękna zbroja, ale zaufanie w Bożą moc.

 

MALWA: Jeszcze kilka lat temu nie zdawałam sobie sprawy, jak wielki był we mnie lęk przed odrzuceniem (wyniesiony z domu) i jak wpływał na moje relacje z innymi. Byłam osobą, która chciała być lubiana przez wszystkich. Znalazłam na to metodę „kameleona”. Starałam się dostosowywać do oczekiwań drugiego człowieka, zatracając w tym samą siebie. Robiłam wszystko, żeby być pomocna i by ludzie mnie potrzebowali. Tak naprawdę nie wiedziałam, kim jestem i jaka jestem, ponieważ bałam się być sobą.

Kiedy Jezus zaczął głębiej wchodzić w moje życie – pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Zaczęłam odkrywać prawdę o sobie samej. Uzdrowienie mojej tożsamości to proces, w którym poznaję swoje zalety i wady, i uczę się je akceptować. Wiem, że mój choleryczny temperament nie jest łatwy dla otoczenia, ale teraz zamiast lęku w moim sercu gości Jezus, który uczy mnie kochać i przebaczać.

Dawid idąc do walki z Goliatem był już wyćwiczony w walce z dzikimi zwierzętami, które napadały co jakiś czas jego stada. Te trudne doświadczenia także umocniły jego ufność Bogu. Dawid wiedział, że tylko stając do walki w imię Boga może wygrać. Bez wahania oddał Mu więc swoje życie, swoją walkę, umiejętności i wygrał. Powierzając Bogu nasz lęk i walcząc w Jego imię – my także odnosimy zwycięstwo.

 

GOSIA: Od dziecka miałam zawsze przy sobie przyjaciół, na których mogłam polegać, oraz dużą rodzinę, w której nie brakowało mi miłości i bezpieczeństwa. Lubiłam ludzi i cieszyłam się ich sympatią. Miałam świadomość szczęścia, jakim obdarzył mnie Bóg, ale rodził się we mnie pewien lęk. Przez wiele lat nieustannie bałam się o moich bliskich – że coś złego może się im zdarzyć, że mogę ich stracić. Pamiętam, że prosiłam, aby Bóg ich nie zabierał, i prosiłam Maryję, żeby osłaniała moich rodziców „płaszczem swojej opieki”. W sytuacjach, kiedy lęk był bardzo silny, zawsze słyszałam w sercu słowa pocieszenia. Uczucie lęku nie znikało od razu, ale wierzyłam, że mogę być spokojna. Teraz wiem, że wtedy Bóg uczył mnie zaufania. Odkąd oddałam moje życie i życie moich bliskich Jezusowi, jestem wciąż poddawana próbie – przeprowadzki, nieuleczalna choroba mojej siostry i narastające problemy, które nie omijają mojej rodziny. W tym wszystkim, mimo że nie jest łatwo, uczę się ciągle zaufania Jezusowi i Jego miłości. W doświadczaniu cierpienia i bezsilności – doznaję jednocześnie szczęścia i pokoju, jakiego wcześniej nie znałam.

 

Bóg nas uzdrawia z lęków i uzdalnia do życia w pełni. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. On sam przecina więzy naszych ograniczeń, abyśmy nieskrępowani mogli za Nim kroczyć coraz odważniej.

 

 

Szum z Nieba nr 104/2011

 

Polecamy konferencje o. Jacka Granatowskiego SJ na płytach CD pt. Lęki

Więcej - kliknij tutaj.