Wolność ma smak miłości

Dziś Karolina kończy studia i jest świadomą siebie 24-letnią kobietą. Jednak był czas, gdy życie dla niej straciło sens. Gdy była nastolatką – bez powodu ogarniał ją niezrozumiały lęk, trzęsły jej się ręce, obezwładniała nieśmiałość. Całymi dniami leżała w zamkniętym pokoju, pytając Boga, po co ją stworzył i dlaczego chce, żeby żyła. I wydawało się, że pytania te pozostaną bez odpowiedzi…

 

Gdy w końcu trafiłam do lekarza, diagnoza brzmiała: zaawansowana nerwica. Ale przepisane tabletki tylko pogarszały moje samopoczucie. W tym stanie świętowałam swoje 18 urodziny. Kilka dni później kupiłam sobie Pismo święte, zaczęłam chodzić do kościoła i prosić Boga o pomoc. Odpowiedź przyszła bardzo szybko – zostałam zaproszona na oazę. To właśnie we wspólnocie oazowej poznałam prawdziwego Boga. Jemu zaczęłam mówić, co się dzieje w moim sercu, a dzięki osobom ze wspólnoty zaczęłam się  uśmiechać i otwierać na innych.

Marzyłam o tym, żeby zostać lekarzem – bardzo chciałam pomagać ludziom. Ale gdy przyszedł czas wyboru studiów, zdałam sobie sprawę, że taka znerwicowana nie nadaję się do wykonywania tego zawodu. Inny kierunek też był poza moim zasięgiem ze względu na duże skrzywienie kręgosłupa. Marzenia trzeba było odłożyć – zdecydowałam się na kierunek zdrowie publiczne. Wkrótce okazało się, że i te studia są dla mnie zbyt dużym obciążeniem. Codziennie musiałam brać leki, by w ogóle wyjść z domu. Budziłam się w nocy z ogromnym niepokojem, wykańczał mnie ten lęk! Nie mogłam na siebie patrzeć – nie cierpiałam swojego wyglądu, swoich rąk. Własnymi siłami na pewno bym tego nie przetrwała, ale Bóg posyłał do mnie wiele osób, które mi pomagały.

 

To Ty czekałeś pod drzwiami?

Będąc na trzecim roku studiów, zdecydowałam się podjąć Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Miałam nadzieję, że Bóg ukaże mi korzenie mojego problemu. Czytając książki i zastanawiając się, co Bóg do mnie przez nie mówi – czułam w sobie pytanie: czy wierzysz? Pamiętam, że na pierwszą sesję Seminarium w ogóle nie chciałam jechać, zawieziono mnie prawie siłą. Zapamiętałam z niej słowa mojej animatorki: „Nie takie drzwi Pan Bóg otworzył”.

Po sesji trafiłam do wspólnoty Mocni w Duchu. Zawsze chciałam tam być i doświadczyć tej radości i miłości, które u nich widziałam. Znałam ich, ponieważ od 12 roku życia jeździłam na Msze o uzdrowienie do kościoła, w którym wspólnota posługuje. Na początku jeździłam z mamą, która modliła się o uzdrowienie mojego kręgosłupa. Kilka lat temu na Mszy padło słowo poznania: „Bóg uzdrawia kręgosłup młodej dziewczynie” – podano dokładnie odcinek i stronę, wszystko się zgadzało. Serce biło mi jak oszalałe! Tego dnia Bóg rozpoczął proces uzdrawiania mojego kręgosłupa, ale przede wszystkim – serca.

 

Zostawiam Ci swoje plany…

Jeszcze w trakcie Seminarium poszłam na wizytę kontrolną do ortopedy, który oznajmił, że najbliższe 2-3 lata są ostatnim momentem, kiedy mogę poddać się operacji. Bałam się podjąć tę decyzję, więc podczas sesji animatorka zaproponowała mi, bym poczekała do Fundamentu – pierwszego etapu rekolekcji ignacjańskich. To była dobra podpowiedź.

Pojechałam na Fundament i przez pierwsze 3 dni… chciałam wracać do domu. Denerwowała mnie ta cisza! Nie mogłam jeść, spać i tak byłam skupiona na sobie, że zupełnie zapominałam o Bogu. Uważałam, że skoro już przyjechałam, to On od razu powinien wszystko zmienić. Kierownik duchowy ciągle mi powtarzał: „Karola, Pan Bóg wie, ile masz czasu. Spokojnie”. I rzeczywiście wiedział – tylko ja byłam zbyt zamknięta i miałam już własny plan.

Na odpowiedź Boga czekałam do zakończenia milczenia. Wtedy okazało się, że córka mojej współlokatorki miała taki sam problem z kręgosłupem. I otrzymałam numer telefonu do dobrego specjalisty. Dziś, po półtora roku terapii mogę powiedzieć, że moje skrzywienie jest mniejsze i na razie nie muszę poddawać się operacji. Dzięki Bogu za to uzdrowienie!

 

Ktoś mnie kocha od zawsze!

Bóg dalej mnie prowadził (choć lęki okresowo powracały) i różnymi doświadczeniami dodawał mi sił. Jednym z nich była Msza o uzdrowienie w Boże Narodzenie 2009 r. Na niej narodziłam się na nowo – Bóg pokazał mi, że On zawsze mnie chciał i dał moim rodzicom tyle miłości, by mnie przyjęli (lekarze uważali, że urodzę się chora i mama powinna usunąć ciążę). Na Mszy śpiewano pieśń „Jesteś dzieckiem Boga” – śpiewałam ją z wielką radością i pewnością w sercu: jestem upragnionym dzieckiem i mam potężnego Ojca w niebie, przy którym mogę czuć się bezpiecznie!

Wkrótce po tym doświadczeniu zdecydowałam się na modlitwę o uwolnienie. To było kolejne wielkie działanie Boga i Jego miłości! Duch kłamstwa nie był zadowolony, że przestaję się bać, więc się nie poddawał. Po pewnym czasie znów powróciłam do dawnego zamknięcia i ciągle powtarzanego zdania: Panie Jezu, ja nie chcę taka być!

 

Zatrzymany mój świat

Od Fundamentu upłynął rok, mogłam pojechać na I Tydzień, choć miałam wątpliwości czy warto. Przecież wyczerpałam już wszystkie możliwości: psychologowie, rekolekcje, modlitwa – co niby jeszcze Bóg może zrobić? Sytuacja jest przegrana, nie dogadamy się z Panem Bogiem, bo ja siebie takiej nie chcę!
To był bardzo ważny tydzień w moim życiu. Przepłakałam połowę rekolekcji, co denerwowało mnie niesamowicie, bo nie cierpię płakać. Ale największym zwycięstwem był sakrament pojednania, choć spowiedź była bardzo krótka – nie byłam w stanie prawie nic powiedzieć. Teraz już wiem, dlaczego mój kierownik duchowy tak mnie namawiał, żebym poszła i powiedziała, ile dam radę, bo to będzie dla mnie wielka łaska. Wtedy po raz pierwszy powiedziałam: „NIE” szatanowi – nie będę słuchać jego, ale Jezusa. Dotąd bezwiednie słuchałam go, gdy wykrzywiał mój obraz Boga i mnie samej. Skupiałam się na tym, czego mi brak i na moich lękach – a szatan zawsze pomagał mi dojść do wniosku, że lepiej, gdyby mnie nie było. Dopiero na Fundamencie zobaczyłam prawdę.

Jezus przez te 5 dni zatrzymał cały mój świat, bym mogła się z Nim spotkać. Zabrał mi lęki o zdrowie i koncentrację na sobie. Doświadczyłam najwspanialszych pięciu dni w życiu! Nie skupiałam się na swoim wyglądzie, zapomniałam nawet o rękach, za to zadałam sobie pytanie: kim jestem? I zobaczyłam, że nie jestem jakąś tam dziewczyną – lękliwą, nie wiedzącą, czego chce, która nic nie potrafi i nigdy nie będzie ani żoną, ani matką. Zobaczyłam, że jestem kobietą: Karoliną, stworzoną przez Boga i obdarowaną konkretnym powołaniem, chociażby do bycia mamą. A Bóg pokazywał mi po kolei: jaka jestem, czego potrzebuję, jakie mam pragnienia. To było dla mnie wielkie odkrycie, że wrażliwość, potrzeba bliskości czy nawet kruchość może być dobra! Przekonywałam się, że miłość Jezusa jest ponad wszelkimi schematami, więc nie muszę być taka jak inni. Mam być sobą, a ponieważ On chce mi dawać wolność – mogę żyć inaczej. Ale nawet taka czerwona, trzęsąca się i umierająca ze strachu – jestem przez Niego kochana…

Moje pragnienia, Jego realizacja

Na rekolekcjach Jezus bardzo konkretnie wskazywał mi, nad czym mam pracować. Ale też powiedział, że On nie myśli o mnie tak źle, jak ja o sobie. Pierwszy raz tak mocno doświadczyłam miłości Boga jako Tatusia, który – nawet gdy coś narozrabiam – przytuli mnie i powie: „Dla mnie to nie problem, bo jestem twoim potężnym Ojcem”.

Nie wiem jak Mu dziękować za to, co czyni, że mnie uzdrawia i uwalnia od lęków. Pomyślałam, że nie mogę dłużej czekać – to jest czas, by zaświadczyć o Jego mocy i miłości. Zawsze myślałam, że gdy Bóg mnie dotknie, to od razu będę zupełnie inna. A On przekracza moje schematy i zmienia mnie powoli – bo wie, że taki sposób jest dla mnie najlepszy. I nawet gdy większość robi za mnie, to chce też mojego wkładu.
Wierzę, że mając Jezusa zawsze przed oczami – pokonam wszystko, co utrudnia mi życie. W tym roku kończę studia, ale choć nie zostałam lekarzem, Bóg pomógł mi inaczej zrealizować moje pragnienia. Zaprosił mnie do posługi modlitwą wstawienniczą, także w szpitalu, abym modliła się za chorych. Mogę teraz pomagać bardzo konkretnie, prosząc wspólnie z osobami cierpiącymi najlepszego lekarza – Jezusa Chrystusa, aby dał im zdrowie.

Dziękuję Ci, Panie, że przez 24 lata mojego życia byłeś ze mną w każdej minucie, że przemieniasz moje myślenie, dajesz wolność i… kochasz za nic!

Karolina

 

Szum z Nieba nr 104/2011

 

Polecamy książkę ks. Serafino Falvo "Jak zwyciężyć depresję". Więcej - kliknij tutaj.