Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 42 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Uratowany synek

Pięć lat temu oczekiwaliśmy z żoną narodzin naszego drugiego dziecka, Magda była wtedy w siódmym miesiącu ciąży.
Był 30 kwietnia 2007 r., byłem w kościele na Mszy, gdy nagle przybiegła do mnie teściowa, mówiąc: „Biegnij do domu, bo Magda zaczęła krwawić!” Do kościoła mam blisko, więc w mig byłem na miejscu. Natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Ale po drodze, w samochodzie żona wystraszyła się: „Nie czuję ruchów dziecka”. Powiedziałem: „Będzie dobrze” – i zaczęliśmy się modlić.

 

W szpitalu lekarze stwierdzili, że odkleiło się łożysko i trzeba wykonać cesarskie cięcie. Syn ważył 2 200 g i pielęgniarka powiedziała, że wszystko jest w porządku. Wróciłem do domu szczęśliwy. Nagle znów zadzwonił telefon. Tym razem była to żona, z wiadomością, że dziecko przestaje samo oddychać i trzeba natychmiast je chrzcić. W drodze do szpitala obdzwoniłem wszystkich znajomych księży, ale nikogo nie było. W końcu dodzwoniłem się do swojego proboszcza, ale ks. Jana też nie było na miejscu. Był w położonym niedaleko Sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej i powiedział, że on będzie się modlić, a ja mam chrzcić. I przez telefon pokierował mnie, jak mam to zrobić.

 

Synek dostał na imię Cyprian. Zaraz po chrzcie zabrano go do innego szpitala, a ja poszedłem do najbliższego kościoła, aby się modlić. Wychodząc stamtąd, spotkałem znajomą siostrę zakonną, więc opowiedziałem jej o naszym zmartwieniu. Na co ona: „Jak Bóg cię bardzo kocha!”. Pomyślałem sobie: „Co ona za bzdury opowiada, jak mi tu dziecko umiera…” Wróciłem do szpitala. Lekarze powiedzieli, że stan synka jest nadal bardzo ciężki i możliwe, że trzeba będzie przetaczać krew. Siedziałem przy nim i modliłem się na różańcu. Za Cypriana odprawiane były Msze i modliło się wielu ludzi, także księży i sióstr zakonnych. Po czterech dniach odłączyli go od respiratora i sam zaczął oddychać, ale był jeszcze jeden problem, bo się nie wypróżniał. Na szczęście później to się ustabilizowało. Po siedmiu dniach synek zaczął jeść, a po czternastu… wypisali nas ze szpitala! Choć urodził się 6 tygodni za wcześnie, jego stan zdrowia zaczął się bardzo szybko poprawiać.  

 

Gdy po jakimś czasie poszliśmy z dzieckiem na pierwsze badanie kontrolne, lekarz patrząc na opis szpitalny i na Cypriana – zapytał, czy to naprawdę jest to dziecko. Bo to  niemożliwe, że tak dobrze wygląda i jest taki zdrowy.
Dzisiaj Cyprian ma 4 lata i, dzięki Bogu, jest zdrowym i pięknym chłopcem…

Krzysiek

 

  Szum z Nieba nr 104/2011

 

Polecamy różaniec z modlitwą o uzdrowienie o. Józefa Kozłowskiego SJ

Więcej - kliknij tutaj.