Droga ku światłu

Była jesień 2005 r. W pracy przeniosłem się do innego oddziału mojej firmy (mieszkam i pracuję w Niemczech), a tam spotkał mnie mobbing. Nie mogłem wrócić, ale pozostanie było ponad moje siły. Zacząłem chodzić do różnych lekarzy, równolegle szukając nowej pracy. W tym czasie dostałem jeszcze z Polski wiadomość, że stan zdrowia mojego ojca uległ gwałtownemu pogorszeniu… Co za rok!

 

 

Mimo niezbyt dobrych stosunków pomiędzy nami po śmierci mamy, wiadomość o chorobie ojca bardzo mnie przygnębiła. Jeszcze niedawno był w moim wieku, a dzisiaj – może to już koniec wędrówki? Co osiągnął, dokąd zmierzał, jakie wartości reprezentował i które z nich sam przejąłem? Zaczęła się analiza przeszłości – nie zawsze miłej. W mojej własnej rodzinie też mogłoby być lepiej... Tysiące myśli kłębiło mi się w głowie.

 

Przypuszczałem, że zgon ojca nastąpi przed świętami Bożego Narodzenia. Przy pożegnaniu poprosiłem go, aby uregulował swoje sprawy z Bogiem. Popłynęły łzy. Skąd mi się to wzięło? Nigdy do spraw wiary nie przywiązywałem zbyt wielkiej wagi, a mój osobisty stosunek do Pana Boga był dość chłodny – właśnie niedawno wypisałem się z Kościoła. Powód? Podatki, złość i żal po sprzedaży naszej parafii na Tempelhof (dzielnica Berlina). Czułem się z jednej strony, trochę jak Piotr po zaparciu się Jezusa, a z drugiej – pełen byłem buntu i żalu.

 

Osoba, z którą po pożegnaniu z ojcem wracałem samochodem z Polski – widząc moją rozterkę i stan ducha – zaproponowała odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego. Nie znałem tej modlitwy, więc powtarzałem tylko kolejne strofy: „dla Jego bolesnej męki…”. Nie zdawałem sobie sprawy, że to był mój początek powrotu do Pana. Odtąd koronka stała się moim codziennym spotkaniem z Bogiem – choć Bogiem bardzo jeszcze odległym.

 

PO ŚLADACH BOGA

Ojciec zmarł w kwietniu, po ciężkiej walce, którą niestety wygrał nowotwór. A ja w październiku 2006 r. dostałem nową pracę! Mogłem korzystać w wolnych chwilach z internetu, a moim przewodnikiem po nim został Duch Święty. Naprowadzał mnie na właściwe strony, dzięki którym rozbudzał we mnie ciekawość spraw duchowych.

 

Pewnego dnia koleżanka z pracy zaproponowała mi, abym przeczytał Biblię po niemiecku – pisaną bardzo przystępnym językiem, w zasadzie dla młodzieży. Nie byłem tą formą zachwycony, ale na początek zupełnie mi to wystarczyło. A wszystko nabrało tempa po obejrzeniu w telewizji „Ein Hof mit Himmel”(„Niebiańskie podwórko”), gdzie w soboty i niedziele rano głoszona jest Ewangelia. Pewnego dnia gościem programu była osoba nawrócona, a raczej nowo narodzona z Ducha – bardzo wyraźnie dotknięta Jego działaniem. Analogia jej i mojego poszukiwania sensu i celu życia była zdumiewająca! Ten sam głód, te same potrzeby i poszukiwania, aż w końcu  – osobiste dotknięcie przez Boga. A przecież ja najbardziej na świecie życzyłem sobie takiego właśnie przeżycia! Po programie zadzwoniłem do redakcji, prosząc o kontakt z tą panią.

 

REWOLUCJA W GODZINĘ

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie. Nigdy nie zapomnę tego popołudnia – rozmowa (po niemiecku) przerodziła się w modlitwę wstawienniczą, w czasie której postanowiłem, że celem i sensem mojego życia od tej pory ma być JEZUS. Po godzinie rozmowy i modlitwy nastąpiła we mnie taka przemiana, że sam nie wiedziałem, co się stało. Byłem nowym człowiekiem, nowo narodzonym w wieku 50 lat – to była moja osobista „pięćdziesiątnica”. Duch Święty zadziałał radykalnie, zamykając wszystkie drzwi prowadzące do zła, a pozostawiając otwarte tylko te do Pana. Czułem się niewiarygodnie szczęśliwy, a nie wiedziałem jeszcze, że to dopiero początek przygody, która trwa do dzisiaj!

 

Tak bardzo chciałem doznać wylania darów Ducha Świętego, że zacząłem Go szukać na własną rękę i wychodzić Mu naprzeciw. Zacząłem wertować książki, internet – po polsku, po niemiecku – wszystko na temat Ducha Świętego. W jednym miejscu przeczytałem, że szczególnie uprzywilejowani w tym względzie są zielonoświątkowcy. Postanowiłem ich odszukać w moim rodzinnym mieście w Polsce, by usłyszeć modlitwę w językach, tłumaczenie języków, proroctwa itp. Chciałem to wszystko, o czym czytałem, zobaczyć na własne oczy.

 

ZAWRACAJ I SŁUCHAJ

Była niedziela, 14 października 2007 r. Właśnie w tym dniu postanowiłem udać się do zboru zielonoświątkowców. Ale rankiem doświadczyłem czegoś niesamowitego – nagle zobaczyłem wielką jasność i pełną miłości twarz Jezusa z całunu turyńskiego. Nie wiem, czy to był sen, czy jawa – możliwe, że stan pośredni. A Jezus przemówił do mnie: „Szukasz Mnie? Do mojego serca możesz dojść (tu wskazał na swoje serce) tylko przez moją Matkę” – i ukazał mi obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem na ręku. Niczego podobnego wcześniej nie przeżyłem – to był najpiękniejszy moment mojego życia!

 

Często powracam do tej chwili, czując nieopisaną wdzięczność za tę łaskę. Bóg zna mnie osobiście, więc przyszedł, aby nakreślić mi drogę powrotu do domu Ojca. Ukazał mi swoją Matkę (a odtąd również i moją), która otacza mnie pełnią matczynej miłości, ażeby oddać mnie ponownie Synowi. To oddanie mnie Bogu miało jednak nastąpić dopiero po odpowiednim przygotowaniu i oczyszczeniu. Najpierw trzeba było napełnić tę „pustą stągiew”, jaką byłem, i posłuchać Jej słów: „Zrób wszystko, cokolwiek mój Syn ci powie“ – podobnie jak kiedyś zrobili to słudzy w Kanie Galilejskiej.

Pomimo tego wielkiego przeżycia odwiedziłem zielonoświątkowców. Zobaczyłem to, czego tak bardzo byłem ciekawy, ale brak Mszy świętej – Pana Jezusa obecnego w Eucharystii – absolutnie mi nie odpowiadał.

 

LAWINA ŁASKI

Moja dalsza droga powrotu do Boga nabrała tempa: powrót i wpis do Kościoła, pięćdziesiąte urodziny świętowane w Rzymie, rekolekcje z o. Jamesem Manjackalem i spoczynek w Duchu Świętym, podjęcie codziennego różańca, kurs Filipa, przystąpienie do Wspólnoty Nowej Ewangelizacji Świętego Bartłomieja, przyjęcie szkaplerza świętego w Oborach i akt oddania się Matce Bożej, rekolekcje „Jezus uzdrowicielem” z o. Johnem Bashoborą, odnowienie sakramentów z błogosławieństwem w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, przystąpienie do apostolatu PIETA (modlącego się za chorych i cierpiących), kurs modlitwy charyzmatycznej w Berlinie, dołączenie do Rycerstwa Niepokalanej w Niepokalanowie, a następnie pielgrzymka do Fatimy.

 

W listopadzie 2010 r., podczas IX Forum Charyzmatycznego w Vierzehnheiligen, Pan Jezus ponownie do mnie przemówił. Moja wewnętrzna potrzeba bycia na tym Forum została zaspokojona, a obecność tam okazała się dla mnie bezcennym skarbem – otrzymałem potwierdzenie słuszności obranej drogi, którą przed trzema laty nakreślił sam Bóg. Otrzymałem tam również tak bardzo potrzebne odpowiedzi w sprawie aktualnie wykonywanego zawodu (opiekuję się chorymi podłączonymi do respiratorów).

 

Ojciec John Bashobora, który był głównym mówcą Forum „Jezus uzdrawia” w 2009 r. w Toruniu, prowadząc rekolekcje przywiązywał dużą wagę do obrazów, jakie pojawiają się w umyśle słuchaczy, gdy wyciszają się i wsłuchują w to, co Pan Jezus ma im do powiedzenia. Ja zobaczyłem obraz Jezusa niosącego krzyż. Pan odwrócił się do mnie z uśmiechem, mówiąc: „Weź swój krzyż i chodź za Mną, jest wiele do zrobienia”. Przeczytałem ostatnio w jednej z książek, że pełną akceptację w niesieniu krzyża można osiągnąć wtedy, gdy w = W, to znaczy: gdy moja wola jest zgodna z Wolą Pana. Przesłanie, które otrzymałem na Forum, również kierowało mnie ku temu. Dziękuję Ci za to, Panie, bo wierzę, że obecnie rozpoczyna się dla mnie nowy rozdział w działaniu na rzecz bliźniego.

Zbyszek

 

Szum z Nieba nr 103/2011

 

Polecamy film na płycie DVD pt. "Nowa Pięćdziesiątnica", mówiący o początkach i historii Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym (możliwość obejrzenia w wersji po polsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku, francusku i in.)  Więcej - kliknij tutaj.