Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 52 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Bitwa o umysł

„Broń, którą posługujemy się w naszej walce, nie jest bowiem ludzka, ale od Boga czerpie moc zdolną zniszczyć twierdzę. Burzymy rozumowania i wszelkie przeszkody wznoszone przeciwko poznaniu Boga, a wszelką myśl bierzemy do niewoli, aby doprowadzić ją do posłuszeństwa Chrystusowi” (2 Kor 10,4-5)

 

Ten fragment Pisma świętego mówi o walce słabych ludzi, która nie jest toczona po ludzku. Ludzie wprawdzie mają broń, jednak nie należy ona do nich, lecz do Boga. Ta broń ma moc zniszczyć twierdze wznoszone przez naszego przeciwnika, by utrudnić nam poznanie Boga jako dobrego i kochającego Tatę. Zatem unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, która się wynosi przeciwko poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi. To jest wyzwanie dla nas, byśmy myśleli tak jak Jezus. Twierdzą jest więc schematyczne myślenie, kłamstwa, w które uwierzyliśmy. Jak więc zapobiec ich powstawaniu?

 

Czujność wobec fałszywych myśli

Bierzemy każdą swoją myśl i doprowadzamy ją do posłuszeństwa Bogu. Na przykład, mogę pomyśleć: „Jest mi bardzo ciężko, bliska osoba mnie zraniła i nie wyobrażam sobie dalej życia. Cierpię z tego powodu i nie radzę sobie z tym”. Jeśli tę myśl doprowadzę do posłuszeństwa Bogu, to w konfrontacji z Bożym Słowem usłyszę, że „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”(Flp 4,13). Mam zatem dwa wyjścia: mogę uwierzyć słowom, które są prawdą, bo zostały wypowiedziane przez Boga, są w Jego sercu i są Jego planem dla mnie lub mogę je odrzucić, użalając się nad sobą i unieszczęśliwiając samą siebie. Dlatego tak ważna jest świadomość, że to od nas zależy, czy daną myśl przyjmiemy, czy odrzucimy. To my decydujemy o tym, jakie myśli są w naszej głowie. Jeśli czujemy, że ogarnia nas jakieś negatywne uczucie, to warto się zatrzymać i zastanowić, jaka myśl je poprzedziła. I to jest najlepszy moment, by tę niewłaściwą myśl odrzucić. Uczą nas tego Ojcowie Kościoła. Warto wiedzieć, że uczucia pojawiają się później niż myśli, a właściwe myślenie, które umożliwia nam patrzenie na rzeczywistość z Bożej perspektywy zmienia nasze nastawienie i rzeczywiście możemy powiedzieć, że radość w Panu jest naszą ostoją (por. Ne 8,10). Jeśli zatem odpowiednio wcześnie odrzucimy negatywną myśl, która może czasem być wspomnieniem– nie pojawi się nieprzyjemna emocja. Możemy być zanurzeni w Bogu, kroczyć w Jego przeznaczeniu, ponieważ gdy przyjmujemy zbawienie, nie żyjemy już my, ale żyje w nas Chrystus i nie jesteśmy sierotami, ale zostaliśmy zaadoptowani, jako dzieci Boże. A więc kiedy ogarniają nas negatywna myśli, zdemaskujmy nieprzyjaciela. Przykład: dziewczyna nagle posmutniała, zaczyna zamykać się w sobie, ogarnia ją niepokój. Co wywołało ten stan? Okazuje się, że była to myśl: „Jestem samotna. Nikt mnie nie kocha, nie radzę sobie ze swoimi problemami”. Co należy w tym momencie zrobić? Poddać tę myśl Bogu. A co on mówi w swoim Słowie? „Jestem z Tobą i będę cię strzegł. Nigdy cię nie opuszczę, dopóki nie spełnię tego co obiecuję” (por. Rdz 28,15).

 

Musimy wiedzieć, że tu nie chodzi o wykucie wersetów na blachę i proklamowanie ich sto razy dziennie, choć to oczywiście pomaga, ale chodzi o to, byśmy się nauczyli patrzeć na rzeczy z Bożej perspektywy.


To coś więcej niż posiadanie zdolności cytowania odpowiedniego wersetu, by dać odpowiedź na jakieś pytanie, czy odpowiedzieć na czyjąś potrzebę, to coś więcej niż bycie gotowym na przekazanie biblijnego wersetu komuś, kto przez to będzie mógł wyjść ze swoich problemów. To właściwy wgląd w to, jaki jest Bóg i co On myśli o nas, i jak objawia nam prawdę.

 

Wymiatanie „śmieci” z głowy

Słowo Boże jest więc matrycą, do której przykładamy myśli pojawiające się w naszej głowie. Te, które nie są zgodne ze Słowem – odrzucamy. Ponadto pilnie strzeżemy naszych umysłów, aby były czyste, pełne Bożej prawdy. To jest jak sprzątanie podwórka – by utrzymać porządek, trzeba sprzątać regularnie. Można to również porównać do sytuacji, gdy wyrzucamy złodzieja z domu – robimy to zdecydowanie, bez skrupułów. Bardzo ważna jest troska o porządek myśli. Zatem, kiedy się modlę, to walczę, by nie rozpraszało mnie to, co dzieje się za oknem, czy to, co ugotuję na obiad. Pan Bóg nie lubi chaosu. My również słabiej będziemy Go słyszeć, jeśli wokół nas i w nas samych będzie panował bałagan. Mamy moc nad tymi rozproszeniami, możemy je odgonić. Wspaniałym odkryciem jest to, że ja nie muszę funkcjonować z myślami, które nie pochodzą od Boga i nie są prawdą na mój temat.

 

Uwaga na język!

Ogromne znaczenie w kształtowaniu naszych myśli ma język, jakim się posługujemy. Możemy go używać do tego, by wypowiadać zarówno błogosławieństwa, jak i przekleństwa. Rodzice borykają się z tym na co dzień. Skomentowanie zachowania dziecka słowami: „nigdy nie uda ci się tego zrobić” może sprawić, że ono uwierzy naszym słowom i rzeczywiście nie poradzi sobie z tym, co przychodzi mu z trudem. Zakoduje sobie słowa rodziców i one będą determinowały jego postępowanie. Bóg ma dla nas plan i zrobi wszystko, aby go zrealizować. Wątpliwości i niewiara, troski i zmartwienia, podejrzliwość – to wszystko nie pochodzi z umysłu Chrystusowego.

 

Trwała przemiana umysłu

Znam mnóstwo osób, które przeżyły bardzo mocne nawrócenie. Doświadczyły ogromnej łaski, jednak po pewnym czasie wróciły do starych przyzwyczajeń, do znanych schematów, dawnych grzechów. Nie zadbały o dar nawrócenia. Nie podjęły wysiłku, by przemienić swój umysł. Warto bowiem podkreślić, że troska o czystość umysłu jest realnym wysiłkiem. Naszym obowiązkiem jest zgłębianie wiedzy, ciągły wzrost w poznawaniu Boga. Nikt nas nie zwalnia od tej odpowiedzialności. Nie możemy zadowalać się kazaniami podczas niedzielnej Mszy, to za mało! Niezbędne jest czytanie Pisma świętego, życie nim na co dzień, korzystanie z sakramentów, formacja duchowa. To wszystko po to, by poznawać prawdziwy obraz Boga. A jeśli trudno nam czytać Pismo święte, to prośmy Ducha Świętego, by rozbudził w nas miłość do Słowa i dał dar jego rozumienia.

 

Żyć jak zwycięzca

Wiedząc zatem, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” – nie pozwolimy sobie wmówić, że jest inaczej, nawet gdy spotka nas tragiczne doświadczenie, gdy stracimy kogoś bliskiego. Ta prawda o Bożej miłości do nas pozostanie niezachwiana. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie naszej tożsamości – jesteśmy dziećmi Bożymi i do nas należy Jego dziedzictwo. Mamy DNA dzieci Króla! Jesteśmy zwycięzcami. Pan Jezus, żyjąc na ziemi jako człowiek, dał nam doskonały przykład – wszystko, co czynił, było poddane woli Ojca. I to powinno być również naszym celem – całkowicie poddawać się Duchowi Świętemu. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” Często ludzie, nawet bardzo gorliwi, „zacinają się” na braku wiedzy. Bo jeśli wiedzieliby, że Jezus umarł za nich na krzyżu, i znaliby konsekwencje Jego śmierci za nas, nie traciliby równowagi duchowej. Nie kontemplują prawdziwego oblicza Boga. Zbyt często skupiają się na dialogu z diabłem, zapominając, że to my mamy autorytet w Bogu. Przykładem doskonałej postawy wobec Boga była Dawid – gdy miał jakieś trudności, mówił: „Stół dla mnie zastawiasz, na oczach mych wrogów to czynisz” (Ps 23, 5). W każdych przeciwnościach siadał do stołu z Bogiem i z Nim rozmawiał. To była intymna relacja – Dawid chodził na śniadanka do Boga, gdy atakowali go wrogowie. Jego filozofia wyrażała się w słowach: walka już jest wygrana!

 

Szum  z Nieba nr 123/2014

 

 

 

 

Zapraszamy do wysłuchania konferencji "Rozeznawanie duchowe w praktyce" - więcej tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2015-07-17)