Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości 

Gdy ktoś z tobą nie rozmawia, ty z nim rozmawiaj, gdy ktoś ciebie nie dostrzega, ty go dostrzegaj; gdy ktoś twojego wzroku unika, ty się nastręczaj ze swoim spojrzeniem; gdy ktoś zapomina tobie usłużyć, ty go staraj się obsłużyć. Ty pierwszy, ty zawsze kochaj pierwszy.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 26.12.1974)

 

Nietypowy Lider

ImageSiedzi przede mną ogolony na łyso młody chłopak. Na imię ma Błażej. Ma na sobie letnią koszulkę bez rękawów i wojskowe spodnie. Opowiada o zakończonym przed godziną szkoleniu, jakie prowadził dla nauczycieli jednej z gdyńskich szkół. Żuje gumę i co jakiś czas wtrąca niezbyt przyzwoite słowa, chcąc wyrazić nimi swój entuzjazm. Na lewym ramieniu ma duży czarny tatuaż.

Rozmowę prowadzi o. Wojciech Żmudziński SJ

- Masz 28 lat, nie ożeniłeś się, nie skończyłeś żadnych studiów, nie myślisz o karierze, dzielisz swój czas pomiędzy narkomanów i nauczycieli wielkomiejskich szkół. Spotykasz się z rodzicami nastolatków i z uczniami. Dlaczego? Co masz im do powiedzenia?

Odpowiedzi na to, co robię, należy szukać w powołaniu. Po otrzymaniu formacji w Zakonie Ojców Bonifratrów podjąłem pracę z bliźnim, kierując się po prostu głosem serca, dzieląc się tym, co mam i niosąc pomoc najbardziej zagubionym i samotnym.
Gdy spotykam się z drugim człowiekiem, zachęcam go, aby wyszedł na spotkanie z samym sobą. Dopiero wtedy będzie mógł zobaczyć innych i w miarę możliwości zatroszczyć się o nich, odnajdując przy tym radość i własne szczęście. To nie narkotyki są punktem centralnym spotkań, lecz ludzie: ich potrzeby, marzenia, pragnienia, troski i problemy.

- Mam w ręku kilkaset kartek, na których uczniowie gimnazjum napisali o swoich problemach. O wielu z nich nikomu do tej pory nie powiedzieli. Po niecałej godzinie spotkania, które prowadziłeś, zwierzyli ci się z tego, czego bali się wyznać nawet księdzu w konfesjonale. Jak to się dzieje, że otwierają się przed tobą, a nie przed rodzicami czy szkolnym pedagogiem?

ImageNie wiem. Może brakuje młodym ludziom kogoś, kto mógłby ich wysłuchać, poświęcić im trochę czasu i uwagi. Ja nie robię nic wielkiego, ja ich tylko wysłuchuję, nie krytykując i nie wyśmiewając. Nie uważam siebie za jakieś nadzwyczajne zjawisko. Znam całe mnóstwo ludzi, z którymi mógłbyś taki wywiad przeprowadzić ze względu na niezwykłość ich pracy i na wielkie serce, czy też ze względu na umiejętności, jakimi potrafią dzielić się z innymi. Są wśród nich nauczyciele, sprzątaczki, psycholodzy, kierowcy... Zwykli ludzie, których wielkością jest prostota i uczciwość. Problemem naszych czasów jest rodzic, nauczyciel, wychowawca, który uważa się za boga i któremu wszystko się w życiu udaje... . Każdy z nich chce, aby młody człowiek był idealny, aby nie popełniał błędów i spełniał ich oczekiwania.

- Po jednym ze spotkań z rodzicami słyszałem taki komentarz: “Co? Na nas? Z rękami w kieszeni? Z gumą do żucia? Jak on śmiał?! A to cham!” Co ty na to?

Mój ubiór i sposób bycia wzbudzają wiele kontrowersji. Często oceniamy innych po ich wyglądzie, patrząc przez pryzmat własnych oczekiwań i wyobrażeń. Pracowałem kiedyś z pewną narkomanką, której chłopak był w więzieniu. Chodziłem z nią pod ogrodzenie więzienia, aby jej chłopak mógł przez okno przesłać do niej krótki list. Po odbyciu wyroku opuścił więzienie z tatuażem na szyi. Gdy jego dziewczyna przyszła do mnie na rozmowę, on nawet nie wszedł do mojego domu. Stanął z daleka, gdyż bał się, że po raz kolejny ktoś go odrzuci oceniając po wyglądzie. To był niesamowity chłopak, a mimo to z trudem znalazł pracę. Chciał zaocznie skończyć ogólniak, ale z powodu wyglądu nikt nie chciał z nim nawet rozmawiać. A szkoda, bo mało kto po pobycie w więzieniu ma jeszcze wiarę i siły na jakąkolwiek naukę i stabilizację... Jak chodziłem ładnie ubrany i uśmiechałem się w odpowiednich momentach, to adekwatnie do tego ludzie byli mili i uprzejmi. Teraz gdy wchodzę do zakrystii, kościelny chowa gazety, a gdy przekraczam próg różnych urzędów –panie chowają do szuflad długopisy. I dopiero teraz mogę lepiej zrozumieć tego chłopaka i wielu jemu podobnych młodych ludzi, których my sami, chrześcijanie i katolicy, tak często odrzucamy za ich przeszłość i wygląd. Równie często mówimy też o Jezusie, który zmarł na krzyżu nie w pięknym garniturze, lecz nagi; nie w towarzystwie rozmodlonych ludzi, lecz pomiędzy dwoma przestępcami.

- Byłem świadkiem jak psycholodzy stali w kolejce, aby móc z tobą chwilę porozmawiać. O czym?

Często mówią o swoich własnych problemach i kłopotach. Szukają porady i wsparcia. Pytają też o ludzi, z którymi pracują – jak postępować w trudnych sytuacjach; o praktyczne wskazówki i rozwiązania. Dzielą się własnymi spostrzeżeniami. Dużo uczę się od nich, za co, korzystając z okazji, chcę serdecznie podziękować.

- Wiele lat temu, gdy Chrystus sprowadzał mnie ze złej drogi, przeczytałem historię, jaka przydarzyła się Dawidowi Wilkersonowi. Mając przed sobą szefa nowojorskiego gangu grożącego mu nożem, nie przestawał mówić o miłości. Na nieustanne pogróżki wściekłego napastnika, że go zabije, że pokroi go nożem na kawałki, Dawid odpowiedział: “Jeśli nawet pokroisz mnie na kawałki i rozrzucisz je po całym Nowym Jorku, to i tak każdy z tych kawałków nie przestanie cię kochać”. Napastnik odrzucił nóż i odszedł ze spuszczoną głową. Czy przydarzyły ci się podobne sytuacje podczas twojej pracy w bielsko-bialskiej dzielnicy slumsów?

Pewnego dnia przyszedł do naszego domu [hostelu dla narkomanów], w którym mieszkam z dzieciakami, chłopak z pobliskich slumsów. Akurat byłem sam w domu. Zrobiłem mu coś do picia i nawet się nie zorientowałem, kiedy sięgnął po nóż. Owinął rączkę noża ręczniczkiem i przystawił mi do gardła. Znałem go już wcześniej i wiedziałem, że znaczną część swojego młodego życia spędził w różnego rodzaju zakładach wychowawczych i poprawczakach. Wiedziałem też, że jego życie nie było usłane różami: rozbita rodzina, ciągłe pasmo niepowodzeń, nikt się nim nie interesował jako człowiekiem. Był w tym wszystkim przerażająco osamotniony. On mi mówił, że mi podetnie gardło, a ja jemu, że uważam go za niesamowitego człowieka, któremu brakuje po prostu miłości – bo ten nóż przy moim gardle to nie było nic innego, jak tylko rozpaczliwe wołanie o miłość. Tak bardzo czuł się nie kochany. Nie wiem, ile to wszystko trwało, ale chyba długo. W pewnym momencie odłożył nóż i wyszedł. Wrócił po kilku godzinach. Akurat modliłem się w naszej domowej kaplicy. Znalazł mnie tam i bez słowa wtulił się we mnie i zaczął płakać. Mnie przeraża jednak to, że takich ludzi, którzy może w mniej rozpaczliwy sposób proszą o miłość, jest w dzisiejszym świecie tak bardzo dużo, a tak mało jest tych, którzy im na to wołanie odpowiadają.

Błażej pracuje w ośrodku dla nieletnich narkomanów, prowadzonym przez Fundację “Nadzieja” w Bielsku-Białej. Opiekuje się grupą młodych ludzi powracających do życia bez nałogu. Stworzył im w powierzonym mu przez Fundację hostelu prawdziwy dom rodzinny. Jest też duszą powstałej niedawno w bielskich slumsach świetlicy środowiskowej. Przy tym wszystkim ma jeszcze czas, by studiować i prowadzić spotkania profilaktyczne w szkołach na terenie całej Polski.

Rozmawiał: Wojciech Żmudziński SJ

 

© Szum z Nieba nr 40/2000

 

Polecamy książkę autora "Niebo jest w nas". Więcej - kliknij tutaj