o. Emilien Tardif MSC - Sługa Boży

o. Emilien TardifEmilien Tardif MSC (1928 -1999) – kanadyjski misjonarz i światowej sławy charyzmatyk. Święcenia kapłańskie przyjął w 1955.

Urodzony w prowincji Quebec w Kanadzie był dziewiątym z czternaściorga dzieci. Należał do zgromadzenia Misjonarzy Najświętszego Serca Jezusowego. Po cudownym uzdrowieniu z gruźlicy (czerwiec 1973) na skutek modlitwy 5 osób z grupy charyzmatycznej, zaczął interesować się Ruchem Odnowy Charyzmatycznej. Od chwili uzdrowienia aż do śmierci poświęcił swoje życie głoszeniu Ewangelii. Jego nauczaniu towarzyszyło wiele cudownych uzdrowień oraz nawróceń. W czasie swojej posługi odwiedził 71 krajów na wszystkich kontynentach.

 

A oto co sam pisze:

"W 1973 roku byłem prowincjałem mojego zakonnego Zgromadzenia Misjonarzy Serca Jezusa w Republice Dominikańskiej. Pracowałem ponad miarę, nadużywając swego zdrowia w ciągu 16 lat mojej posługi misyjnej w tym kraju. Spędziłem wiele czasu, zajmując się rzeczami materialnymi, budując kościoły, wznosząc seminaria duchowne, centra kulturalne, katechetyczne itp. Zabiegałem zawsze o pieniądze, aby budować domy i utrzymać naszych seminarzystów.

Pan pozwolił mi żyć tak aktywnie, aż wreszcie z powodu nawału pracy popadłem w chorobę. 14 czerwca tamtego roku, podczas zebrania Ruchu Rodzin Chrześcijańskich poczułem się źle, a nawet bardzo źle. Musiano mnie natychmiast odwieźć do kliniki rządowej. Mój stan był tak ciężki, że przewidywano, iż nie przeżyję tej nocy. Byłem naprawdę przekonany, ze wkrótce przyjdzie mi umrzeć. Wielokrotnie medytowałem na temat śmierci i głosiłem kazania na jej temat, ale nigdy nie ćwiczyłem umierania. Nie lubię tego.

Lekarze przeprowadzili przeciągające się badania, w wyniku których wykryli ostrą gruźlicę płuc. Skoro wiedziałem już, jak bardzo jestem chory, zapragnąłem wrócić do swojej ojczyzny, do Quebec w Kanadzie, gdzie urodziłem się i gdzie mieszka moja rodzina. Byłem jednak do tego stopnia osłabiony, że nie byłem wtedy w stanie tego uczynić. Musiałem odczekać dwa tygodnie, przyjmując leki wzmacniające, aby podróż stała się możliwa.

W Kanadzie przewieziono mnie do specjalistycznej kliniki, gdzie lekarze ponownie zabrali się do badania mnie, gdyż chcieli mieć pewność w kwestii mojej choroby. Spędziłem lipiec, poddając się analizom, biopsji, prześwietleniom itp. Po wszystkich tych badaniach stwierdzono jednoznacznie, że ostra gruźlica płuc poważnie uszkodziła moje obydwa płuca. Aby pocieszyć mnie, powiedziano mi, że być może po roku leczenia i odpoczynku będę mógł wrócić do domu.

Pewnego dnia miałem dwie szczególne wizyty. Najpierw przybył kapłan będący redaktorem naczelnym czasopisma „Revista Notre Dame”, który poprosił mnie o pozwolenie zrobienia fotografii do artykułu pt.: „Jak przeżywać swoją chorobę?”.

o. Emilien Tardif MSCJeszcze nie zdążył odejść, kiedy weszło do sali szpitalnej 5 świeckich osób z grupy modlitewnej Odnowy Charyzmatycznej. W Republice Dominikańskiej często się naśmiewałem z Odnowy Charyzmatycznej, twierdząc, że Ameryka Południowa nie potrzebuje daru języków, ale promocji osoby ludzkiej. Teraz oni bezinteresownie przyszli modlić się za mnie.
Te dwie wizyty miały na celu dwie różne sprawy: pierwsza dotyczyła zaakceptowania choroby, druga zaś odzyskania zdrowia.

Jako kapłan i misjonarz pomyślałam sobie, że nie byłoby rzeczą budującą, gdybym odrzucił modlitwę. Mówiąc jednak szczerze, zgodziłem się na nią bardziej ze względu na dobre wychowanie niż z wewnętrznego przekonania. Nie wierzyłem, że zwykła modlitwa mogłaby przywrócić mi zdrowie.

 

Ludzie ci powiedzieli mi zdecydowanie:
- Za chwilę zrobimy to, o czym mówi Ewangelia: „Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie”. Pomodlimy się i Pan cię uzdrowi.
Zgodnie z tym, co powiedzieli, podeszli wszyscy do łóżka, do którego zostałem przykuty i nałożyli na mnie ręce. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Nie podobało mi się to. Czułem się śmiesznie z ich nałożonymi rękami i spostrzegłem, ze ludzie przechodzący przez korytarz ciekawie zaglądali przez szparę w otwartych drzwiach.
Wówczas przerwałem modlitwę i zaproponowałem im:
- Jeśli chcecie, możemy zamknąć drzwi…
- Ależ tak proszę księdza, dlaczego nie – odparli.
Zamknęli drzwi, ale Jezus zdążył już wejść do środka. W czasie modlitwy poczułem silne ciepło w płucach. Pomyślałem, że to następny atak gruźlicy i że wkrótce umrę. Było to jednak ciepło miłości Jezusa, który dotykał mnie i uzdrawiał moje chore płuca. Podczas modlitwy padło proroctwo. Pan mówił do mnie: „Uczynię cię świadkiem mojej miłości”.

Jezus żywy przywrócił życie nie tylko moim płucom, ale również mojemu kapłaństwu i całemu memu istnieniu.

 

Po trzech lub czterech dniach czułem się doskonale. Miałem apetyt, spałem dobrze i nic mnie nie bolało. Lekarze byli gotowi do natychmiastowego rozpoczęcia leczenia. Jednak żaden lek nie odpowiadał na moją domniemaną chorobę. Wówczas zlecili serię specjalnych zastrzyków dla ludzi mających nienormalny organizm. Te jednak również nie przyniosły żadnego skutku.
Ja zaś czułem się dobrze i chciałem wrócić do domu. Lekarze jednak zmusili mnie do tego, abym spędził sierpień w szpitalu, by mogli poszukać gruźlicy, która wymknęła im się z rąk i nie mogli jej znaleźć.

Pod koniec miesiąca, po wielu badaniach, ordynator powiedział do mnie:
- Ksiądz wraca do domu. Czuje się ksiądz wyśmienicie, ale to urąga wszystkim naszym teoriom medycznym. Nie wiemy, co się stało.
Po chwili zaś dodał, wzruszając ramionami:
- Ksiądz jest wyjątkowym przypadkiem w tym szpitalu.
- W moim zgromadzeniu zakonnym również – odparłem mu, śmiejąc się.
o. Emilien na Lublinku w Łodzi

Wyszedłem ze szpitala bez recept, lekarstw, nawet specjalnych zaleceń. Udałem się do domu. Ważyłem jedynie 50 kg. W szpitalu, gdzie miałem być wyleczony z gruźlicy, usiłowano mnie uśmiercić głodem.

 

Dwa tygodnie później ukazał się 8 numer czasopisma „Revista Notre Dame”. Na piątej stronie znajdowała się moja fotografia ze szpitala. Siedziałem na słynnym łóżku, oplątany sondami, ze smutnym i zamyślonym wyrazem twarzy. Poniżej fotografii widniał podpis: „ Chory musi nauczyć się żyć ze swoją chorobą, przyzwyczaić się do ukrytych aluzji i niedyskretnych pytań, a także do przyjaciół, którzy już nie patrzą na niego tak samo, jak wcześniej”. Moje zdrowie jednak zdezaktualizowało ten numer czasopisma.

Pan mnie uzdrowił. Moja wiara była malutka, być może miała rozmiary ziarnka gorczycy. Bóg jednak był tak wielki, że nie był uzależniony od mojej małości. Taki jest nasz Bóg. Gdyby był uzależniony od nas, nie byłby Bogiem.

W ten sposób otrzymałem na własnej skórze pierwszą i podstawową naukę dotyczącą posługi uzdrowienia: Pan uzdrawia nas z taką wiarą, jaką mamy. Nie chce od nas więcej, tylko właśnie tyle.

 

15 września 1973 roku wziąłem udział w pierwszym w moim życiu charyzmatycznym spotkaniu modlitewnym. Nie wiedziałem na czym to polega, ale poszedłem tam, ponieważ zostałem uzdrowiony, a osoby, które modliły się za mnie, poprosiły, abym pewnego dnia złożył świadectwo mego uzdrowienia.
Zacząłem trochę pracować we wrześniu i napisałem do mego przełożonego z prośbą, abym rok, który pierwotnie miał mi upłynąć na leczeniu, mógł spędzić, poznając Odnowę Charyzmatyczną w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Otrzymałem pozwolenie i udałem się do najważniejszych ośrodków w Quebec, Pittsburgu, Notre Dame i Arizonie.

 

Pamiętam, jak pewnego razu odprawiałem mszę świętą w Los Angeles, na której była obecna moja siostrzenica wraz ze swym przyjacielem. Po przeczytaniu Ewangelii po francusku, chciałem ją skomentować, ale stało się coś ciekawego; poczułem, że język mi zesztywniał i zacząłem mówić coś, czego nie rozumiałem. Nie był to język francuski ani angielski, ani hiszpański, które to języki znałem. Kiedy skończyłem przemawiać, wykrzyknąłem ze zdziwieniem:
- Nie mówcie mi tylko, że za chwilę otrzymam dar języków…
- Ależ ty już go otrzymałeś! – odparła siostrzenica. Ty mówiłeś językami!

Tak często naśmiewałem się z daru języków, a Pan udzielił mi tego podarunku w chwili, kiedy miałem przepowiadać. W ten sposób odkryłem ten piękny dar Pana."

o. Emilien Tardif MSC

(Fragment pochodzi z książki o. Emilieno pt. "Jezus żyje!"  rozdział 1, Gruźlica płuc)

 

 

Ś.P. O. EMILIANO TARDIFA MOŻEMY NAZYWAĆ "SŁUGĄ BOŻYM"

Pamiętamy go z wizyty w Polsce w lipcu 1996 r. a w 13-tą rocznicę śmierci wspominaliśmy go w poprzednim numerze (111/2012) "Szumu z Nieba".

Prace dotyczące jego procesu beatyfikacyjnego toczą się już od kilku lat. Jednak w ostatnich miesiącach - zajmujące się tym osoby - rozpoczęły diecezjalny etap procesu, co wiąże się m. in. ze zbieraniem świadectw o o. Emiliano w diecezji, z którą był związany. Chodzi o jednoznaczne wykazanie lub zakwestionowanie heroiczności jego cnót.

Od tego momentu przysługuje mu w Kościele tytuł "Sługi Bożego".

 

(Uaktualniono 2012-08-05)

 


O wizycie o. Tardifa w Polsce na lotnisku Lublinek (Łódź) możesz dowiedzieć się więcej klikając TUTAJ.

O. Emilien Tardif MSC jest autorem takich książek jak:

• Jezus żyje (cz.1), 1984  - światowej sławy bestseller ewangelizacyjny!
• Jezus jest Mesjaszem (cz.2), 1989
• Jezus żyje (cz.3), 2008 -
relacja z wydarzeń na Lublinku, nauczanie i świadectwa osób uzdrowionych

 

 

Więcej - kliknij tutaj.