Główne zagrożenie dla Kościoła

Prezentujemy fragment kazania wygłoszonego przez bp. Andrzeja Czaję 19 października 2013 r. w Winowie, podczas Mszy świętej kończącej Diecezjalny Kongres Ruchów, Wspólnot i Stowarzyszeń.

 

 

Kryzys wiary, który papież Benedykt XVI jasno zdiagnozował w Kościele, pchnął go do ogłoszenia Roku Wiary.

Już przed tym Rokiem Wiary w wielu różnych publikacjach pastoralnych (i nie tylko) mówiono o różnych poziomach kryzysu wiary. Najczęściej mówiono o kryzysie, który dotykał świadomości wiary czy też sfery wolitywnej wiary. A więc – o infantylizacji wiary, ideologizacji wiary, ignorancji w wierze, a równocześnie lenistwu w wierze i w pracy (także w pracy nad sobą), bądź – o skrajnym aktywizmie, wcale nierozwijającym wiary chrześcijańskiej, tylko urzeczywistniającym swego rodzaju deizm w chrześcijaństwie.

 

Rok Wiary objawia nam w Kościele w Polsce jednak jeszcze inny poziom kryzysu wiary – niedowiarstwo – niby wierzę, a nie dowierzam.

Tego jest wiele. Nie wystarcza nieraz Słowo i sakramenty, szukamy cudownego środka: spowiedzi furtkowej, modlitwy przebaczenia Bogu. Nie wystarcza zwykły ksiądz, trzeba egzorcysty. Ba, bywa, że nie dowierzamy nawet Chrystusowi. Jest w nas dziwne niedowiarstwo odnośnie Jego ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, piekłem i szatanem. Jak to się przejawia? W dość częstej dzisiaj demonizacji. Prawie wszystko już się demonem wyjaśnia. Zagrożenia główne dla życia wewnętrznego upatruje się w rzeczach zewnętrznych: a to jakiś przedmiot, a to jakieś wahadełko. Żeby to było dobrze zrozumiane: nie chcę, aby to zabrzmiało jak bagatelizacja tego typu zagrożeń.

 

Ale GŁÓWNE ZAGROŻENIE JEST W ŚRODKU – TO JEST SKŁONNOŚĆ DO GRZECHU, ZWŁASZCZA DO 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH –to jest główne zagrożenie.

A nie horoskopy i tym podobne rzeczy. Przechodzimy na poziom dziwnej magii. Zaniepokojony jestem głęboko tym, że nieraz u podstaw takiego interpretowania czy rozumienia chrześcijaństwa są ci, którzy z magią mają walczyć w Kościele niemal z urzędu, czyli egzorcyści. Powiem więcej – obawiam się, że widzimy na razie czubek góry lodowej, ale wyłaniać się zaczyna w chrześcijaństwie jakiś nowy, dziwny dualizm: teologiczny, kosmologiczny i antropologiczny. Co mam na myśli? Dualizm teologiczny – Bóg dobry i demiurg zły, niemal na równym poziomie. A gdzie jest zwycięstwo Chrystusa? Jak można stawiać dobrego ducha ze złym duchem, gdy zły duch nie ma najmniejszych szans? Dochodzimy do jakiś dziwnych wniosków, co zaczyna gorzko owocować. Nawet do kurii przychodzą ludzie pełni strachu, który pobudzony został przez czytanie artykułów, np. w piśmie Egzorcysta. A Jezus mówi; „Nie lękajcie się, Jam zwyciężył świat”. STRACH NAS ZDRADZA, TO JEST NIEDOWIARSTWO.

 

Dualizm antropologiczny dzieli ludzi na dobrych – czyli takich, do jakich ja należę, i na złych, bo inaczej widzą, inaczej oceniają, inaczej opiniują. To nie jest chrześcijaństwo.

Nagle znowu powraca ta dziwna kosmologia – dobry świat i zły świat. Jest jeden świat, który stworzył Bóg. I mało tego – także odkupił i zbawił. Ja naprawdę jestem wdzięczny Panu Bogu, że właśnie w tym Roku Wiary, zwłaszcza ten poziom kryzysu wiary nam ujawnia. Bo w moim przekonaniu jest to największe dziś zagrożenie dla Kościoła. Nie uderzenie z zewnątrz jest najbardziej dla Kościoła niebezpieczne. Doświadczamy tego uderzenia nie tylko jako pasterze, ale to, co świat mówił nigdy nie było dla Kościoła tak niebezpieczne, jak to, co się w środku działo. Owszem, to biczowanie ze strony świata nawet wspomagało, ono przynosiło dobre owoce. Prześladowanie chrześcijan wiele dobrych owoców przynosiło. Nigdy prześladowanie chrześcijan nie było bezowocne. Ale to, co jest niebezpieczne, to to, co my, nieraz pod płaszczykiem ekskluzywnej, własnej, subiektywnej duchowości (albo pseudoduchowości) próbujemy rozwijać, a czasem jeszcze innych do tego nakłaniać.

Tekst nieautoryzowany

 

 

Szum z Nieba nr 120/2013

 

 

 

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2013-12-10)