Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Znasz drogę, ale czy chodzisz nią?

Patrząc na Jezusa ukazanego w Ewangeliach, zaczynamy rozumieć, kim sami jesteśmy. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”, i On nie tylko zna drogę, ale sam jest Drogą. Nie tylko zna prawdę, ale jest Prawdą. I nie tylko wie, co to jest życie, ale sam jest Życiem. Można by powiedzieć, że Jezus jest konsekwentny jako Człowiek i jest bardzo spójny wewnętrznie.

 

 

Ostatnie tygodnie spędziłem na synodzie w Rzymie z młodymi ludźmi. Kardynał Schönborn tak ładnie podsumował to wydarzenie: „Pokażcie mi gdzieś 270 przywódców świata, którzy przez miesiąc słuchają młodzieży”. A myśmy tam cztery tygodnie spędzili, słuchając młodych ludzi. Najczęściej mówili nam oni o swoim pragnieniu spójności, takiej zgodności między tym, o czym mówisz, a tym, jak żyjesz. To kwestia zasadnicza – znasz drogę, ale czy chodzisz nią? Utożsamiasz się z nią? Tak dalece, żebyś mógł stać się drogą dla innych? Nie wystarczy opowiadać: „Tam jest droga, możesz się nią przejść”, a samemu nigdy nią nie wyruszyć… Fulton Sheen mówił kiedyś o zawiadowcach stacji kolejowych: znają kompletny rozkład pociągów i w życiu nie wsiedli do żadnego. Ale gdy Jezus mówi: „Ja jestem drogą”, pokazuje nam w ten sposób, kim my mamy być. Chrześcijanie to ludzie, którzy utożsamiają się z drogą, o której się dowiedzieli, ponieważ sami nią wyruszyli. A idąc, stają się też drogą dla innych. Przeciwieństwem takiej postawy jest zastanie się w miejscu. Tu jestem i stąd się nie ruszę. Tu jest mi dobrze. Ten poziom szczęścia, jaki aktualnie przeżywam, jest wystarczający. Co w życiu osiągnąłem, to mi wystarcza. Słychać w tym pragnienie stabilizacji i „mogłoby być inaczej, ale jest fajnie”.

 

NAJCIEKAWSZE DOPIERO PRZED TOBĄ

Ale może być gorzej, gdy człowiek niczego w życiu już nie pragnie, tylko ciągle patrzy wstecz i mówi: kiedyś to było fajnie. Gdy Czesław Miłosz przyjmował doktorat honorowy na KUL-u, to powiedział między innymi, że im jest starszy, tym mniej mu odpowiada podział czasu na: normalną przeszłość, nienormalną teraźniejszość i fatalną przyszłość. I spuentował to tak: Teraźniejszość była nienormalna zawsze, a normalniała tylko we wspomnieniach. Człowiek może oglądać stare zdjęcia, zadowolony, jak fajnie kiedyś wyglądał, i myśleć: To już wszystko było, teraz będzie już tylko gorzej. A Jezus mówi: Nie. Jesteśmy w drodze. Ewangelia jest przed nami, życie jest przed nami, prawda jest przed nami. Mam sobie uświadomić: jestem pielgrzymem. Pielgrzym to ktoś, kto ma cel w życiu. Nie jest włóczęgą ani wagabundą, ponieważ wie, dokąd zmierza. A życie jest zawsze przed nim, nie za nim. Ta prawda dotyczy właściwie każdego obszaru naszego życia: to, co najciekawsze, jest zawsze przed nami. Każdy artysta wie, że jeszcze nie stworzył swojego najlepszego kawałka – może kiedyś go napisze, a może nie. Na KUL-u Miłosz zacytował kilku japońskich malarzy, z których każdy był już po dziewięćdziesiątce, a mówił: „Wreszcie zaczynam umieć malować”.

 

JESTEŚ W DRODZE

Jezus jest w drodze tak dalece, że sam się nią staje. Utożsamia się z drogą, którą poznał, a św. Paweł mówi nam, odkąd dokąd ona prowadzi. „Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie” (2Kor 5,1). To napięcie, które nas uruchamia do stawania się ludźmi drogi, opisane jest tu dwoma słowami: przybytek (po grecku scenę znaczy tyle co namiot) oraz mieszkanie (dosłownie: budynek, dom). Żyjemy pomiędzy namiotem a domem. Lubisz mieszkać w namiocie? To może być fajne na jakiś czas, ale jak długo tak wytrzymasz? Przeżyłbyś całe życie w namiocie, w poczuciu tymczasowości? Namiot jest na chwilę, a w człowieku istnieje tęsknota za domem – za tym, co stałe i solidne. A Paweł wyjaśnia: namiot to jest to, co sami budujecie; a dom to jest to, co buduje w waszym życiu Bóg. To, co buduje Bóg, jest stałe i wieczne. To, co budujecie waszymi rękami, jest przemijające.

 

POZWÓL BOGU ZBUDOWAĆ CI DOM

Podam taki ciekawy przykład, o którym przeczytałem, gdy przeniosłem się do Łodzi. Ktoś dał mi przewodnik po starym łódzkim cmentarzu przy ul. Ogrodowej, są w nim odnotowane dwa nagrobki, które przylegają do muru między częścią katolicką a prawosławną. Leżą one po obu stronach muru, ponieważ żona była prawosławna, a mąż był katolikiem, zbudowano im więc dwa nagrobki przy murze. Ale piwniczka pod spodem jest jedna, bez muru. To nie Pan Bóg, ale ludzie zrobili podziały w wierze. Na szczęście to, co zrobili ludzie, jest jak namiot: jest nietrwałe i nie sięga w wieczność. A to, co Bóg robi, jest jednym wspólnym mieszkaniem. Nie chciejcie mieszkać na zawsze w tym, co sami wytwarzacie, ale pozwólcie Bogu budować wam dom. Zadomówcie się w tym, co Bóg sprawia wam w życiu. W niebie nie będzie kościołów, nie będzie sakramentów – pomimo że są one z Bożego ustanowienia, ale są czynione naszymi rękami. Eucharystia tyle pokazuje, co zasłania, choć pewnie nie ma lepszego, pełniejszego spotkania z Bogiem niż Komunia święta. Ale patrzysz i widzisz kawałek chleba, smakujesz trochę wina, a Bóg ukrywa się za tą zasłoną. Św. Paweł mówi do nas: Patrzcie nie na to, co widać, ale na to, czego nie widać. Potraficie zobaczyć to, co niewidzialne? Potraficie, tylko trzeba patrzeć nie oczami, a sercem. Sercem widzisz to, czego nie widać oczami. A to jest miłość, która jest przez Boga wkładana w nasze serce. Zamieszkajcie w tym, co Bóg czyni w was. Nie chciejcie mieszkać w tym, co czynicie sami, własnymi rękami, ponieważ to jest przejściowe. Nawet Eucharystia jest przejściowa, a wszyscy mamy nadzieję widzieć Boga twarzą w twarz. Wszyscy mamy nadzieję na taki czas, że nikt nie będzie już nam musiał opowiadać o Bogu, bo będziemy Go widzieli twarzą w twarz. Całe nasze życie jest napięciem, żeby przechodzić od tego, co czynimy własnymi rękami – co jest jak namiot i kiedyś będzie zwinięte – do tego, co czyni Bóg w naszym życiu. A to jest solidny dom, więc on nie przeminie.

 

Dziękujemy stronie Archidiecezji Łódzkiej za udostępnienie homilii arcybiskupa Grzegorza Rysia, wygłoszonej w Dzień Zaduszny w Kalonce w 2018 r.

.

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

.

.

Szum z Nieba nr 153/2019

 

 

Zachęcamy do zapoznania się z naszą pozycją wydawniczą "Zanieś radość innym" Patti G. Mansfield. Autorka podpowiada, jak opowiedzieć swoją historię spotkania z Bogiem, tak by inni nie tylko chcieli słuchać, ale także zapragnęli poznać Jezusa. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

.

.

.

(zamieszczono 2019-06-12)