Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 73 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

To Jezus zwyciężył

Trudne życiowe sytuacje są próbą naszej wiary, tego czy wierzymy w Boga, czy też dajemy się prowadzić okolicznościom naszego życia. Bóg chce, abyśmy wierzyli Jemu i Jego mocy. Strategią szatana jest lęk, dlatego szuka on wszystkich możliwych sposobów, by go w nas wzbudzić. Odpowiedzią na to jest modlitwa uwolnienia według modelu pięciu kluczy.

 

To ważne, abyśmy nie mylili modlitwy uwolnienia z egzorcyzmem, który stanowi oficjalny rytuał Kościoła w sytuacji, kiedy trzeba skonfrontować się ze złym duchem i go wyrzucić. Egzorcyzmem mogą posługiwać specjalnie oddelegowani księża (rzadziej osoby świeckie) za zezwoleniem biskupa miejsca. Jest on przeznaczony dla osób opętanych, a opętanie zdarza się bardzo rzadko i jest wynikiem długotrwałego procesu, kiedy człowiek poddaje swoją wolną wolę szatanowi. Podczas modlitwy uwolnienia wg modelu pięciu kluczy zajmujemy się przede wszystkim ewangelizacją. Osobę, która prosi o taką modlitwę, pytamy najpierw, czy chce być wolna. Nie każdy chce. Czasami ktoś przychodzi, bo potrzebuje, aby mu poświęcić uwagę. Zdarza się nawet, że ktoś buduje swoją tożsamość wokół przekonania, że jest opętany, że nic nie może z tym zrobić, że potrzebuje księdza, który wypędzi złego ducha. To odczucie jest jednak mylące. Modląc się o uwolnienie, wprowadzamy obecność i panowanie Jezusa w tych obszarach życia człowieka, które do tej pory były objęte ciemnością.

 

Jezus jest światłem, a światło zawsze przezwycięża ciemność i ją przenika, nigdy na odwrót. Ciemność nigdy nie przenika światła.

Jezus w żadnej sytuacji nie kierował się tym, co mówił szatan, ale czynił to, do czego wzywał Go Bóg. Ignorował nieprzyjaciela i nie zwracał na niego uwagi. Kiedy Piotr podszedł do Jezusa i powiedział Mu słowa, które pochodziły od złego, to nawet z nim nie dyskutował. Od razu odpowiedział: „zejdź mi z oczu szatanie” (Mt 16, 23). Wiedział, do czego powołał Go Ojciec, i nie zamierzał tego kwestionować. Bóg nie chce, żebyśmy myśleli o złych duchach. Kiedy ja i moja żona Janet modlimy się o uwolnienie – cały czas myślimy o Bożym Miłosierdziu i o tym, co czyni Bóg, aby wyprowadzić więźniów na wolność. Myślimy o miłości Boga do osoby, nad którą się modlimy i dopiero w tym kontekście staramy się zrozumieć, którędy złe duchy wchodzą do jej życia. Kiedy znajdziemy to miejsce, możemy zamknąć im drzwi, nie koncentrując się na nich samych.

 

Naszym zadaniem jest głosić, że Chrystus jest jedynym Zwycięzcą, a każdy, kto z Nim pozostaje w jedności, nie musi obawiać się niczego i nikogo. Musimy nauczyć się stawiać czoło wszelkim lękom. To Jezus jest prawdziwym Panem Świata, który pokonał każdy rodzaj zła.

Wiele naszych lęków rodzi się z przesądów i wiary w niewłaściwą rzeczywistość. Katolik nigdy nie powie, że szatan jest równy Bogu. A jednak czasami, kiedy mówimy o szatanie, wydaje się, że tak się go boimy, jakby był Mu równy. W konfrontacji z Bogiem szatan nie ma znaczenia. Kiedy odniesiemy się do niego bez Boga – stanie się niebezpieczny. Ale kiedy uświadomimy sobie, że Ojciec i Syn mieszkają w nas, to wówczas poczujemy, że nasze stopy stoją na Skale i nic nie może nas oderwać od Jezusa. Szatan nas zwodzi, może się mu to udać tylko wtedy, gdy otrzyma nasze zezwolenie. Czasami w naszym życiu zdarzają się tragedie, doświadczamy realnego zła, ale tych, którzy kochają Jezusa – wszystko prowadzi ku dobru. Dlatego w obliczu różnych trudności, kiedy doświadczamy smutku i zmartwienia – powinniśmy poddawać się działaniu Boga, dziękować Mu i ufać, że On wykorzysta tę trudną sytuację, aby rozszerzało się Jego Królestwo. Myślę, że świetnym przykładem na to jest opisany w Ewangelii moment burzy na jeziorze (por. Mt 8, 23-27). Najpierw Jezus zaprosił uczniów, by popłynęli z Nim na drugi brzeg jeziora, gdzie – jak się później okazało – uwolnił opętanych. Jezus otrzymał misję od Ojca, aby rozszerzać Królestwo Boże. Uczniowie, którzy byli z Nim w drodze, mieli się uczyć odczytywania Bożych wskazówek. Zauważmy, że byli oni doświadczonymi rybakami, przeżyli w swoim życiu wiele burz, ta jednak ich przeraziła. Myśleli, że zginą. A Jezus spał. Dlaczego? Wiedział, że nie ma się czego bać. Kiedy ostatecznie zgromił tę burzę, to nie tylko pokonał naturalne siły przyrody, ale przeciwstawił się także działaniu nieprzyjaciela.

 

Jezus chce, abyśmy zrozumieli, że jeśli On nas wzywa do popłynięcia na drugą stronę jeziora, to tak właśnie mamy zrobić – niezależnie od tego, co będzie się działo po drodze. Pokazuje, że nie warto zwracać uwagi na nieprzyjaciela.

To bardzo ważne, abyśmy zobaczyli, jak ważny jest związek pomiędzy wiarą i modlitwą. Czasami jest tak, że jej bardziej ufamy niż Bogu i myślimy, że jeśli wypowiemy wystarczającą ilość słów, to one nas ochronią. A to Bóg daje nam ochronę. Dlatego powinniśmy pytać, co jest w naszym sercu: czy modlimy się z wiarą, czy raczej z lęku i braku zaufania w moc Boga? Kiedyś jedna z osób powiedziała mojej żonie, że całą noc modliła się za nią. Janet zaś odpowiedziała: „A może raczej całą noc martwiłaś się o mnie?” Warto zastanowić się, czy czasem nie mylimy jednego z drugim. Słowa, którymi się modlimy, powinny być pokarmem, który ożywia naszą wiarę, a nie ją pomniejsza. Czasami pozwalamy, aby ogarnął nas strach, i to właśnie on motywuje naszą modlitwę. Należy poznać ten strach i wyrzec się go, a wtedy naszą modlitwę wypełni wiara i ufność, że Bóg jest dobry. Kiedy pozwalamy sobie na gniew wobec Boga i obwiniamy Go za zło w naszym życiu, to zamykamy swoje serce i oddzielamy się od Niego jak od nieprzyjaciela. Wówczas tracimy istotną część ochrony. Podobnie jak wtedy, gdy modlimy się w sposób przesądny do Boga, którego sami sobie wymyśliliśmy.

 

Kiedy żyjemy w grzechu i go nie wyznajemy, ale usprawiedliwiamy, to nasze zachowanie przyciąga złe duchy i demony. Ponieważ są one przeciwne Bogu, znajdują upodobanie w tym, co się Jemu sprzeciwia.

Nie znaczy to, że jesteśmy od razu zniewoleni, ale że złe duchy mają do nas dostęp i musimy się z nich oczyścić. Szczególnie, gdy w naszym życiu jeden grzech pociąga kolejny, a do jednej złej myśli dochodzą następne. Na przykład, gdy ktoś zdradza żonę, może zacząć się usprawiedliwiać, tłumacząc, że ta go nigdy nie kochała i nie rozumiała. Takie myślenie prowadzi do poważnych problemów. Jezus powiedział, że każdy kto grzeszy, staje się niewolnikiem grzechu. Jeśli ktoś go popełnia i nie odcina się od niego, to jego myśli i czyny zaczynają się coraz bardziej zgadzać z planami szatana. Gdy jesteśmy blisko Jezusa – łatwo nam rozpoznać złą myśl i Jego mocą ją odrzucić. Im bardziej się od Niego oddalamy, tym bardziej złe myśli wydają się nam być atrakcyjne i trudniejsze do odrzucenia. Jeśli czujemy, że szatan nas atakuje – zbawienna okazuje się wtedy skrucha i żal za grzechy (szczególnie za grzech pychy), bo przez to zabieramy szatanowi możliwość, by w nas mieszkał. Jakiś czas temu spotkałem pewnego księdza, którym Bóg z wielką mocą się posługiwał podczas modlitwy uwolnienia. Potem zadzwonił do mnie, że ma wrażenie, że jest atakowany przez złego ducha. Kiedy zastanawialiśmy się wspólnie, co się faktycznie dzieje, doszedłem do wniosku, że takim powodem może być pycha. Ksiądz to potwierdził. Ponieważ był świadkiem wielu uwolnień, zaczął mieć dobre mniemanie o sobie, że to jego zasługa. Odkąd zrozumiał swój błąd – przestał mieć problemy z dręczeniem. Dlatego zawsze, kiedy mówię o modlitwie uwolnienia, zwracam uwagę, że jest to model, a nie metoda pięciu kluczy. Chodzi o to, aby nie budować przekonania, że mamy jakieś narzędzie, którym możemy się posługiwać bez Ducha Świętego. Kiedy zaczynamy polegać na metodzie, to w końcu wychodzi na to, że możemy polegać na sobie samych.

 

Drugą z najskuteczniejszych strategii szatana jest przekonanie nas, że Bóg nie może nas użyć, bo jesteśmy bezwartościowi. Nie możemy mu na to pozwolić.

Jeśli wyznaliśmy nasze grzechy przed Bogiem w sakramencie pojednania, to musimy uwierzyć, że zostały nam one przebaczone i że są od nas oddalone jak wschód od zachodu. Bóg już o nich nie pamięta. Jeżeli pomimo tego one w dalszym ciągu wracają do nas i nie możemy się od nich odciąć, jest dobrze, abyśmy skorzystali z modlitwy uwolnienia. Być może powinniśmy wtedy przebaczyć samemu sobie. Może należy wyrzec się ducha oskarżenia, potępienia, poczucia winy. Bóg chce, abyśmy byli wolni od grzechu. To Bóg nas obmywa i oczyszcza. Chce, żebyśmy żyli jako nowe stworzenia nieustannie oczyszczane krwią Baranka.

Tekst nieautoryzowany, Powstał na podstawie konferencji wygłoszonej w Łodzi, w styczniu br. oprac. B. S.-Z.

 

 

Szum z Nieba nr 110/2012

 

Polecamy najnowszą książkę Neala Lozano - Przeciwstawiajcie się diabłu - kliknij tutaj!

 

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-04-01)