Prawda o grzechu

Grzech jest świadomym i dobrowolnym odwróceniem się od Boga; chodzi o odwrócenie się od Boga a nie od nakazów czy zakazów. Faryzeusze przeceniali literę prawa, pomijając intencję prawodawcy – nie otworzyli się na ducha tego prawa. Sama litera jest jak znak drogowy, który pokazuje kierunek, ale nie jest celem samym w sobie.


I TY MASZ SUMIENIE

W Liście do Rzymian św. Paweł pisał: „Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem” (Rz 14, 23). Niezgodnie z przekonaniem, czyli wbrew własnemu sumieniu. Oczywiście, gdy św. Paweł mówi o przekonaniu, nie chodzi mu o kaprysy ani fantazję, ale o ocenę sytuacji przez kogoś, kto faktycznie szuka prawdy, rozeznaje i nazywa po imieniu, co jest dobre, a co złe. Jesteśmy więc zobowiązani do wsłuchiwania się w głos własnego sumienia, w którym Pan Bóg zawsze mówi, jak powinniśmy postępować. Może być tak, że niestety ktoś zbłądzi, ponieważ nie umie (jeszcze) dobrze rozpoznać głosu Boga, ale nawet wtedy powinien iść za głosem własnego sumienia – tak głosił św. Tomasz z Akwinu. Skąd ta pewność? Jak pamiętamy, Jezus mówił: „Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12, 56-57). Jezus uznaje więc, że mimo naszych słabości posiadamy zdolność poznania prawdy; czasem wcześniej, czasem później, jeśli jednak uczciwie szukamy, to sprawdzą się na nas te słowa: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Dlatego obowiązuje nas badanie sumienia i podejmowanie decyzji w zgodzie z nim, a nie z tym, co ktoś powiedział. Słucham swojego sumienia, bo Bóg nie ma do mnie innego dostępu niż właśnie przez nie. To jest jedno z niezmiennych wskazań Kościoła. Każdy człowiek jest zobowiązany do szukania prawdy, czyli do rozpoznawania tego, co faktycznie jest dobre, i do unikania zła. Jezus mówił: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7, 7-8). Jeśli zatem przeżywamy trudności, to trzeba w rachunku sumienia prosić Ducha Świętego o światło, aby oświecił sumienie i pozwolił rozpoznać prawdę. Pan Bóg gdy wymaga, byśmy wsłuchiwali się w głos sumienia, czyli w Jego głos w nas, nie zastawia na nas pułapki i nie daje zadania ponad nasze siły. Kościół uznaje możliwość rozpoznania tego, jak należy postępować. Ze sposobu formowania naszego sumienia i naszej wrażliwości (w procesie rozeznawania duchowego), a więc z naszej uczciwości, będziemy rozliczeni. W sytuacjach wątpliwości co do tego, czy postępujemy moralnie dobrze, czy grzeszymy, Pan Bóg, gdy Go o to poprosimy, da nam stosowną pomoc, aby znaleźć odpowiedź. Taka pomoc nie zwalania nas ze starań, nadal jesteśmy zobowiązani, by szukać rozwiązania, wsparcia lub fachowej konsultacji. Będzie to pewność moralna, czyli niekoniecznie pewność absolutna, rozumiana według kryteriów arytmetycznych. Chociaż matematyka w życiu niezmiernie przydaje się, to jednak przyjaźń jest czymś innym niż matematyka... Dlatego właśnie w sytuacjach niewiedzy i niepewności wypada pytać Jezusa, jak On spojrzałby na daną trudność, co On by nam powiedział.

 

ŻYCIOWA OPCJA

Szczególną okolicznością, w której wypada zbadać sumienie, jest właśnie przygotowanie do sakramentu pojednania. Jeśli spowiadamy się z dłuższego okresu, warto sporządzić pisemną „listę grzechów”. To zapobiega niepotrzebnemu przedłużaniu spowiedzi, która nie ma być czasem zastanawiania się i przypominania tego, co chcielibyśmy powiedzieć. Przygotowując taką listę, trzeba pytać Boga i konsultować z Nim to, co piszemy. Tu niespodzianka: nie chodzi wcale o sam „zestaw” przewinień – on jest ważny, ale jako pomoc do uchwycenia i nazwania tendencji postępowania od ostatniej spowiedzi. Św. Ignacy mówił o dwóch typach ludzi: takich, którzy wznoszą się od dobrego do lepszego oraz tych, którzy tkwią w ciężkich grzechach. Trzeba nazwać tendencję, którą w sobie widzę: zmierzania „w górę” albo „w dół”. Sam „zestaw” grzechów jeszcze nie musi być miarodajny. Jeżeli na przykład ktoś od dwudziestu lat codziennie używał wulgaryzmów, a od miesiąca pracuje nad sobą i zdarza mu się to już tylko raz na tydzień, to przypuszczalnie poczynił duży postęp. Ale jeśli ktoś od lat nigdy nie przeklinał, ale od miesiąca zdarza mu się to już w każdym tygodniu, to prawdopodobnie dzieje się z nim coś złego. Istotne jest, aby dostrzec i nazwać swoją wadę główną. Jeśli jest ich więcej, warto uchwycić to, co je łączy, ich korzeń. Jeśli już „namierzyliśmy” własny grzech, koniecznie trzeba zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego go popełniłem? Ponieważ grzech ma swoje przyczyny i historię rozwoju (por. Jk 1, 13-15), w rachunku sumienia trzeba o nie siebie zapytać. Celem nie jest kolekcjonowanie detali, ale uchwycenie źródła tego, z czego grzechy wynikają, jakie są ich podstawy. Korzeń problemu zawsze tkwi w człowieku.

 

PYTANIE O ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Szczególną uwagę należy zwrócić na to, co niestety bywa łatwo pomijane: zaniedbanie dobra wspólnego. Przejawia się ono w braku odpowiedzialności za życie społeczne, w grzechu lenistwa. Zaniedbywanie dobra wspólnego niestety przybrało w Polsce rozmiary grzechu społecznego – ponad połowa uprawnionych do głosowania w ostatnich wyborach parlamentarnych nie wzięła w nich udziału. Nie znaczy to, że wszyscy zgrzeszyli, bo zapewne niektórzy mieli racje usprawiedliwiające, ale trudno przypuszczać, że nikt nie zawinił. Idealni, bezgrzeszni kandydaci istnieją... tylko w niebie. Szatan jest zręczny w zniechęcaniu nas do podejmowania dobrych czynów lub namawianiu, by ich zaprzestać, a osiąga to, starając się zafiksować nas na pragnieniach tak idealnych, że aż nieosiągalnych (zwłaszcza w krótkim czasie). Tymczasem Pan Bóg nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych. Kościół naucza wyraźnie, że w niektórych wypadkach trzeba wybierać mniejsze zło, jeśli nie ma niczego lepszego – wszystko po to, aby zapobiec większemu złu. W czasie przygotowania do spowiedzi powinniśmy koniecznie postawić sobie pytanie: jak zarządzam Bożymi darami i talentami? Jak zarządzam popędami, także związanymi z moją płcią? Grzeszna pożądliwość nie dotyczy jedynie sfery seksualnej. Przejawia się ona w sytuacjach, gdy ktoś chce za wszelką cenę realizować własne plany i ambicje, a nie wolę Boga. Obecnie taką postawę wzmacniają środki masowego przekazu. Efekt jest taki, że wielu ludzi dąży „po trupach” do ambitnego celu. A to oznacza, że kierując się wygórowaną ambicją, źle traktuje samych siebie: nie dba o odpoczynek, sen, właściwe odżywianie, podtrzymywanie przyjaźni. Nic nie jest ważne poza „ambitnym” celem. Stopniowo wystawia się na dodatkowe pokusy, którym zaczyna łatwo ulegać, bo wyczerpany organizm nie ma siły, by bronić się. Św. Jakub pisał, że z tak rozumianej pożądliwości biorą się waśnie, spory i zazdrość (por. Jk 4, 1-4). U podłoża tej postawy tkwi brak modlitwy i refleksji. Dobrze jest też zbadać, jak traktuje się postanowienie poprawy. Czy jest ono istotnym elementem spowiedzi? Brnięciem w kłamstwo jest zrzucanie odpowiedzialności za zło, które popełniłem, na samego szatana: zgrzeszyłem, bo on mnie skusił. Szatan faktycznie nas zwodzi, ale to człowiek podejmuje decyzję, by zgrzeszyć.

 

CZY TO JUŻ GRZECH?

Niektórzy oskarżają siebie za spontanicznie pojawiające się uczucia, a przecież, jeśli nie są one chciane, to nie podlegają wartościowaniu moralnemu. Owszem, gniew jest wymieniany jako jeden z grzechów głównych, ale trzeba wyjaśnić, co on oznacza. Jak pamiętamy, Maryja okazała swoje emocje po trzech dniach szukania nastoletniego Jezusa, ale przecież nie zgrzeszyła! Problem powstaje, gdy człowiek „nakręca się” emocjami i przestaje kierować się miłością. Gniew jest grzechem o tyle, o ile nie ma w nim miłości. Także Jezus nie był przyjemny dla handlarzy w świątyni jerozolimskiej – zdecydowanie okazał gniew, ale przecież nie zgrzeszył! Podobnie jest z osądzaniem. Nie jest tak, że w ogóle nam nie wolno oceniać, bo wtedy nigdy nie mielibyśmy prawa do udzielenia upomnienia braterskiego, do którego wzywa Ewangelia. Tymczasem, aby kogoś upomnieć, trzeba najpierw daną sprawę zbadać, czyli osądzić. Ale nie może to być sąd pozbawiony miłości. Bez niej byłoby to krytykanctwo i szukanie „dziury w całym” – aby tylko kogoś przekreślić... Przeciwieństwem tego jest krytycyzm, czyli trzeźwe ocenianie sytuacji. Jezus był bardzo krytyczny, nigdy jednak nie potępiał człowieka. Właściwy krytycyzm to przejaw kierowania się miłością – praktycznego rozeznawania i wybierania dobra (prawdy) a odrzucania zła (fałszu). Skupienie uwagi na przykazaniu szóstym i dziewiątym, kosztem pozostałych, również może zmniejszyć owoc spowiedzi. Przykazania od szóstego do dziesiątego zostały zapisane na drugiej tablicy, a to ma swoje znaczenie. Szatan zachęca nas, żebyśmy właśnie te przykazania czynili najistotniejszymi, ponieważ ich łamanie najbardziej rzuca się w oczy i jest uznawane za wstydliwe.

 

WSZYSTKO, CO NAJWAŻNIEJSZE

Kluczem do Dekalogu jest prolog: „Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli” oraz słowa, które powiedział Jezus zapytany, które z przykazań jest najważniejsze: „Pierwsze jest: Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 28-31).

Oznacza to, że Dekalog jest rozpisaniem na szczegóły powyższego przykazania miłości. To właśnie tym przykazaniem powinniśmy się kierować w życiu i z niego będziemy w pierwszej kolejności rozliczeni przed Bogiem. Pokusa niepotrzebnego wchodzenia w szczegóły podczas spowiedzi może być podsuwana przez złego ducha, aby odwieźć nas od uchwycenia istoty sprawy i zagubić nas w detalach.

Czyż dążenie do drobiazgowego wyspowiadania się nie staje się przeszkodą, z powodu której łatwo zapomnieć o najważniejszym – o braku miłości?



Szum z Nieba nr 109/2012

 

 

 

 

Polecamy świetną konferencję o. Macieja Tomaszewskiego SJ - "Przygotowanie    do     spowiedzi" - kliknij tutaj

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-02-15)