Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 64 gości 

U ewangelizatora ważną rzeczą jest uszanowanie odmienności drugiego człowieka, aby nie dostosowywać go do siebie, ale siebie do niego: żebyśmy się umieli włączyć w jego sposób reagowania, myślenia, zrozumieć jego potrzeby, jego styl życiowy. Z tego względu osoby zaangażowane w ewangelizację muszą same być wewnętrznie wolne, muszą zerwać łańcuch swoich nastrojów, uprzedzeń, kompleksów i schematów myślenia.

kard. Stefan Wyszyński



 

Bądź określony przed światem

Jezus chce, abyśmy mieli określoną tożsamość i wiedzieli, kim jesteśmy. I nie uciekniemy przed tym, nawet jeśli ukryjemy się w cieniu drzew lub pod parasolem. Dlatego w każdej sytuacji powinniśmy pytać: – Po co Bóg mnie postawił w tym miejscu? Jaka jest moja rola wobec ludzi, których spotykam na swojej drodze? Kim mam dla nich być?

 

Do nas należy, aby nie utracić smaku życia, a w dodatku nadawać go światu. Jak to zrobić? Przede wszystkim w każdym miejscu i czasie pytać: – Czego Ty, Panie, ode mnie oczekujesz, do czego mnie zapraszasz? – i rozeznawać, jaka jest wola Boża, jaki jest Jego zamysł wobec naszego powołania i konkretnej sytuacji życia. To właśnie jest punktem wyjścia do rozeznawania duchowego. A do tego służą reguły rozeznawania. Nie każdemu jest dany nadprzyrodzony dar rozeznawania, ale każdy może nabyć w tej dziedzinie pewne umiejętności i doświadczenie – zarówno w sensie ogólnym, jak i szczegółowym. A Bóg będzie człowieka w tym wspomagał. Pytanie Boga o Jego wolę nie jest jedynie prośbą o Jego opiekę i prowadzenie, ale także sposobem na to, byśmy nie żyli bezmyślnie z dnia na dzień, ale wchodzili w ten czas i byli w nim określeni – co do naszej misji i posłannictwa, ale przede wszystkim świadomi naszej przynależności do Boga i Jego planu wobec naszego życia.

 

CZY WIESZ, KIM JESTEŚ?

Bycie nieokreślonym w życiu i powołaniu nie buduje człowieka i nie prowadzi do wzrostu, nie pomaga mu w postępie w dobrym – wręcz przeciwnie – czyni go niestałym, chwiejnym i zachowawczym. Ponadto, kiedy wiem, co do mnie należy „tu i teraz”, nie muszę zajmować się tym, co wydarzyło się w przeszłości. Brak takiego określenia powoduje, że się miotamy: trochę tu, trochę tam, bez żadnego konkretu. Pamiętam, że po przybyciu na placówkę do Łodzi, przez około dwa miesiące chodziłem z pytaniem, czego Bóg ode mnie oczekuje w tym miejscu. W końcu otrzymałem światło, które w zasadzie do końca określiło mój pobyt w tym mieście (choć dokładnie nie wiedziałem, jaki to będzie czas). Podczas modlitwy do Ducha Świętego otrzymałem widzenie na sposób wewnętrzny – siedziałem wtedy w konfesjonale i po prostu modliłem się. Ujrzałem jakby z góry, z lotu ptaka, rzeczywistość na zewnątrz kościoła oraz wewnątrz. Widzenie to pokrywało się ze słowami modlitwy, którą wypowiadałem: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Poprzez to doświadczenie rozpoznałem, że moim zadaniem jest upraszać dar Ducha Świętego dla tego miejsca i dla każdego człowieka, który się w nim znajdzie.

Oczywiście nie można zatrzymywać się tylko na wewnętrznym widzeniu, ale także trzeba wziąć pod uwagę realny ogląd rzeczywistości. Dlatego drugie pytanie skierowane do Boga dotyczyło rozpoznania charakteru mojego posługiwania. Odpowiedzi na to pytanie oczekiwałem również od moich poprzedników – jezuitów, którzy posługiwali tu przede mną. Jeden z nich, który odszedł do Pana na dwa miesiące przed moim przybyciem do Łodzi, dzielił się ze mną kiedyś tym, jak bardzo chciałby studiować to, co go bardzo interesuje. Jednak skwitował: „Jestem tylko jezuitą”. I to „bycie jezuitą” wystarczyło, by określić jego dalszą drogę posługiwania, inną niż jego zainteresowania. Nie miał o to pretensji, ale starał się służyć ludziom w danym miejscu i czasie – był znanym kierownikiem duchowym. To przykład na to, że Bóg chce, abyśmy wiedzieli, kim jesteśmy, i byli określeni.

Gdybyście więc zapytali mnie o to, co mam zrobić za chwilę, to nie wiem, czy umiałbym od razu odpowiedzieć. Pewnie musiałbym się zastanowić. Ale gdybyście mnie zapytali, co mam robić w życiu w ogóle – odpowiedziałbym bez chwili zastanowienia. Jezus mówi do nas „obyś był zimny lub gorący”, ponieważ chce, abyśmy byli określeni, a nie nijacy. Dlaczego? Kiedy jesteśmy nijacy, to nasze życie jest jak drzewo, które ma liście, ale nie rodzi owoców. A kiedy drzewo nie rodzi owoców, to trudno rozpoznać, co to za drzewo… I to jest najgorsza sytuacja w życiu duchowym, gdy o człowieku nie możemy nic powiedzieć, nie wiemy, kim on jest. Skoro jesteśmy posłani do świata, to musimy mieć wewnętrzną tożsamość. Inaczej „zlejemy się” z nim i nikt nie rozpozna w nas uczniów Jezusa – zaczniemy wchodzić w struktury tego świata, w grzech, w puste obyczaje. Kiedy wejdziemy na drogę poszukiwania woli Bożej – On będzie nas w tym umacniał, podtrzymywał i pocieszał, ale duch zły będzie niepokoił, siał zamęt i zasmucał po to, byśmy utracili swoją dyspozycyjność i wielkoduszność, byśmy nie podejmowali wyborów z głębi serca.

 

PODSTĘPY NIEPRZYJACIELA

Duch zły działa na różne sposoby, np. wmawiając człowiekowi, że jest tak wielkim grzesznikiem, że Jezus nie może go kochać, bo przychodzi tylko do świętych. A wtedy człowiek czuje się niegodny, by być do czegokolwiek powołanym. Widzimy, jak duch zły reżyseruje sytuacje, które prowadzą do pomniejszenia dobra w życiu człowieka. W tym przypadku posługuje się zakamuflowanym kłamstwem, bo chociaż jest prawdą, że każdy z nas jest grzesznikiem, to jednak nasz grzech został odkupiony przez Jezusa, a zatem nie może nas zatrzymywać w drodze za Nim. A to, że uznaję swój grzech – pozwala mi ufać Bogu i być Jego dzieckiem, a nie samozwańczym zbawicielem samego siebie. Innym przykładem związanym z poczuciem niemożności pójścia za Jezusem jest to, że duch zły wyolbrzymia trudności, jakie spotkają człowieka, który chce np. wstąpić w związek małżeński. Do tego stopnia, że ten przestaje wierzyć, że to jego droga. Sytuacja jest o tyle złożona, że w tym wypadku duch zły pozornie nie kłamie, ponieważ mówi o realnych trudnościach, jakie mogą pojawić się na tej drodze. Ale… pewne problemy wystąpią np. dopiero za dwadzieścia lat, a do tego czasu można się na nie przygotować tak, że okażą się błahostką. Duch zły może zachęcać do zastanawiania się nad nimi już dziś, by zniechęcać do dalszej drogi. A przecież Bóg tym, którzy Mu zaufali i słuchają Jego Słowa, daje wzrost duchowy i przygotowuje ich do radzenia sobie z trudnościami. Bóg patrzy daleko, a duch zły jest reżyserem krótkich programów i pokazuje drogę na skróty.

 

ZWYCIĘSTWO W CHRYSTUSIE

Jako młody ksiądz nie raz myślałem, że jestem najmniej godny ze wszystkich. Obok mnie jest tylu wspaniałych i mądrych, a ja właściwie nie mam nic do powiedzenia. Pamiętam, że pierwszego kazania musiałem uczyć się na pamięć, żeby je w ogóle wygłosić. W tej sytuacji dość łatwo można sobie wyobrazić, jakie miałem obawy odnośnie dalszej drogi w kapłaństwie. W dodatku dyrektor szkoły powiedział mi kiedyś, że jeśli chcę przemawiać, to muszę sobie włożyć kamień pod język i ćwiczyć. I postawił mi trzy z plusem. Łatwo więc mogłem stwierdzić: nie dam rady. Gdybym pozwalał, by duch zły mnie zniechęcał, a nie szedł za tym, do czego inspirował mnie duch dobry – bardzo łatwo mógłbym zrezygnować. Jako chrześcijanie nie jesteśmy zaproszeni do tego, by koncentrować się na trudnościach, ale zachęcani do słuchania wewnętrznych poruszeń i Słowa Bożego W tym przypadku pomocne jest stosowanie reguł rozeznania duchowego, które prowadzi do większej otwartości i dyspozycyjności wobec Boga, a wtedy On może przychodzić do nas „jak do swojej własności”. Daje nam pocieszenie, byśmy nie ustawali w poszukiwaniu królestwa Bożego i realizowali Jego plan, a przy tym mieli poczucie własnej tożsamości, smaku życia, i byli gorliwi.

Tekst nieautoryzowany. Powstał na podstawie materiałów z archiwum redakcji. oprac. B. S.-Z.

(zamieszczono 2012-02-15)


Szum z Nieba nr 109/2012

 

 

Więcej o życiu tego niezwykłego kapłana znajdziesz w książce Aby nikt nie zginął - kliknij tutaj!