Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 55 gości 

Charyzmat uzdrawiania jest wbudowany w powołanie kapłańskie – Bóg udziela go podczas święceń, ponieważ ksiądz będzie nieustannie posyłany, by uzdrawiać lud Boży. Dramatem jest, gdy kapłan tego nie wie.

s. Briege McKenna OSC

 

Uwaga! Strapienie duchowe

W poprzednim numerze „Szumu z Nieba” (nr 106/2011) pisaliśmy o stanie duchowego pocieszenia. Przyjrzyjmy się zatem także strapieniu. Nieprawidłowe rozpoznanie tego stanu stanowi dla złego ducha dobre narzędzie, by nas pognębić i nie pozwolić na prawdziwą radość i otwartość wobec działania Ducha Świętego. 

Prawidłowe rozpoznanie pocieszenia duchowego umożliwia nam owocną współpracę z Duchem Świętym: wskazuje dobry kierunek życia i potwierdza słuszne decyzje. Natomiast trafne rozeznanie strapienia może nas uchronić przed niepotrzebnym przygnębieniem duchowym, które nie ma nic wspólnego z głosem sumienia.

 

Poprzednio wspominałem, że mamy trzy źródła poruszeń wewnętrznych. Oprócz Pana Boga, może na nas wpływać także zły duch, oraz nasze własne emocje, pragnienia i potrzeby. Dlatego w przypadku strapienia duchowego równie ważne jest, by je trafnie rozpoznać i nie mylić go z innymi doświadczeniami wewnętrznymi, tzn. psychicznymi lub fizycznymi.

 

Na przykład, gdy ktoś ma tendencję do bólu brzucha, kiedy czymś się mocno stresuje – to taki ból podczas modlitwy, czy rekolekcji (nawet jeżeli jest wywołany rozważanymi treściami) nie jest strapieniem duchowym, choć takie przeżycie fizyczne może mocno wpływać na nasz wewnętrzny stan. A może się zdarzyć, że ktoś tak właśnie błędnie pomyśli i, idąc np. za wskazaniami św. Ignacego odnośnie przeciwdziałania strapieniu, na przykład narzuci sobie dłuższą modlitwę. W konsekwencji: ból brzucha i stan wewnętrznego napięcia jeszcze bardziej się nasilą, prowadząc do pognębienia człowieka. Podobnie, kiedy ktoś czuje zawód po modlitwie wspólnotowej albo ma poczucie winy, że mógł zrobić więcej – wcale nie musi być to związane z duchowym strapieniem.

 

Są w nas pewne tendencje lub stany psychiczne (m. in. zmienność nastroju, perfekcjonizm, poczucie winy, rozdrażnienie, niezadowolenie), które nie wpływają bezpośrednio na naszą relację z Bogiem, bo ona przecież nie zależy od tego, jakie mamy aktualnie samopoczucie.

 

Kiedy przeżywam złość, smutek, zawód, bezradność, czy lęk, to nie znaczy, że nagle oddaliłem się od Boga. Z drugiej strony – jeśli poddamy się tym uczuciom i ich właściwie nie nazwiemy – może się tak stać, szczególnie jeśli zamkniemy się na współpracę z Duchem Świętym. Tego typu doświadczenia psychiczne możemy potraktować jako część naszej osoby i próbować je akceptować lub pracować nad nimi, ale nie „projektować” na Pana Boga. Nasze złe samopoczucie nie oznacza, że Bóg nas opuścił.

 

Poruszenia duchowe najłatwiej jest rozpoznawać na modlitwie, kiedy jesteśmy wyciszeni i wsłuchani w Pana. Jednak, nawet wtedy, musimy być ostrożni, aby zbyt szybko nie wyciągać wniosków co do naszego stanu wewnętrznego. Szczególnie, że duch zły często dopasowuje się do naszego samopoczucia i podsuwa myśli, aby oddalić nas od Boga. Na przykład, kiedy mieliśmy trudny dzień i problemy w pracy – może nas zachęcać do przełożenia modlitwy lub negować jej sens. A to prowadzi z kolei do pomniejszenia gorliwości oraz wiary, że Jezus może nam pomóc i dać siłę do przezwyciężenia problemów. I tak powoli stajemy się letni i rzeczywiście wchodzimy w duchowe strapienie.

 

Z drugiej strony – często się zdarza, że jesteśmy zdrowi i doświadczamy przyjemności zmysłowej. Jesteśmy pełni zapału i radości, dobrze nam się powodzi w życiu, ale mimo to równolegle możemy być daleko od Boga, czyli przeżywać stan strapienia duchowego. Ktoś może być liderem aktywnie zaangażowanym w posługę we wspólnocie, a nawet modlić się regularnie, ale nie być wcale blisko Boga. Dlaczego? Bo człowiek przestał służyć Bogu i ludziom, a zaczął skupiać się na sobie i własnych potrzebach. Przykładem takiego człowieka jest bogaty młodzieniec (por. Mk 10, 17-23), który szukał Boga, przestrzegał przykazań, ale miał własny plan na życie i nie chciał pójść za Jezusem na Jego warunkach. Jak pamiętamy – odszedł zasmucony.

 

Stan strapienia jest przeciwieństwem przeżyć związanych z pocieszeniem i prowadzi do osłabienia relacji z Bogiem i egocentryzmu. Człowiek zaczyna skupiać się na swoich słabościach, udręczeniu i beznadziei, i na tym, co trudne. Czuje się opuszczony przez Boga, brakuje mu nadziei na zmianę, nie widzi możliwości powrotu do Pana, nie ma pragnienia służby.

 

Taka osoba jest pozbawiona miłości, nie potrafi kochać Boga i drugiego człowieka, nie znajduje smaku ani radości w modlitwie. I tak jak pocieszenie prowadzi „na zewnątrz” siebie, do innych, tak strapienie skupia nas na zaspakajaniu własnych potrzeb i głodów (na przykład emocjonalnych). Szukamy wtedy przyjemności, które mogłyby zaspokoić brak Boga w sercu, choć nic nie może Go zastąpić. Podobnie jak syn marnotrawny (por. Łk 15, 11-32), próbujemy napełnić żołądek strąkami, które jadły świnie, ale po tym czujemy jeszcze większy głód, niepokój i utrapienie. Strapienie duchowe powoduje, że człowiek nie może odpocząć, ciągle czuje niepokój w odniesieniu do swojego życia duchowego. Ten stan można częściowo zagłuszać różnymi bodźcami, angażując się w pracę lub posługę, uciekając w używki, próbując na różne sposoby umilić sobie życie. Jednak ostatecznie to się nie udaje. I dopiero uczciwe spotkanie z Bogiem na modlitwie ukazuje prawdę wnętrza człowieka przed nim samym.

 

Oczywiście doświadczenie strapienia duchowego jest potrzebne i ważne dla wzrostu w wierze. Przede wszystkim dlatego, że pokazuje nam, że coś w naszym życiu duchowym jest nie tak, a my zaczynamy się oddalać od Boga i zamykać w sobie. Bywa, że „budzimy się”, gdy już jesteśmy bardzo daleko od Niego, szczególnie, kiedy z naszej strony zabrakło szczerej modlitwy.

 

Wraz z Ćwiczeniami Duchowymi stajemy się wrażliwsi na nasze stany wewnętrzne i poruszenia, przez co możemy je dużo szybciej rozpoznawać i prawidłowo nazywać. Podobnie jak w przypadku bogatego młodzieńca – dopiero spotkanie z Jezusem odsłania prawdę naszego wnętrza.

 

Zarówno pocieszenie, jak i strapienie towarzyszą nam w rozwoju duchowym, są swoistym krajobrazem w naszej wędrówce i dobrze jest tak właśnie je traktować. Nie można uciekać od strapienia, ani próbować wykrzesać w sobie pocieszenia, tak samo jak nie można nagle postawić wokół siebie gór. Trzeba raczej udać się w ich kierunku, czyli po prostu nawrócić się do Boga, który jest Dawcą pocieszenia. A na to często potrzeba czasu, cierpliwości i współpracy z łaską.

Pocieszenie możemy przeżywać jedynie wtedy, gdy Jezus jest celem naszego życia, a my idziemy w Jego kierunku i Jemu służymy.

 

(Artykuł zamieszczono 2011-10-13)

 

 

 

  Szum z Nieba nr 107/2011

 

Polecamy książkę "Jak rozeznawać w wierze" o. Józefa Kozłowskiego SJ, która zawiera wiele konkretnych wskazówek dotyczących stanów strapienia i pocieszenia duchowego oraz pomaga kroczyć na drodze życia duchowego.

 Więcej - kliknij tutaj.