Od ziarenka do owoców - historia Szumu z Nieba

o. Józef Kozłowski SJKto powiedział, że o. Józef Kozłowski był realistą?! No dobrze, może i był, ale niektóre z jego pomysłów na początku brzmiały jak charyzmatyczne science fiction. Dopiero później okazywało się, że jednak są realne, ale przez dłuższy czas wiedział o tym tylko on i Pan Bóg. Podobnie było z „Szumem z Nieba”...

 

KIEŁKUJEMY

Był rok 1992. Ojciec miał już pewną wprawę w podejmowaniu się zadań niemożliwych, więc pewnie niespecjalnie zdziwiło go Boże zaproszenie do założenia charyzmatycznego czasopisma. O wiele bardziej dziwi nas – po 18 latach istnienia „Szumu z Nieba” i podczas przygotowywania setnego numeru. Bo jak można zakładać pismo, nie mając: kapitału początkowego, komputerów, redaktorów, działu reklamy, kolporterów i choćby minimalnej znajomości rynku prasowego?! Środki materialne, jakimi dysponował o. Józef były co najmniej skromne – maszyna do pisania, powielacz, papier, klej, nożyczki. Do tego okrojonego pakietu Pan Bóg na szczęście dołączył twórczego współbrata, Andrzeja Batorskiego SJ oraz kilku gorliwych członków grup Odnowy. Jednak nadal jeszcze nic nie zapowiadało, że pismo wyjdzie poza obręb parafii.

 

Osiemnaście lat temu Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi odwiedziła Christine Cooper – redaktor naczelna amerykańskiego pisma katolickiej Odnowy Charyzmatycznej „Goodnews”. Ojciec zorganizował jej spotkanie z kilkunastoma studentami z grupy Mocni w Duchu, których wcześniej zapalił do współpracy w pisaniu. Christine opowiedziała o swoim doświadczeniu w ewangelizacji poprzez media, co dla zebranych brzmiało trochę jak bajka – taka ewangelizacja, po latach komunizmu, w Polsce dopiero się rozwijała. A potem odpytała każdego z nas: kim jest, co studiuje i co myśli o powstającym piśmie. Dzieliliśmy się na gorąco pasjami, wątpliwościami i tym, jak widzimy możliwość własnego zaangażowania się w „Szum z Nieba”. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że na tym właśnie spotkaniu spośród obecnych wyłoni się trzon redakcyjny: Robert Dzięcielski, Joasia Wrzesińska (została pierwszą redaktor naczelną), Iwonka Szkudelska, Ela Domańska i inni. Charakterystyczne było, że spośród pozostałych wyróżniał ich poziom entuzjazmu i dlatego np. Christine od razu wskazała na Joasię jako przyszłą naczelną.

 

PIERWSZE GAŁĘZIE

W pierwszych trzech latach swojego istnienia „Szum z Nieba” był periodykiem, dopiero od 1995 r. stał się dwumiesięcznikiem. Od początku jego oprawą graficzną zajmowała się Ewa Laśkiewicz, redaktor naczelna wydawnictwa Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym (od 88. numeru grafikę przejął Sylwek Wielanek). Pismo stało się częścią misji Ośrodka, a jego pracownicy równolegle pracowali nad redakcją książek lub wysyłką kaset i książek ewangelizacyjnych. Brzmi to może nieźle, ale czasy pionierskie łatwe nie były – na dwóch komputerach pracowało… sześć osób. Zajmowaliśmy dwa nieduże pokoje, więc interakcje były dość intensywne – umawialiśmy się, kto o której godzinie przejmuje komputer, a w pozostałym czasie pracuje „na papierze”. To była niezła szkoła życia, w której czasem boleśnie wykuwało się nasze chrześcijaństwo. Nawiasem mówiąc, do dziś została nam umiejętność koncentracji w hałasie, ponieważ przy piszącym zawsze ktoś odbierał telefony, za ścianą odbywała się próba muzyczna, a do księgowej przychodzili interesanci.
Uff, dzięki niech będą Bogu, że teraz zajmujemy już kilka osobnych pomieszczeń i komputerów.

 

BEZCENNE KORZENIE

Jednak największym „dobrem” Szumu są nie środki techniczne i pomieszczenia, ale… jego współpracownicy-wolontariusze: członkowie wspólnot, animatorzy, liderzy, jezuici i inni księża zaangażowani w Odnowę. Charyzmatyczni, utalentowani, hojni, dający swój czas, pomysły, modlitwę, teksty, zdjęcia, godziny spędzone na pakowaniu wysyłki do prenumeratorów, czy przy stoiskach z materiałami ewangelizacyjnymi podczas różnych wydarzeń charyzmatycznych. Początkowo zapraszał ich o. Józef, potem kolejni zaczęli zgłaszać się sami. W czasach, gdy nie było aparatów cyfrowych – a my nie mieliśmy czym płacić za zdjęcia – Boży ludzie przynosili nam je za darmo. Całe pudełka zdjęć lub albumy, zwoje wywołanych filmów. Ta hojność wzruszała – przecież najpierw musieli zaangażować własne środki w ich wywołanie…

 

Innym błogosławieństwem są nagłe uśmiechy Pana Boga. Zdarzało nam się nie raz podczas dopinania kolejnego numeru pisma, że widzieliśmy, iż w jakimś miejscu brakuje mocnego świadectwa na konkretny temat. Szukamy w naszym „banku świadectw” – nie ma. Po południu przychodzi poczta i w stercie listów dostajemy… właśnie to, czego nam brakowało! Taki jest Pan Bóg – lubi tworzyć sytuacje napięcia i dopiero przy ich rozwiązaniu puszcza do nas oko: „Aha, myśleliście że was z tym zostawię?”.
Trzecim ewidentnym błogosławieństwem Szumu z Nieba są wspólne rozeznania każdego numeru. Początkowo robiliśmy je w gronie kilku osób – duszpasterz i redakcja – ale kilka lat temu Pan Bóg pokazał nam, że mamy również sięgnąć po bogactwo duchowe, jakie złożył w innych. Na rozeznania zapraszamy więc kilkanaście osób – są to liderzy i animatorzy lokalnych wspólnot. Zaproszeni znają wcześniej temat numeru i w tym kierunku modlą się indywidualnie. Któregoś popołudnia spotykamy się razem, modlimy wspólnie i dzielimy się pomysłami. Często uczestnicy rozeznania sami później piszą artykuły albo wyszukują w swoich wspólnotach osoby specjalizujące się w danym temacie; czasem są też przez Boga inspirowani, by podzielić się własnym świadectwem.

 

A z tymi świadectwami są związane jeszcze inne uśmiechy Pana Boga. Zdarza się, że raz na jakiś czas redakcja ma kryzys i popada we frustrację. A wtedy w mailu przychodzi list lub świadectwo, w którym czytamy, że kogoś bardzo poruszył tekst z numeru tego a tego, i od tego artykułu zaczęło się dziać coś nowego w życiu duchowym danego człowieka. Redakcja otrząsa się z marazmu, dziękuje Bogu i… bierze się do roboty.

 

KWIATY I OWOCE

Ojcu Józefowi bardzo zależało, żeby Szum był „drugą falą” ewangelizacji. Gdy wyjeżdżał z zespołem Mocni w Duchu do różnych parafii w Polsce lub zagranicą na misje ewangelizacyjne czy rekolekcje – zachęcał uczestników do prenumeraty pisma. Wiedział, że po pierwszym impecie zachwytu Panem Bogiem, człowiekowi nawracającemu się potrzebna jest dalsza formacja. A jeśli na miejscu nie było grupy Odnowy – potrzebna była w jakiejś innej formie. Dlatego poprzez Szum zapraszał na eksternistyczne Seminaria Odnowy Życia w Duchu Świętym, rekolekcje ignacjańskie z elementami Odnowy Charyzmatycznej, na sesje formacyjne i Forum. A poprzez Listy do Przyjaciół Ewangelizacji utrzymywał kontakt z tymi, którzy szukali swojego miejsca zaangażowania się w Kościele.

 

Początkowo pismo rozprowadzane było przez wolontariuszy, później dowiedziały się o nim wspólnoty Odnowy z innych miast i zaczęły zamawiać prenumeratę. Po pewnym czasie – dzięki pracy naszych dystrybutorów – Szum zaczął docierać do kilkuset wspólnot oraz do księgarni katolickich w Polsce (obecnie jest też dostępny w księgarniach sieci EMPiK). Po kilku latach „przekroczył granice” i zamawiają go również Polacy mieszkający w innych krajach Europy i na innych kontynentach – także dzięki prenumeracie elektronicznej, którą wprowadziliśmy w 2008 r.

 

„Szum z Nieba” w ciągu osiemnastu lat swojego istnienia przeżywał różne wzloty i upadki – przekłamaniem byłoby pisać, że lata te były ciągłą krzywą wzrostu. Odczytywaliśmy swoją misję, a potem nie umieliśmy jej wcielić w życie. Szukaliśmy nowych form graficznych – niektóre zostały przyjęte przez czytelników, inne odrzucone i skrytykowane. Mamy wizję, do której dążymy, ale nadal jest to droga pod górę. W historii istnienia „Szumu” spadał i wzrastał nam nakład (na szczęście od kilku lat liczba czytelników dynamicznie rośnie). Te kryzysy – przezwyciężone dzięki Bożej Opatrzności, modlitwie i pomocy innych ludzi – nauczyły nas, że w dziele Bożym tylko nieznaczna część efektów zależy od nas. A choć zawsze wnosimy w dzieło zarówno swoje talenty, jak i zaniedbania – Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro.

 

Jedno na przestrzeni lat pozostaje niezmienne – grono wiernych czytelników i wolontariuszy, którzy modlą się za misję pisma, podtrzymują nas w tym, co dobrego robimy, ale i potrafią nam „wygarnąć”, gdy coś wymaga poprawy. Jesteśmy Bogu za nich bardzo wdzięczni!

 

 

Artykuł pochodzi z Jubileuszowego 100-go numeru Szumu z Nieba.

Więcej - kliknij tutaj.