Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 45 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Modlitwa wstawiennicza - słowo moje, czy od Boga?

W naszych wspólnotach i poza nimi często podejmujemy modlitwę wstawienniczą. Modlimy się w różnych intencjach, ale zawsze towarzyszy temu posługiwanie charyzmatami, słowem poznania, proroctwem czy innymi odkryciami Bożej rzeczywistości. Czy będzie to modlitwa o uzdrowienie, uwolnienie, rozeznanie jakiejś decyzji – padają na niej słowa przekazywane modlącym się od Boga. Lub przynajmniej tak nam się wydaje, że od Boga. Jak więc rozróżnić, czy to, co słyszę, naprawdę pochodzi od Niego?

 

Trzeba pamiętać, że posługiwanie charyzmatami to wejście w Bożą rzeczywistość i potrzeba olbrzymiej pokory, aby choć trochę zbliżyć się do tej ogromnej Miłości i łaski. Zaproszenie do pokory dotyczy zarówno wstawienników, jak i omadlanych. Bóg udziela swoich charyzmatów w sposób dyskretny, więc nie da się ich oddzielić od mojego „ja” i mojej natury. To ja będę słyszał słowa Boże i widział Boże obrazy, więc zawsze istnieje ryzyko, że będą one tylko „moje”, a nie Boże. Ta wiedza pozwala mi zachować zdrowy dystans do tego, co słyszę i widzę w mojej posłudze. I pozwala też zachować odpowiedni dystans temu, któremu służę. Jedyną intencją naszej posługi powinna być miłość, bo jeśli staję do posługi z inną intencją – od razu narażam się na błędy.

 

Interpretacja Bożego przesłania

Posługiwanie charyzmatem poznania czy proroctwa, bardzo często wiąże się z interpretacją tego, co słyszę i widzę. A interpretacja zawsze zmienia pierwotną treść przekazu. Dlatego warto się od niej powstrzymać, a spokojne zapytać omadlanego, jak on rozumie te słowa czy obraz. Jego własna interpretacja jest zwykle o wiele celniejsza i bardziej poruszająca niż jakiekolwiek słowa mówione przez wstawienników. Jednym z moich pierwszych doświadczeń modlitwy wstawienniczej było posługiwanie na modlitwie o uzdrowienie podczas Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Pamiętam, jak wiele obrazów i słów przychodziło wtedy do mnie, i jak byłem tym zaskoczony! Tylko nie bardzo wiedziałem jak to, co słyszę i widzę, przekazać osobom proszącym o modlitwę. Wtedy spróbowałem oddać im inicjatywę w interpretacji Bożego przekazu i okazało się, że doskonale go rozumieją i odnoszą do swoich słabości, problemów, a nawet grzechów. A ich rozumienie jest o wiele głębsze niż moje. Potem wielokrotnie przekonałem się, że taka metoda oddziałuje mocniej niż moje słowa, więc stosuję ją do dzisiaj.

 

Sugerowanie się wcześniejszą wiedzą

Moja wiedza na temat osoby omadlanej i znajomość z nią to kolejny element ryzyka. Dla przykładu, ja sam przez wiele lat byłem liderem wspólnoty, obecnie jestem koordynatorem, więc poznałem bardzo wiele osób. Niektóre z nich od czasu do czasu proszą o modlitwę wstawienniczą. Znam ich serca, problemy, czasem także oczekiwania i pragnienia. Dlatego w czasie modlitwy potrzebuję uważnego rozeznawania, aby nie odpowiadać na oczekiwania omadlanej osoby, ale naprawdę posługiwać charyzmatami. To dobrze, że znam pragnienia proszących, bo mogę z nimi współodczuwać i wchodzić w modlitwę bardziej empatycznie. Ale jednocześnie mogę podświadomie spełniać ich oczekiwania, porzucając prawdziwe nasłuchiwanie tego, co Bóg ma im do powiedzenia. Muszę być czujny, aby nie projektować pragnień osoby omadlanej! Inaczej mogę rozbudzić niepotrzebnie nadzieję, że oto Bóg już spełnia te pragnienia, a tak wcale nie będzie. Chcąc w modlitwie spełnić pragnienia omadlanej osoby – świadomie albo nieświadomie – wyrządziłbym tym jej krzywdę. I to przerzucając odpowiedzialność na Boga, skoro to w Jego autorytecie staję! W tej sytuacji lepiej powstrzymać się od mówienia tego, co wiem o pragnieniach omadlanego, albo po prostu wraz z nim prosić Boga o łaskę spełnienia tych pragnień.

 

Pomoc w rozeznawaniu

Niezwykle trudnym i odpowiedzialnym rodzajem modlitwy wstawienniczej jest modlitwa pomocna w rozeznaniu jakiejś decyzji, przed którą stoi proszący. Bardzo często nasze decyzje i wybory są związane z innymi, więc nawet dobrze rozpoznana decyzja – niekoniecznie będzie się realizować. Dla przykładu: Grzesiek modli się w intencji rozeznania drogi życiowej i rozważa, czy to będzie małżeństwo z Basią. Ale taka decyzja wymaga zgody nie tylko Grzegorza, ale i Basi. Dlatego rozeznanie musi uwzględniać wolność Basi, która wcale nie musi się zgodzić na Grzegorza. Jeśli modląc się, autorytarnie powiem: „Bóg wybiera dla ciebie Basię” – mogę zniszczyć życie obojga! Trzeba bardzo uważać na wszelkie proroctwa czy poznania, które dotyczą również osób trzecich, bo one mają wolną wolę, więc mogą wybrać inaczej. A wtedy wydaje się, że wola Boża nie realizuje się. A przecież wolą Bożą jest, abyśmy byli wolni i sami dokonywali wyborów, które prowadzą nas do zbawienia – a do tego ostatecznego celu prowadzi wiele dróg! Bóg dla każdego z nas ma przecież jeszcze plan B, C… i tak w nieskończoność.

 

Prorokowanie odnośnie przyszłości

Stawanie w autorytecie Boga w prorokowaniu tego, co czeka omadlaną osobę, wymaga świadomości, że… mogę się mylić. W sytuacjach, gdzie konieczna jest decyzja omadlanego, trzeba bardzo uważać, aby nie zafiksować tej osoby na jakimś jedynie słusznym, niby Bożym wyborze – bo to odbiera jej wolność. Co więcej, może prowadzić do zgorzknienia i pretensji, że droga, niby rozpoznana, wcale się nie realizuje. A przecież ona zależy od wolnego wyboru, a nie takiego czy innego poznania. Każde „Bóg ci powiedział”, „Bóg ma dla ciebie to czy tamto”, „Zrób tak, bo Bóg tego chce” – niesie ryzyko zafiksowania się tej osoby. A przecież to poznanie może być ludzką pomyłką! Naprawdę lepiej jest zamilknąć albo spokojnie rozmawiając, prowadzić tę osobę do osobistego rozeznania, wskazując jej większy wachlarz możliwości bez zamykania decyzji w jedynej opcji.

 

Doświadczenie Bożej miłości i zaufanie

Naszym zadaniem na modlitwie wstawienniczej jest przekazanie omadlanemu człowiekowi Bożej miłości. Otoczenie go miłością i wskazanie na jej źródło, jakim jest Bóg – to najlepsze lekarstwo i rozwiązanie naszych bolączek i trudności. Trzeba szukać postawy naśladującej rodzica, gdy ten pomaga podnieść się dziecku, które przewróciło się, biegając po podwórku. Rodzic nie ma ze sobą lekarstw czy bandaży, ale ma wyciągnięte ręce – i jest gotowy podnieść i przytulić takiego malca, podmuchać na skaleczone kolano. To zawsze pomaga, płacz ustaje, a dziecko może zająć się czymś innym niż rana na kolanie. A przecież rana nie znika i ból nie mija, potrzebny będzie jeszcze opatrunek. W naszej posłudze najważniejsze jest skierowanie człowieka w ręce kochającego Ojca, który może uśmierzyć różne bóle i dolegliwości, i prowadzić dalsze leczenie – aż do pełnego zabliźnienia się ran. Dlatego ważniejsze jest skupienie na miłości Bożej, aniżeli na jakimkolwiek, nawet najpiękniejszym, charyzmacie i poznaniu – bo Bóg na pewno wyprowadzi dobro z każdej sytuacji, a nasze gadanie… niekoniecznie. Jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości co do prawdziwości swojego poznania czy proroctwa – lepiej odwołać się w prosty sposób do Pana, otaczając omadlaną osobę Jego miłością i naszym współodczuwaniem, aniżeli wątpliwymi czasem charyzmatami (są zawsze obarczone ryzykiem błędu i naszą naturą). Kolejną dobrą i bezpieczną postawą będzie wołanie do Boga w intencjach omadlanego, bez usilnego szukania poznania czy proroctwa dla niego. Zawsze mogę prosić Boga o interwencję i uzdrowienie, uwolnienie czy rozwiązanie jakiejś trudnej sprawy, albo stawać w autorytecie Jezusa i w Jego imię rozkazać chorobie, aby odeszła. To jest odwoływanie się do rzeczywistości Bożej miłości i do wiary w Jego moc. Jeśli to będzie prosta prośba czy modlitwa rozkazu chorobie w autorytecie Jezusa (i przez Jego imię) – nie będzie to rodziło zagrożenia, że w osobie omadlanej zastanie rozbudzona nadzieja bez pokrycia albo jej decyzja zostanie zdeterminowana przez fałszywe proroctwo, które odbierze jej wolność osobistego rozeznawania. Skuteczność większości modlitw wstawienniczych potwierdza się po czasie. Warto cierpliwie poczekać na Boże owoce, pokornie zamykając usta i z wiarą zawierzając wszystko Bogu.

 

Świadomość omylności posługujących

Osoba omadlana musi wiedzieć, że każdy ze wstawienników jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy, więc nie należy zbytnio opierać się na jego poznaniu, ale raczej szukać osobistej relacji z Bogiem i Jego łaską. Gdy usłyszy jakieś poznanie czy proroctwo, musi osobiście je rozeznać i poszukać w sercu ich wewnętrznego rezonansu. To jej osobiste zadanie: rozeznać, czy dane słowo odnosi się do niej i czy może kierować jej decyzjami. Nic nie zwalnia człowieka z wysiłku osobistego rozeznawania i decydowania – w każdej sprawie jego życia. Bóg, stwarzając nas, dał nam rozum, pamięć i wolną wolę, którymi mamy zarządzać swoim życiem, wciąż nawracając się do Niego. To ja mam zarządzać i decydować, a nie ktoś inny. Nawet nie Bóg, bo wtedy wolna wola nie byłaby wolna! Kiedy słyszę jakieś poznanie czy proroctwo, moją postawą powinna być radość, że oto Bóg chce coś do mnie powiedzieć. Ale to nie zwalnia mnie z obowiązku kierowania moim życiem według Bożych wskazówek podanych w Ewangelii czy w przykazaniach. Oczywiście każda modlitwa będzie dla mnie umocnieniem i pomocą w trudach życia, bo będzie czasem dla Boga – i to jeszcze we wspólnocie miłości. A to się na pewno Bogu podoba.

.

Szum z Nieba nr 140/2017

 

 

 

 

 

W temacie artykułu zachęcamy do książki "Praktyka modlitwy wstawienniczej" praca zbiorowa. Zawiera ona szerokie spojrzenie na doświadczenie różnych grup modlitwy wstawienniczej. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

 

.

.

Interesującą pozycją , w której autor dzieli się swoim doświadczeniem modlitwy o uzdrowienie jest książka Marcina Zielińskiego - "Rozpal wiarę". Więcej tutaj!

 

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2018-08-30)