Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości 

Ewangelizując, sami potrzebujemy nieustannego nawrócenia, odświeżenia naszych sił, dynamizmu i zapału do głoszenia. Bóg nas powołuje, abyśmy byli długodystansowcami. Sprinter biegnie szybko, ale też szybko się męczy. Bóg potrzebuje nas na długie dystanse. Ważne, że idziemy do przodu. Nie chodzi o szybkość, ale aby ciągle iść – obojętnie gdzie teraz jesteśmy. Musimy nawzajem uczyć się od siebie, pytając się, czy metody działania innych wspólnot można zastosować również w naszych.
Michelle Moran


 

Zranienia międzypokoleniowe

ImageW ostatnim czasie odkryciem dla wielu osób stało się uzdrowienie międzypokoleniowe. Stało się tak pod wpływem książki autorstwa o. Roberta DeGrandisa pt. Uzdrowienie międzypokoleniowe: osobista podróż ku przebaczeniu, wydanej przez Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi. Pragnę włączyć się w dyskusję na ten temat z własnymi spostrzeżeniami i doświadczeniem.

 

Uzdrowienie wewnętrzne i modlitwa o uwolnienie to chleb powszedni w mojej posłudze kapłań-skiej, dlatego jestem zainteresowany tematem, który zaproponował o. Robert DeGrandis. Każdego z nas poprzedziły pokolenia przodków, jeżeli więc mają one na nas wpływ, wydaje mi się, że warto się nim zainteresować i podjąć rzetelną refleksję nad tym, co ważne dla nas wszystkich. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem prowadzenia modlitw o uzdrowienie międzypokoleniowe, sam je przeprowadzam, ale przyznam, że z wielką ostrożnością. Niestety, jest to jeszcze dziewiczy teren i dlatego wymaga dużej ostrożności, ale nie można go przemilczeć.

 

Z własnej praktyki, rozmów i opinii dowiedziałem się, że modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe przynosi dobre owoce. Wielu ludzi doświadczyło znacznej ulgi nie tylko na duszy czy psychice, ale także fizycznej; zaczęło rozumieć skąd mogą pochodzić ich problemy nie tylko osobiste, ale i rodzinne.

 

Image

W modlitwie o uzdrowienie międzypokoleniowe ważne jest znalezienie źródła zranienia, ale jesz-cze bardziej istotne jest zaufanie Bogu, bo nie zawsze możemy się dowiedzieć, jakie jest źródło naszych problemów. Bóg wie wszystko, bo jak jest napisane w Słowie Bożym: w Nim żyjemy, po-ruszamy się i jesteśmy (Dz 17, 28). On widzi wszystko w jednym momencie, obejmując wieki i zdarzenia, dlatego podstawą powinno być nasze zawierzenie Jemu. To On uzdrawia a nie człowiek, metoda czy nasza wiedza.

 

Jak we wszystkim, tak i w tej materii istnieje wiele niebezpieczeństw, np. gdy komuś nie zależy na przemianie życia, ale na znalezieniu usprawiedliwienia dla własnych grzechów i słabości, może powiedzieć: „To przodkowie są winni moich nieszczęść”. Taka niebezpieczna postawa może prowadzić do oskarżania naszych pradziadków, dziadków, rodziców, co w konsekwencji doprowadzi do tego, że poczujemy się wolni od odpowiedzialności za nasze postępowanie. Dobrze znaleźć sobie „kozła ofiarnego”, prawda? Dla wielu może to być jednak bodziec do refleksji i głębokiego za-stanowienia, a nawet szansa na przerwanie pasma nieszczęść, które wypływa z poprzednich pokoleń.

 

To nic dziwnego, że szukamy rozwiązania naszych problemów, bo przecież nikt z nas nie chce ich mieć i dlatego myśl o uzdrowieniu międzypokoleniowym niesie nadzieję.

 

Wszelkie nieszczęścia pochodzą z grzechu – jeśli nie z osobistego czy z grzechów rodziców, to na pewno z grzechu pierworodnego. Nie muszę udowadniać, że to właśnie grzech, rozumiany bardzo szeroko, jest źródłem wszelkiego nieszczęścia w moim życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i na całym świecie. Przypomnijmy sobie Księgę Rodzaju: Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Do niewiasty powiedział: Obarczę cię nie-zmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. Pan Bóg spo-rządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki. Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia (Rdz 3, 11-24).

 

Nieszczęścia, które sprowadzili na nas Adam i Ewa, dotykają nas wszystkich, chociaż to nie my popełniliśmy ten grzech. Może ktoś powiedzieć, że cierpimy niesprawiedliwie, bo z jakiej racji mamy cierpieć za cudze grzechy? Faktycznie tak jest. Grzech pierworodny to osobisty grzech Adama i Ewy. Nie wiem, kiedy Adam i Ewa go popełnili, na pewno stało się to bardzo dawno temu, jednakże konsekwencje tego czynu dotykają nas także dzisiaj, chociaż przyjęliśmy chrzest. Skutki tego czujemy tak wyraźnie, jakby ten grzech został popełniony wczoraj. Jakże ich postępek zmienił oblicze ziemi, na której żyjemy! Jakże bardzo zmienił oblicze naszych serc! Często, gdy mówię o grzechu pierworodnym, żartuję, że pierwsze, co zrobię po wejściu do nieba, to porządnie dołożę Adamowi i Ewie za to, co nam zrobili, że musieliśmy przez nich tyle cierpieć.

 

Image

Czy skutki grzechów naszych bezpośrednich przodków też na nas wpływają? Niewątpliwie tak! Często zdarza się, że mój grzech dotyka nie tylko mnie, ale też i innych. Dzieje się tak np. wtedy, gdy ktoś pijany powoduje wypadek, w którym przez jego głupotę cierpią niewinni; gdy ojciec pije a przy nim cierpią dzieci i cała rodzina. Innym przykładem jest zrzucenie bomby atomowej na Japo-nię podczas II wojny światowej – do dzisiaj są widoczne skutki tego zdarzenia, chociaż minęło już wiele lat. Gdy matka w stanie błogosławionym bierze narkotyki, dziecko już w jej łonie jest od nich uzależnione. Dziecko poczęte poza związkiem sakramentalnym może cierpieć na duszy i psychice z powodu grzechu swojej matki; podobnie poczęte w gwałcie czy niechciane lub odrzucone przez swoich rodziców. Dziecko w łonie matki oddane szatanowi może być opętane. A co powiedzieć o powtarzających się nieszczęściach w rodzinie, np. dziadek pił, jego syn pił i teraz ich dzieci piją? Albo: babcia się rozwiodła, jej córka i wnuczka również; babcia popełniła aborcję, jej córka to zro-biła, wnuczka też. Można się również spotkać z problemem dziedziczenia zdolności okultystycz-nych: babcia wróżyła, jej córka wróżyła i wnuczka kontynuuje tę działalność. Dotyczy to też wszel-kiego rodzaju zdolności mediumicznych – przykłady można przytaczać w nieskończoność.

 

Jak to zrozumieć, że w rodzinach powtarzają się nieszczęścia? Czy to są zwykłe przypadki? A może faktycznie trzeba się zastanowić nad skutkami grzechów, które były popełnione w poprzednich pokoleniach?

 

Gdybym powiedział, że skutki grzechów pokoleń przodków nas nie dotykają, zaprzeczałoby to doświadczeniu ludzi, którzy modlą się o uzdrowienie wewnętrzne.

 

Wielu ludzi mówi: przecież Jezus na zbawił, jakże to jeszcze jest możliwe? Teologia określa nasz stan na ziemi po Chrzcie świętym sformułowaniem: JUŻ, ALE JESZCZE NIE! – już jesteśmy zbawieni, ale jeszcze w pełni tego nie doświadczamy. Oznacza to, że skutki grzechu pierworodnego, jakie objawiają się w naszym życiu przez pożądliwość oczu, ciała i pychę żywota; śmierć, choroby, niesprawiedliwość itd. – czy nam się to podoba czy nie – niestety istnieją. Powtórzę jeszcze raz za Księgą Rodzaju: Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W po-cie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! Przekleństwo to towarzyszy nam tu na ziemi. Kto z nas może temu zaprzeczyć? Możemy zatem powiedzieć, że zło, które nas spotyka, wypływa w jakiś sposób z poprzednich pokoleń. Jeżeli ktoś nie wierzy, że nasze pokolenia sięgają Adama i Ewy, to proszę przeczytać fragment z Ewangelii św. Łukasza (Łk 3, 23-38). Czy nam się to podoba czy nie, dziedziczymy pewne cechy naszych przodków i to nie zawsze te pozytywne. Jest to dla nas jasne, że po śmierci Jezusa Chrystusa zmienił się stan człowieka – dzięki ofierze naszego Pana niebo zostało dla nas otwarte, zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i zbawieni. To jest fakt. Jednak w postępowaniu zewnętrznym nic się nie zmieniło – grzech pozostał na świecie ten sam i ulegamy mu. Dręczą nas te same pożądliwości co dręczyły ludzi starotestamentalnych. Diabeł jak działał przed Chrystusem, tak działa i dzisiaj. Temu chyba nikt z nas nie ośmieli się zaprzeczyć. Może się mylę – a nawet powiem: obym się mylił – ale wydaje mi się, że taki stan będzie trwał aż do powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa.

 

Święty Paweł stara się nam to wyjaśnić: Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z wła-snej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów – odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy (Rz 8, 20-25).

 

Przytoczę jeszcze inne słowa św. Pawła: I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. (1 Kor 15, 22-26).

 

Czy oznacza to, że jeszcze nie wszystko zostało pokonane? A może lepiej wyrazić to biblijnym sposobem myślenia: że zwycięstwo Chrystusa jeszcze się w pełni nie objawiło. Niestety, nawet po chrzcie mamy możliwość grzeszenia i ranienia nie tylko siebie, ale i innych. Grzech dokonuje się w sercu człowieka. Sam Jezus wskazuje na serce człowieka jako źródło grzechu: Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7, 20-23).

 

Jak może dojść do „skażenia” międzypokoleniowego? Związane jest ono ze środowiskiem życia naszych rodzin.

 

Każda rodzina ma swoje specyficzne środowisko, które wyraża się w sposobie wychowania, zachowania, kultury, posiada swoje charakterystyczne cechy, sposób wypowiadania się itp. Nieraz spotkałem się z opinią ludzi, którzy przychodzili do mnie na modlitwę i mówili: „Nie potrafię kochać, bo nie kochała mnie mama”. Gdy zadałem pytanie mamie, dlaczego nie potrafiła kochać swojego dziecka, uzyskiwałem zadziwiającą odpowiedź: „Bo nie otrzymałam miłości od mojej mamy”. Wydaje mi się, że gdybym zadał to samo pytanie babci, odpowiedź byłaby podobna. Widzimy więc, że błąd w rodzinie może się powtarzać, jeżeli nie zostanie skorygowany i nie zmieni się spo-sobu postępowania. Podobnie może być z wpływem skutków grzechów mojego pradziadka na mnie. Oczywiście grzech dziadka np. pijaństwo, nie jest moim grzechem, ale jego skutki mogą dotykać wielu osób w naszej rodzinie przez kolejne pokolenia, nie wyłączając i mnie. Dlaczego? Bo mój dziadek nauczył się pijaństwa od pradziadka. Dziadek z kolei przekazał to obciążenie swoim dzieciom, one swoim i tak łańcuch pijaństwa dochodzi aż do mnie. Jeżeli ja zacznę pić, to nauczę picia moje dzieci, one swoje i tak problem będzie się rozszerzał. Często spotykam się ze stwierdze-niami: „W naszej rodzinie zawsze się piło”. Oczywiście nie jest żadną regułą, że wszyscy członko-wie rodziny muszą być pijakami, ale na pewno się z tym zgodzicie, że patologia, rozumiana bardzo szeroko, powiela patologię. Łatwiej jest stać się złym w złym środowisku.

 

Obciążeniu pokoleniowemu może towarzyszyć działanie szatana, złego ducha, który ukrywa się pod konkretnym problemem. Najgorsze wydają mi się grzechy dotyczące pierwszego przykazania: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Chodzi tu przede wszystkim o wszelkiego rodzaju ateizm, okultyzm, magię, czary, uroki, gusła, zabobony, spirytyzm, satanizm, a także grzechy przekleństwa, krzywdy ludzkiej, nienawiści, zemsty, aborcji, braku przebaczenia, kazirodztwa, zabójstwa itp. Przy modlitwach wstawienniczych często ujawnia się zły duch, którego można nazwać duchem pijaństwa, śmierci, spirytyzmu, okultyzmu, magii, nienawiści itd.

 

Zdaję sobie sprawę, że ten artykuł może wzbudzić wiele kontrowersji i dobrze. Bo jak uczył Sokrates: wstępne zacznij nauczanie, w głowie zamieszaj i pytaj o zdanie. W następnym artykule będę mówił o tym, w jaki sposób możemy prosić Boga o błogosławieństwo w uzdrowieniu międzypokoleniowym. Bogu niech będą dzięki, że z najgorszego zła umie wyprowadzić dobro. W życiu doświadczamy wiele zła, ale możemy doświadczyć nieskończenie więcej błogosławieństwa Bożego. I o tym pragnę napisać w następnym artykule.

 

o. Kosma Budziński OFM

 

Image© Szum z Nieba nr 59/2003

 

Image W tym temacie polecamy konferencję o. Roberta DeGrandisa. Więcej - kliknij tutaj.