Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości 

Miłość wymaga, by ewangelizator był pogodny i radosny: Nie może wyglądać jak skwaszony ogórek, musi przezwyciężać siebie, a w momentach ciężkich, gdy już nie możemy dać sobie rady ze sobą i jesteśmy specjalnie trudni dla ludzi, jest jeszcze wyjście: albo się pomodlić, albo iść się przespać. Ale ludziom lepiej w takich sytuacjach na oczy się nie pokazywać, by nie powiedzieli o nas: A to jędza!

kard. Stefan Wyszyński (Warszawa, 6.08.1964)

 

Blisko, bliżej... niebezpiecznie?

Typ więzi, jaki wytwarzamy w dzieciństwie z najważniejszymi osobami (rodzicami), ma ogromny wpływ na tendencję do tworzenia określonego typu więzi w życiu dorosłym – taki wniosek wyprowadzamy z koncepcji przywiązania J. Bowlby’ego. Relacja, jaką budowali z nami rodzic e, może ułatwiać nam wchodzenie w bliskie związki, w których, pomimo głębokiego przywiązania, zachowujemy zdrową wolność. Może również zostawić w nas skłonność do ustawiania się w postawie emocjonalnej „Zosi Samosi”, która obwieszcza każdemu zbliżającemu się: „nie potrzebuję niczego od ciebie”.

 

 

W poniższym diagramie przyjmiemy dwa wymiary, które pomogą nam dokonać klasyfikacji typów więzi. Pierwszym wymiarem jest gotowość do intymności, czyli zdolność do uczciwej komunikacji o głębokich przeżyciach. Drugim jest zdolność do niezależności, czyli samodzielnego funkcjonowania. W obu wypadkach, upraszczając, przyjmiemy, że można rozpoznać, kiedy ktoś ma daną skłonność wysoką lub niską. Z takiego podziału wyprowadzimy cztery typy więzi.

 

^

 

.

.

 

 

 

 

 

 

 

.

.

.

.

.

 

WIĘŹ UFNA

Doskonale ten typ więzi zdefiniował Jacek Masłowski w swojej filozoficznej definicji bliskości: Ludzie wchodzący w taką więź są zdolni do bliskości i intymności, do otwartego dzielenia się tym, co w nich się dzieje. Nie oznacza to jednak, że zalewają każdego swoimi najgłębszymi przeżyciami i marzeniami, ale mają zdolność, by otwarcie o sobie mówić i w ten sposób budować relację z drugim człowiekiem. Nie mają obaw przed ujawnianiem swoich myśli i uczuć. Traktują mówienie o nich jako prezent, dzięki któremu druga osoba może wejść do kręgu osób bliższych. Potrafią mówić o swoich potrzebach i prosić innych o pomoc w ich zaspokojeniu. Jednocześnie charakteryzuje ich wysoka zdolność do działania niezależnego. Oznacza to, że gdy ktoś nie zechce mieć z nimi relacji, odmawia im na różne sposoby – bez urazy do niego zwracają się do innych ludzi, z którymi już wcześniej zbudowali więzi, oraz czerpią radość z działania samodzielnego. Ich komunikat brzmi: „Bardzo chętnie wejdę z tobą w bliską (bliższą) relację. Ale jeśli mnie odrzucisz, to sobie poradzę, bo jestem dostatecznie mocny wewnętrznie i mam sieć ludzi, dla których jestem ważny”.

 

WIĘŹ LĘKOWA

Taką osobę charakteryzuje bardzo wysokie pragnienie i zdolność do intymności, oraz bardzo niska gotowość do niezależności. Taki człowiek jest przekonany, że jest od drugiej osoby całkowicie zależny i pragnie być z nią ciągle, dlatego dąży do całkowitego zlania się z nią. Nieustannie docieka: „O czym myślisz? Co teraz przeżywasz?”. Ma tendencję do „siedzenia w głowie” drugiej osoby i pragnie, żeby ona ciągle o nim myślała i przejmowała się nim. Funkcjonowanie takich ludzi można przyrównać do bluszczu: „Jesteś moją podporą. Tylko na tobie mogę się zawiesić. Gdy odwracasz ode mnie wzrok, gdy cię nie ma – ja umieram! Swoją energię czerpię z kontaktu z tobą”.

 

WIĘŹ LĘKOWO-UNIKAJĄCA

Osoby ze skłonnością do wchodzenia w taką więź przeżywają mocną huśtawkę. Z jednej strony, mają dużą zależność i przekonanie, że same nie dadzą sobie rady, a z drugiej – jest w nich duży lęk przed intymnym odkryciem siebie. Wiedzą, że drugi człowiek będzie gotów dać wsparcie temu, z kim jest blisko, a jednocześnie boją się odkryć, aby taką bliskość stworzyć. Kiedy na pierwszy plan wysuwa się w ich wnętrzu pragnienie otrzymania wsparcia, zbliżają się do drugiej osoby, czasem idealizując ją i niejako „uwodząc” uwielbieniem dla niej, aby zapewnić sobie do niej dostęp. Na skutek takich działań dochodzi do zmniejszenia dystansu z drugim człowiekiem, który zaczyna – jak to w bliższej relacji – zadawać bardziej intymne pytania. To zapala „czerwoną lampkę” u osoby skłonnej do więzi lękowo-unikającej z napisem: „Bliskość jest groźna! Można być zranionym!”. Aby więc nie dopuścić do zagrażającej i potencjalnie raniącej bliskości, w swoich myślach deprecjonują taką osobę, aby się od niej odsunąć na bezpieczny dystans. Zaczynają komunikować się oschle, zrażać drugiego człowieka do siebie i uciekać. Ale gdy się już oddalą, znów zaczynają doświadczać obaw przed niezależnością i cykl uruchamia się ponownie…

 

WIĘŹ UNIKAJĄCO-ODRZUCAJĄCA

Te osoby mają niską umiejętność otwartości oraz wysoką tendencję do niezależności. W relacjach trzymają dystans, bo wiedzą, że pokazując siebie – stajemy się wrażliwi i możemy zostać zranieni. Swoim postępowaniem mówią: „Nie potrzebuję ujawniać żadnych informacji o sobie, dam sobie radę sam”. Potrafią funkcjonować społecznie, ale w kontakcie z nimi wielu ludziom towarzyszy poczucie, że ten prawdziwy człowiek w nich jest schowany, a do kontaktu zostaje wydelegowany jakaś oficjalny, poprawnie wygładzony attaché. Oczywiście, każdy z nas jest zraniony i jest w drodze ku pełni więzi ufnej w relacji z Bogiem i ludźmi. Możemy zauważyć swoją skłonność do typów więzi trudnych. Jedynym lekarstwem na to jest wejście w relację z Bogiem żywym, czyli nawrócenie – a ono się rozciągnie na relacje z ludźmi. Bycie chrześcijaninem to bycie nieustannie w drodze do głębszej relacji, do więzi ufnej. A warto też pamiętać, że każda wspólnota jest szkołą i szpitalem miłości. Niektórym do leczenia i wzrostu więzi ufnej wystarczą naturalne relacje: małżeńskie, zakonne, wspólnotowe. Ludzie wspierani łaską, rozwijając się wewnętrznie – zdrowieją i uczą się być blisko w wolności. Inni, mocniej zranieni, w budowaniu w sobie zdolności do bliskości potrzebują wsparcia w postaci relacji z terapeutą. Fachowo przygotowany terapeuta ma za sobą setki godzin uczenia się pracy z ludźmi różnorako zranionymi. Jego zasadniczym celem jest tworzenie w procesie terapeutycznym przestrzeni, w której człowiek cierpiący na dysfunkcję we wzorcach tworzenia więzi – będzie mógł trenować wchodzenie w więź ufną. Osoby, które pomimo nawrócenia i wejścia w związek małżeński, wybrania życia zakonnego lub dołączenia do wspólnoty, nadal dostrzegają pojawianie się u nich nieprzezwyciężalnych i wywołujących cierpienie wzorców zachowań – zachęcamy do szukania pomocy fachowców. Niezależnie od tego, gdzie jesteśmy w drodze ku pełni, jesteśmy już tajemniczo złączeni w Chrystusie. To właśnie On – Ten, który pragnie, abyśmy mieli życie w pełni – nieustannie wzywa nas w naszym wnętrzu przez nasze pragnienia do pracy nad sobą, abyśmy byli coraz bardziej zdolni do wchodzenia w więź ufną.

.

Wysłuchała: Anna Lasoń-Zygadlewicz

.

.

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

.

.

Szum z Nieba nr 143/2017

 

 

Zachęcamy do książki o. Dariusza Michalskiego SJ "Małe zmiany, wielkie dobro", w której znajdziesz wskazówki, jak osiągnąć pokój serca, zacząć cieszyć się życiem pozostając w zgodzie z samym sobą. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2018-10-09)