Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 32 gości 

U ewangelizatora ważną rzeczą jest uszanowanie odmienności drugiego człowieka, aby nie dostosowywać go do siebie, ale siebie do niego: żebyśmy się umieli włączyć w jego sposób reagowania, myślenia, zrozumieć jego potrzeby, jego styl życiowy. Z tego względu osoby zaangażowane w ewangelizację muszą same być wewnętrznie wolne, muszą zerwać łańcuch swoich nastrojów, uprzedzeń, kompleksów i schematów myślenia.

kard. Stefan Wyszyński



 

Facet nie gada, ale działa!

Co facet może wiedzieć o miłosierdziu? Przy czym im więcej o nim się mówi, tym bardziej mam wrażenie, że temat powszednieje i w praktyce życia przestaje odgrywać znaczącą rolę. Poza Jezusem miłosierdzie kojarzy się nam jeszcze ze św. Faustyną, Matką Teresą z Kalkuty i pewnie kilkoma innymi osobami z tytułem „św.” przed imieniem, które podziwia połowa kuli ziemskiej. Ale podziw ten ma tę charakterystyczna cechę, że zwalnia nas z próby naśladowania niedoścignionych ideałów. W końcu – dajcie spokój, co to ja, Matka Teresa jestem? No i mamy pat…

 

 

Co nam w takiej sytuacji pozostaje? Oczywiście mówienie i planowanie: co to ja bym nie zrobił, gdyby… Jak bym się zachował w sytuacji… Co też bym zasponsorował, gdybym trafił szóstkę w Totka itp. Ale póki co, aby nie rewidować moich wyobrażeń o sobie, staram się unikać (lub nie zauważać) sytuacji, w których zwyczajnie, po chrześcijańsku mógłbym zacząć realizować swoje skrupulatnie obmyślane plany. Czasem wydaje mi się, że gdyby napisać współczesną wersję przypowieści o miłosiernym Samarytaninie – tamten pobity nieszczęśnik leżałby na drodze do dzisiaj. Może ktoś zajrzałby do gospody i powiedział, że niedaleko stąd leży jakiś zapijaczony lump, więc coś należy z nim zrobić, bo jak to wygląda? Przecież dzisiaj od wszystkiego mamy odpowiednie służby… A może ktoś inny zrobiłby mu zdjęcie i wstawił na portal społecznościowy z odpowiednim komentarzem?

 

I tak z kreatorów rzeczywistości – stajemy się tylko jej komentatorami. Mówimy, chwalimy, ganimy, narzekamy…

Co to ma jednak wspólnego z męskim wymiarem miłosierdzia? Otóż to, że w przypadku mężczyzn potrzeba mówienia nie jest – delikatnie mówiąc – zbyt mocno eksponowana (chociaż znam kilka wyjątków). I co więcej, jest to nieustanna kwestia sporów z płcią piękną, która tę potrzebę ma nad wyraz rozwiniętą (i tu nie znam wyjątków). Nie będę wchodził w szczegóły, aby nie zaogniać sytuacji. Wynika jednak z tego, że naturalnym językiem porozumiewania się mężczyzny jest DZIAŁANIE. Ono wpisuje się w jego naturę i potrzebę realizacji. Co więcej – nie wymaga wcale komentarza. Komentarzem do mojego działania jest sterta porąbanego drewna, skoszony trawnik, naprawiony samochód, a nawet ugotowany obiad. A gdy solidnie wykonamy swoją pracę, nie potrzebujemy specjalnych pochwał, bo wartościuje nas sam fakt dobrze wykonanej roboty. Nas po prostu cieszy efekt, a nie rozmyślanie czy marzenie, lub opowiadanie o nim. Można by się jednak zastanowić, czy czyny miłosierdzia to aby na pewno pole działania mężczyzny. Ono w sposób naturalny pasuje do kobiety – wrażliwszej, bardziej empatycznej, współczującej.

 

My, faceci mamy być twardzi, realnie stąpający po ziemi. Mamy utrzymać rodziny i osiągnąć sukces. Czynić sobie ziemię poddaną. Brzmi nieźle, ale gdy do tego dorzucimy wiarę – równanie nam się komplikuje. A może wręcz przeciwnie, upraszcza się?

Przez pryzmat wiary bowiem co innego zaczyna być sukcesem. Życie wiarą to nic innego jak ciągłe działanie. Nie da się jej przeżywać teoretycznie, hipotetycznie. Moim idolem w wyjaśnieniu tej kwestii jest św. Jakub: „Pokaż mi swoją wiarę bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków” (Jk 2,18). Taki mały spór kompetencyjny, w którym to działanie zdecydowanie wygrywa. Jak bowiem pokazać wiarę bez uczynków, skoro to one są jej istotą? I tu, panowie, możemy się wykazać w całej pełni i realizować swoją naturalną potrzebę działania. Tak zwyczajnie, po chrześcijańsku miłosiernego. Bo miłosierdzie opiera się na czynach i w nich się przejawia. Któż jest więc do nich bardziej stworzony niż my właśnie? Bez potrzeby szukania próżnego poklasku, działania na pokaz, wymuszonych gestów – a tylko i wyłącznie po to, by dobrze i wiarygodnie czuć się w swojej chrześcijańskiej skórze.

.

Szum z Nieba nr 132/2015


 

 

 

 

Zachęcamy do zapoznania się z płytą  "Doświadczać męskości". Czterech mówców, świetne konferencje, które poruszają różne aspekty bycia mężczyzną. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

.

(zamieszczono 2017-05-15)