Seks przed ślubem, dlaczego nie? - kobiecym okiem

Zastanawiam się, dlaczego cnota czystości stała się przywarą? Dlaczego wyjątkowość i oddanie stało się nieatrakcyjne? Gdy mężczyzna, starając się o względy kobiety, jest waleczny, pomysłowy i odważny, nie jest z powodu tych wysiłków wyśmiewany. Dlaczego więc kobieta, która chce być tą jedyną dla mężczyzny, ma się wstydzić swoich pragnień?

 

 

Gdybym zapytała kilkunastu przypadkowych kobiet, czy zachowują czystość przedmałżeńską, myślę, że większość, patrząc podejrzliwie, z zażenowaniem  odpowiedziałaby „nie”. Dlaczego? Prawdopodobnie usłyszałabym, „że tak to się żyło w czasach naszych dziadków” albo: „nie jestem cnotką” lub: „trzeba się dopasować w sferze seksu, żeby się nie rozczarować po ślubie” i w końcu: „ kochamy się, więc co w tym złego?”. Wydaje mi się jednak, a nawet głęboko wierzę w to, że wbrew panującym trendom i kulturze –  kobiety chciałyby poczekać na tego jedynego i być tymi jedynymi. Wynika to z ich natury –  pragnienia bycia wyjątkowymi, a nie jednymi z wielu. Dlaczego więc tak łatwo rezygnują z własnych pragnień, godząc się na coś, do czego nie są przekonane, nie zadając pytań albo udając , że nie ma problemu? Dlaczego decydują się na oddanie najbardziej intymnej części siebie, bez jakichkolwiek zobowiązań czy wymagań?

 

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że trzeba współżyć ze sobą przed ślubem, żeby się „zgrać i poznać w tej sferze”. To samo z resztą dotyczy wspólnego zamieszkania. Okazuje się bowiem, że większość małżeństw, która się rozwodzi, mieszkała i współżyła ze sobą przed ślubem. Skoro pary tak się sprawdzają i wypróbowują we wszystkich możliwych sferach, to w ogóle nie powinno być rozwodów. Tymczasem mamy ich plagę. Argument „przecież się kochamy” nie przekonuje mnie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszytko jest w porządku. Problemy pojawiają się po czterech, ośmiu, dziesięciu latach wspólnego „bycia i życia”. Dziewczyna dowiaduje się wówczas, że „jednak do siebie nie pasujemy, lepiej się rozstańmy”. Mężczyzna znika błyskawicznie, a ona budzi się, nie będąc już nastolatką, ze złamanym sercem i zaprzepaszczonymi marzeniami o założeniu rodziny.

 

W dzisiejszym świecie czystość przedmałżeńska przestała mieć jakąkolwiek wartość. A jeśli już ma, to niewielką. Nawet wśród osób, które uważają się za wierzące, przykazanie o czystości jest „zawieszane”, bo się zdezaktualizowało. Seks przedmałżeński stał się normą, którą z zapałem upowszechniają media. Pewnie nie jeden nastolatek ironicznie zapytałaby: „Czystość przedmałżeńska – a co to za choroba?”.

 

Widziałam niedawno parę staruszków. Trzymając się za ręce, spacerowali po parku. Wyglądali na szczęśliwych i spokojnych. Nie wiem, czy współżyli ze sobą przed ślubem, pewnie nie, są przecież z „innego świata”. Wybrali siebie bardzo dawno temu i pozostali wierni temu wyborowi. A z kim można być przez całe życie? Z kimś, kogo się dobrze pozna, i zaakceptuje z pełną świadomością. Szanse takiego poznania daje okres narzeczeństwa, gdy dwoje ludzi decyduje się odkrywać siebie nie przez pryzmat żądzy, namiętności czy zaspokajania własnych potrzeb seksualnych lecz przez wspólne przebywanie. Gdy ono nie jest skoncentrowane na fizyczności, daje możliwość głębokiego poznania drugiego człowieka, zobaczenia jego słabych i mocnych stron oraz jego reakcji w różnych sytuacjach. Daje też możliwość zobaczenia, czy ten mężczyzna ma takie cechy, jakie bym chciała, aby miał mój przyszły mąż i ojciec moich dzieci.

 

Ja zaryzykowałam i postawiałam wszystko na jedną kartę – na Boga. Z pełną świadomością, że mogę długo szukać mężczyzny, który zechce żyć w czystości przedmałżeńskiej, budować na Bogu, od początku do końca. Nie żałuję ani jednego dnia poszukiwań. Kiedy podejmowałam decyzję, nie było mi łatwo. Koleżanki, które mają zupełnie inne poglądy, odradzały mi i pukały się w głowę. Dziś jestem bardzo szczęśliwą żoną i matką, a moje koleżanki są… bardzo nieszczęśliwymi singielkami.

 

Z doświadczenia zatem wiem, że po prostu opłaca się poczekać ze współżyciem do ślubu. Ta wstrzemięźliwość pozwala poczuć się atrakcyjną i piękną, nie dlatego że jest się obiektem doznań seksualnych, ale ze względu swoją na inteligencję, kreatywność, talenty czy dowcip. Kobieta ma okazję zostać doceniona za to, jaka jest. Za piękno, jakie ma w sobie.

Ciało kobiety jest skarbem, świątynią Boga. Powinno być szanowane, a nie uprzedmiotowione. Ono z upływem czasu zmienia się. Rodzimy dzieci, tyjemy, chudniemy, po prostu starzejemy się. Każdą z nas to czeka, zewnętrzność może przestać być tak powalająca. Co wtedy? Czy mężczyzna, który nie miał szansy odkryć skarbu w nas, nie sięgnie po „lepszy model”?

 

Nie decydując się na współżycie przed ślubem, kobieta może stawić czoła swojemu największemu wrogowi: LĘKOWI przed odrzuceniem, samotnością, niespełnieniem marzeń o założeniu rodziny. Lęk jest fatalnym doradcą, przez niego popełniamy błędy. Zapominamy o najgłębszym pragnieniu – prawdziwej i szczerej miłości. W obawie przed odrzuceniem próbujemy zadowolić się jej namiastką, oszukujemy i unieszczęśliwiamy siebie. Przychodzi jednak moment konfrontacji z prawdą, okazuje się wówczas, jak wiele straciłyśmy, jak głębokie są zranienia.

 

Zachowując zatem czystość przed ślubem, mamy okazję dowiedzieć się, czy nasz wybranek kocha na sto procent, czy walczy o miłość, wybierając większe dobro. Czy zmaga się z samym sobą, by wytrwać w postanowieniu. To miarodajny sprawdzian, gdyż w życiu małżeńskim nie zabraknie sytuacji wymagających silnej woli i determinacji.

 

Zawsze można zacząć od początku, spróbować żyć w czystości, nawet jeśli przez wiele lat żyło się inaczej. Dobrym przykładem są dzieje świętych, którzy nie zawsze żyli jak „święci”. Może warto prosić ich o wstawiennictwo i wypraszanie łaski życia w czystości? A jeśli jest to  trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, argumenty są przekonujące, ale..., zachęcam do modlitwy, aby chciało się chcieć żyć w czystości.

 

Uwaga: Namiętność i seksualność są dobre, bardzo dobre. Zostały nam dane przez Boga i przewidziane na szczególny czas po ślubie. Jeśli więc nie czujesz pociągu fizycznego do swojej sympatii (możesz to wyczuć także nie współżyjąc), to raczej będzie to kandydat na super kumpla a nie na męża.

 

 

(Zamieszczono 2011-11-29)

 

Szum z Nieba nr 108/2011

 

Polecamy dla małżeństw rewelacyjną książkę "Pocałunek złożony na duszy".

Więcej - kliknij tutaj.