Powrót do życia - świadectwo byłego świadka Jehowy

Moi dziadkowie i rodzice byli katolikami. Gdy miałem około 5 lat, najpierw mama została świadkiem Jehowy, potem tata, a potem ośmioro rodzeństwa: brat i siedem sióstr. Tata później został wykluczony ze zboru, ale wtedy sam już się nim nie interesował. Gdy miałem 17 lat, ja także przyjąłem chrzest u świadków Jehowy.

 

Byłem tym wszystkim zachłyśnięty, we wszystko się angażowałem. Byłem pionierem pomocniczym (głosicielem Słowa), później bardzo szybko zostałem tzw. sługą pomocniczym (bratem wspierającym starszych zboru w obowiązkach niezwiązanych z nauczaniem). Ale gdy poszedłem do szkoły wieczorowej, nie za bardzo chciałem się przyznawać, że jestem świadkiem Jehowy. Wstydziłem się tego tematu. Gdy poznawałem ludzi spoza świadków, oni wydawali mi się jacyś normalniejsi. Wcześniej wszyscy moi znajomi należeli do zboru, bo świadkowie nie wchodzą w relację z kimś, kto nie należy do ich wyznania. Kiedy wchodziłem w nowe towarzystwo, obserwowałem ludzi, przyglądając im się z boku. Świadkowie mówili o nich, że są źli i groźni, ale coś mi tu nie pasowało.

 

Bóg przysłał proroka?

Gdy byłem pionierem pomocniczym, lubiłem nawet o 6.00 rano pojechać na Dworzec Główny w Krakowie i tam głosić. Raz podszedłem do pewnego człowieka z Pismem Świętym (wydanie „Tysiąclatki”). Zaskoczył mnie, bo powiedział: „A może mi pan przeczytać taki jeden werset?”. Mówię: „Proszę bardzo”. On na to: „To proszę, żeby pan mi przeczytał Ewangelię Jana 1,1”. Zaczynam czytać: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”. Ten człowiek na mnie popatrzył i powiedział: „Niech pan to zapamięta”. Zamknął mi Biblię i poszedł. Powiem szczerze, że nurtowało mnie to przez tyle lat. Sprawdzałem to na różne sposoby. Świadkowie piszą ten werset małą literą, czyli „Słowo było bogiem” – małą literą. Uznają Jezusa jako anioła, archanioła, natomiast nigdy nie uznają Go za Boga. Uważają, że jedyny Bóg to Jahwe. Pracowało to we mnie i nie dawało mi spokoju, ponieważ świadkowie Jehowy przedstawiają temat boskości Chrystusa mówiąc, że jest „bogiem”, ale jednak nie jest, bo jest „aniołem” – więc właściwie jest, czy nie jest? To było bardzo rozmyte. Zacząłem czytać inne przekłady Pisma Świętego i za każdym razem okazywało się, że wszystkie z nich, również protestanckie, mówią o Jezusie „Bóg” wielką literą. To dlaczego świadkowie piszą inaczej?

 

Utrata wiary

Przez cały czas mojej młodości pracowało we mnie silne pragnienie bliskości Boga. To była niesamowita tęsknota. Ale świadkowie przedstawiają to tak, że Bóg Jahwe (Jehowa) jest daleko, na pewno nie na wyciągnięcie ręki. Dlatego nawet w momentach, kiedy bardzo się angażowałem, nawet kiedy moje modlitwy były bardzo żarliwe – czułem, że ten Bóg jest daleki. I nie wiedziałem, co zrobić, żeby mieć taką relację z Panem Bogiem, jakiej pragnę. Później poznałem moją przyszłą żonę, to bardzo sympatyczny i dobry człowiek. Zakochałem się całym sercem! To było dla mnie coś bardzo prawdziwego i wspaniałego. W tym czasie zacząłem się interesować filozofią, którą świadkowie całkowicie negują i zabraniają ją zgłębiać. Po przeczytaniu jednej z książek byłem skłonny uwierzyć, że Boga nie ma. To był 2010 r. – rok podważania wszystkiego. Nigdy wcześniej nikt nie opowiadał mi o swojej wierze. Świadkowie Jehowy po prostu wierzą w to, co jest napisane. Wiedziałem, że wśród nich nie mogę mówić o swoich wątpliwościach. Miałem przykład koleżanki, która powiedziała szczerze o tym, że nie wierzy i w krótkim czasie została wykluczona.

 

Zakaz kontaktu z rodziną

Był taki moment, że prawie całkowicie straciłem wiarę w Boga, a w tym czasie moja mama została usunięta ze zboru. Była we mnie ogromna niezgoda na to, ponieważ mama ze mną nie mieszkała, a świadkowie, którzy nie mieszkają ze swoimi wydalonymi rodzicami – nie mogą utrzymywać z nimi żadnych kontaktów. Do tego stopnia, że za złamanie tego zakazu samemu można zostać wykluczonym ze zboru. Byłem zżyty z rodzicami, a tu w 2001 r. mój tata został wykluczony, teraz moja mama. Strasznie mnie to dołowało! Dostałem w pracy ataku paniki, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, wezwano pogotowie… Wpadłem w głęboką depresję, miałem myśli samobójcze, potrzebne było leczenie. Liczyłem wtedy na wsparcie moich sióstr, ale go nie otrzymałem.

 

Boże, jaki Ty jesteś?

W miarę szybko wyszedłem z depresji, do pracy wróciłem po trzech miesiącach. Ale wydawało mi się, jakby Bóg się ode mnie oddalał. Pamiętam pewną noc, gdy nie mogłem zasnąć i myślałem o Nim. Po raz pierwszy od roku zacząłem się modlić: „Boże, jeśli Ty jesteś gdziekolwiek – bo ja już nie wiem, czy Ty jesteś i gdzie mam Cię szukać – to mi to pokaż! Pokaż mi, gdzie mam iść, gdzie Ciebie szukać, bo ja jestem zagubiony. Ale jeśli Ty jesteś, to mi to pokaż”. To była noc nieprzespana, przepłakana i przemodlona. Moment przełomowy… Kiedyś zacząłem się zastanawiać nad podejściem świadków Jehowy do świąt (mówili, że są komercyjne). A ponieważ lubię wszystko sprawdzić, to zacząłem dużo czytać na ten temat. Im więcej czytałem na temat religii katolickiej, tym bardziej widziałem wielki kontrast. Pomyślałem sobie, że nie znam doktryny katolików i chcę chociaż poznać, w co wierzą. Postanowiłem sobie przeczytać ich Pismo Święte.


Słowo Boże jest żywe i skuteczne

Od tego czasu miałem myśl, żeby przed lekturą Pisma Świętego pomodlić się modlitwą Ojcze nasz. Świadkowie Jehowy z jednej strony uważają ją za wzorcową, a z drugiej – nie modlą się nią. A to był kolejny punkt przełomowy, bo podczas lektury działo się coś niesamowitego: na nowo zaczynałem rozumieć tę księgę! Zacząłem zauważać nieścisłości w naukach świadków Jehowy, czytałem komentarze i objaśnienia w Piśmie Świętym. Zastanawiałem się na przykład, dlaczego w tekście występuje słowo Adonai, Kyrios, a nie ma imienia Jahwe. Jak to jest, że świadkowie Jehowy umieszczają to imię w Nowym Testamencie? To podstawowa rzecz – oni je umieszczają, a tego imienia nie ma w oryginalnych tekstach Nowego Testamentu! Postanowiłem to zbadać. Zajrzałem do książki „Wnikliwe badanie Pism” – najbardziej rozbudowanej encyklopedii, jaką wydali świadkowie Jehowy. Jest tam napisane, że imię to nie występuje w żadnych znanych rękopisach – czyli w Nowym Testamencie nie ma takiego imienia! Sugerują więc, że kopiści w starożytności… zastąpili to imię słowami Kyrios lub Adonai. Ta nieścisłość bardzo mnie uderzyła, bo właśnie na takich rzeczach w dużej mierze świadkowie się opierają. Mówią, że mają pewność co do czegoś, co jest najwyżej „prawdopodobne”. Tutaj zaczęły się moje wielkie wątpliwości, bo takich nieścisłości było bardzo dużo. Przez kilka miesięcy codziennie czytałem Pismo Święte i doszukiwałem się nowych rzeczy.

 

A jednak Bóg jest w Kościele katolickim!

W tym czasie zacząłem śledzić czytania na każdy dzień i dzięki temu zainteresowałem się świętymi: dlaczego są święci, co to znaczy. A im więcej dowiadywałem się o Kościele, tym bardziej mój poprzedni obraz Kościoła okazywał się nieprawdziwy (świadkowie uważają, że wszyscy, którzy należą do Kościoła, zginą w Armagedonie). Nie mogłem się z tym zgodzić – znałem z pracy wspaniałych katolików, którzy byli dla mnie przykładem życia chrześcijańskiego. Oni też zachęcili mnie do słuchania Radia Niepokalanów. Po depresji przestałem się już tak angażować, do chodzenia po domach wręcz się zmuszałem, czułem się w tym bardzo nieszczęśliwy. Ale im mniej się angażowałem, tym gorsze relacje miałem z innymi świadkami Jehowy, bo inni zaczęli się ode mnie odsuwać. Traciłem przyjaciół, a przecież jako świadek Jehowy nie nawiązywałem żadnych relacji poza zborem. Ucierpiał też mój związek, bo żona była bardzo zaangażowana. W tamtym czasie moje życie po prostu nie istniało: wracałem z pracy i spędzałem czas samotnie. Ale też dużo się modliłem, czytałem i prosiłem Boga, żeby w jakiś sposób mi pomógł. W sierpniu usłyszałem w radio, że będzie pielgrzymka na Jasną Górę i można przekazać jej swoją intencję. Zrobiłem wtedy coś nielegalnego – wysłałem intencję z prośbą o uwolnienie mnie od świadków Jehowy. Modliłem się też o potwierdzenie, że Bóg jest w Kościele katolickim. Prosiłem Go, aby tym znakiem było otrzymanie różańca…

 

Odejście od świadków Jehowy

Napisałem do zboru list, w którym poinformowałem o decyzji odejścia. Byłem świadomy konsekwencji, jakie to za sobą pociągnie: że moje 5 sióstr, brat oraz ich rodziny nie będą mogli utrzymywać ze mną żadnych kontaktów. To była bardzo trudna decyzja. Jedna z sióstr napisała do mnie po moim odejściu: „Żegnaj. Śmierć duchowa. To nasza ostatnia rozmowa”. Reszta po prostu się nie odzywała. Dawni znajomi odwracali głowy, kiedy widzieli mnie na ulicy. A najgorsze dopiero przyszło – żona nie potrafiła już zaufać komuś, kto odszedł od świadków Jehowy i poszedł do Kościoła, więc żyliśmy w separacji. Byłem tym bardzo rozbity… Ale już następnego dnia Bóg zaczął realizować moją prośbę o różaniec. Wracając z pracy do domu, znalazłem kartkę z informacją, że jeśli prześlę ją na wskazany adres – w zamian wyślą mi różaniec. Dla mnie to był znak od Boga! Później też dostawałem potwierdzenia, że Matka Boża szczególnie nade mną czuwa i prowadzi mnie do Kościoła. Pewnego dnia na modlitwie bardzo wyraźnie zobaczyłem obraz Matki Bożej przede mną – takiej, jak z ikony częstochowskiej. Mam dzisiaj wielką miłość do Maryi, dziękuję jej, że poprowadziła mnie do Chrystusa i okazała mi taką łaskę. Tak odpowiedziała na intencję, którą wysłałem do pielgrzymki idącej na Jasną Górę.

 

Powrót do Kościoła

Zacząłem szukać miejsca, gdzie mógłbym powrócić na łono Kościoła katolickiego, do którego należałem w dzieciństwie. Modliłem się, aby Bóg mi pokazał, gdzie i do kogo mam iść. Poszedłem do najbliższego kościoła i tam, po kilku nieudanych próbach rozmowy z księżmi, trafiłem na takiego, który odesłał mnie do oo. jezuitów w Łodzi, gdzie ex-świadkowie Jehowy mogą uzyskać pomoc. Tam spotkałem osoby ze wspólnoty Mocni w Duchu, które zaprosiły mnie na Mszę z modlitwą o uzdrowienie i na spotkania modlitewne. Byłem zaszokowany innością modlitwy na tych spotkaniach! A równocześnie dawała mi ona ogromną radość i pokój. I wiele zaczęło się zmieniać w moim życiu. Cena nawrócenia i bliskość Jezusa Zapisałem się na Seminarium Odnowy Wiary i podczas niego poczułem ogromne pragnienie pełnego uczestniczenia w Eucharystii, bycia w jedności z Chrystusem i Kościołem. Rozumiałem, że przyjęcie Komunii to wielka bliskość z Chrystusem i jedność ze wszystkimi w Kościele. Niedługo po tym – w najtrudniejszym dla mnie momencie – dostałem informację, że będę mógł przyjąć Pierwszą Komunię Świętą. Na Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie publicznie wyznałem swoją wiarę przed Kościołem i po raz pierwszy przyjąłem Jezusa. To był jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia, nie jestem w stanie opisać tego słowami!

 

Moja żona nie chciała przyjąć tej decyzji do wiadomości. Powiedziała, że to, co zrobiłem – to dla niej druga największa tragedia życiowa po śmierci jej taty. Skończyło się to najpierw separacją, później rozwodem. Straciłem też kontakt z pięcioma siostrami, bratem i siostrzeńcami). To była bardzo wysoka cena. Nie każdy rozumie, co znaczy opuścić świadków, jakie to wyniszczające doświadczenie. Ale to, jak mnie Chrystus przyjął i jak mnie kocha, jak mnie potraktował, jakich wspaniałych ludzi postawił na mojej drodze i jak wypełnił moje życie – jest nieporównywalne! Przeszedłem ze śmierci do życia! Nie jestem człowiekiem zakłamanym, a taki wcześniej się czułem. Przez lata pragnąłem bliskości, poczucia, że Chrystus jest blisko mnie, a teraz to od Niego dostałem. On jest dla mnie bardzo realny. Jego bliskość trzyma mnie w trudnych momentach, z jakimi się teraz mierzę. Nie wiem, jak moje życie dalej się potoczy, ale ufam Bogu. Maciek

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.


Konferencja dla świadków Jehowy:

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

Szum z Nieba nr 146/2018

 

 

 

Zachęcamy do książki o. Józefa Kozłowskiego SJ - "Nawrócić się, aby żyć", która pomaga przyjrzeć się własnemu życiu, dostrzec Boże pragnienia złożone w sercu każdego z nas, pokazuje Boga, który zawsze jest przy nas.  Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2018-04-06)