Wyrwani z niewoli

Łysi, w dresach, z tatuażami. Kiedy patrzy się na Piotrka i Jacka, trudno uwierzyć, że mogą cokolwiek wiedzieć o Bogu. A jednak od czterech lat jeżdżą po całej Polsce i dzielą się świadectwem swojego nawrócenia z osobami, które zostały równie mocno doświadczone przez życie. W zakładach poprawczych, więzieniach i szkołach prowadzą spotkania zatytułowane: „Ku wolności”. Oto świadectwo jednego z nich – Piotrka.

 

 

Przeżyłem piekło, gdy byłem dzieckiem. Padłem ofiarą molestowania. Trwało to jakiś czas. Ludzie, którzy to robili, zastraszyli mnie przez te wydarzenia i przez to byłem bardzo zalęknionym dzieciakiem. Pamiętam, że kiedy byłem w podstawówce, usiadłem w pokoju i powiedziałem: „Bóg nie istnieje”. Już wtedy chciałem się zabić. Jednak jakoś żyłem. Zacząłem szukać jakiegokolwiek sensu mojego życia, ale miałem pustkę w sercu. Jak mówi św. Augustyn: „Niespokojne serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, a moje serce nie spoczywało w Bogu. Zacząłem więc wrzucać do niego inne rzeczy – kradłem, paliłem, ćpałem, piłem. Gdy przeprowadziliśmy się do innego miejsca, nikt tam nie wiedział, że byłem molestowany. Poznałem kilku kolegów, którzy stali się dla mnie autorytetami. I nagle, z zalęknionego dzieciaka stałem się „kimś” – tak myślałem.

 

Zaczęły się pierwsze sprawy w sądzie i pierwsze problemy. Rzuciłem szkołę.

Zostałem aresztowany za napad na pewnego chłopaka. Siedząc w areszcie – pierwszy raz się przestraszyłem. Mówiłem, że jeśli wyjdę, to się zmienię. Wyszedłem. Nic się nie zmieniło… Jeszcze tego samego wieczoru się naćpałem. Od tego momentu moje życie bardzo mocno poszło w stronę narkotyków. Uzależniłem się. Właściwie w młodym wieku straciłem wszystko. Wpadłem w depresję. Pewnego dnia zadzwonił do mnie kolega z Gdańska i powiedział, żebym przyjechał do niego. Chciał załatwić mi robotę. Ja wtedy codziennie ćpałem i kradłem, i nic innego nie robiłem. Szukałem ukojenia w pornografii, która dawała mi chociaż odrobinę złudnego „szczęścia”. Pojechałem tam – zrozpaczony, w depresji. Podczas pobytu w Gdańsku dowiedziałem się, że wszyscy koledzy z mojej miejscowości zaczęli się ode mnie odwracać. Dzwonili do mnie z pogróżkami. Mówili, że jak wrócę, to mnie zabiją. A oni byli dla mnie wszystkim, budowałem na nich swoje życie! I teraz to legło w gruzach. Wtedy dokładnie zrozumiałem, że to, co budowałem przez całe życie – było iluzją. Chciałem się zabić. To była kulminacja zła.

 

Po nieudanej próbie samobójczej wróciłem do domu, do Łap. Byłem w okropnym stanie – przez trzy tygodnie się nie myłem.

Trzy dni później pomyślałem, żeby pójść do kościoła – choć wtedy bałem się nawet wyjść z pokoju. Poszedłem do kościoła po raz pierwszy od kilku lat. Łysy, w dresach. Większość ludzi mnie znała, bo Łapy to mała miejscowość. Ludzie znali mnie jako ćpuna i złodzieja. Usiadłem z tyłu i zobaczyłem ich wzrok. Potępiali mnie. Mimo to zostałem w kościele. W pewnym momencie zobaczyłem księdza, który spowiadał w konfesjonale. U spowiedzi byłem dotąd tylko raz, ale pomyślałem, że pójdę do niego i opowiem mu swoje życie. Miałem nadzieję, że może ten ksiądz zabierze mnie do jakiegoś ośrodka, pomoże mi. Padłem na kolana, nie znając regułki, i powiedziałem: „Słuchaj, czuję się jak śmieć, chciałbym opowiedzieć ci moje życie”. Pierwszy raz w życiu stanąłem w prawdzie o sobie. Żyłem w kłamstwie, a teraz wreszcie powiedziałem prawdę: że jestem uzależniony, że nie dam rady żyć, że jestem przygnieciony tym światem. Księdza jakby zamurowało. Po chwili ciszy powiedział do mnie: „Całe niebo cieszy się teraz twoim szczęściem. Za pokutę zmów litanię”. Wściekłem się, kiedy to usłyszałem! Przeżywałem piekło, a ksiądz powiedział, że w niebie się z tego cieszą! Nie rozumiałem jego intencji. Byłem tak wściekły, że chciałem wyjść z kościoła. Ale to, co się stało na końcu spowiedzi – zapamiętam do końca życia. Ksiądz powiedział: „Ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Kiedy wstałem, zacząłem tak płakać, że nie potrafiłem tego opanować. Całe życie chciałem pokazać, że jestem twardy, mocny, a w tym momencie – pod wpływem znaku krzyża – doświadczyłem, jakby mi serce pękło! Nigdy nie zapomnę tej chwili. Pod koniec Mszy kapłan udzielał Komunii świętej. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Mimo że nie wiedziałem, o co chodzi – poczułem, jakbym dostał lekarstwo na moje życie.

 

Szukałem tego lekarstwa w narkotykach, w pornografii, w alkoholu, bójkach, kradzieżach…A dostałem je w spowiedzi i w Komunii.

To była Msza wskrzeszająca, odradzająca mnie do życia. I od tamtego dnia zaczęła się moja największa życiowa przygoda. Koledzy mnie ścigali. Musiałem uciekać. Wyjechałem na wieś do mojej babci. Zapytałem ją, czy mogę się u niej ukrywać, ale bała się, że będę ją okradał i ćpał. W końcu się zgodziła. Przez pierwsze trzy dni cały czas myślałem o spowiedzi i Komunii. To uczucie było podobne do zakochania. Ale później przyszła pokusa. Ciało domagało się narkotyków. Wiedziałem, że nie mogę do tego wrócić. Zacząłem się modlić, żeby Bóg dał mi siłę. Podczas jednej z takich modlitw weszła babcia i… nie mogła uwierzyć, że klęczę i się modlę! Zapytała, czy bym nie chciał chodzić do kościoła, bo codziennie jest Msza w kaplicy trzy kilometry stąd. A ja na to: „To czemu od razu mi nie powiedziałaś?”. Od następnego dnia zacząłem chodzić codziennie na Msze. Przychodziły tam też trzy starsze kobiety. Siadaliśmy w czworo w jednej ławce: ja, łysy i w dresach, i one – w chustkach i nie w dresach. Pewnego dnia jedna z nich zapytała, czy zamierzam być księdzem. Odpowiedziałem, że nawet Zdrowaś Maryjo nie znam. Tego samego dnia dostałem wykład z różańca, z koronki, z litanii… Pewnego dnia te kobiety powiedziały: „Piotruś, my cię kochamy”. Nigdy wcześniej nikt mi nie pokazał, że mnie kocha! A te kobiety swoimi czynami pokazały mi swoją miłość. Wszyscy mnie zostawili, a trzy starsze panie mnie zaakceptowały. Codziennie odmawiałem z nimi różaniec i chodziłem na spacery. Były moimi najlepszymi przyjaciółkami.

 

Tak przeżyłem pierwsze sześć miesięcy po nawróceniu. I przez te pół roku spędzone na wsi zostawiłem wszystkie swoje uzależnienia.

Pewnego dnia dostałem informację, że muszę się stawić na komisariacie w Łapach. Pojechałem tam i spotkałem kolegę, który kiedyś mówił, że mnie zabije. Podszedł do mnie zapytał: „Co tam słychać? Gdzie ty byłeś?”. Zaprosił mnie też na imprezę. Nie wiedziałem, o co chodzi: albo mi odpuścili, albo chcą mnie tam zwabić. Nie chciałem żyć w lęku, więc poszedłem na tę imprezę. A tam muzyka, alkohol, narkotyki, same najgorsze rzeczy. Kiedy koledzy mnie zobaczyli, muzyka zgasła. Wysypali towar na stół – „Masz, naćpaj się”. Powiedziałem do nich: „Ja już nie ćpam”. Cisza. Powiedziałem jeszcze: „Uwierzyłem w Boga”. Myśleli, że wstąpiłem do sekty. Zaczęli ze mnie szydzić. Nie chciałem tego słuchać, więc wyszedłem. Powiedziałem tylko: „Będę się za was modlił, idę do kościoła”.

 

Stałem się pośmiewiskiem dla moich kolegów, ale próbowałem ich nawracać. Podchodziłem do nich i mówiłem, że Jezus jest miłością.

Dawałem im obrazki, wciskałem różańce. A oni się śmiali. Wtedy zrozumiałem, że jedyną osobą, na której mogę polegać, jest Jezus Chrystus. W Nim odnalazłem siłę. A jednak po pewnym czasie koledzy sami zaczęli do mnie przychodzić. Jeden z nich, który siedział w więzieniu za pobicie policjanta, wyspowiadał się po piętnastu latach. Inny, kiedyś wicemistrz Polski w MMA (mieszane sztuki walki), wstąpił do zakonu. Ale byli też tacy, którzy się nie nawrócili. Cztery lata temu, na rekolekcjach o. Jamesa Manjackala poznałem Jacka. Wśród 1500 osób wypatrzyłem kogoś z łysą głową i tatuażami na szyi. Zaczęliśmy rozmawiać. Jacek też miał doświadczenie spowiedzi w najgorszym momencie swojego życia. Teraz razem jeździmy do różnych miejsc: poprawczaków, więzień, szkół. Stworzyliśmy też fundację „Wyrwani z niewoli”, a Jacek nagrywa płyty hiphopowe z przekazem ewangelizacyjnym. Od sześciu lat trwa największa przygoda mojego życia. Jestem całkowicie wolny od narkotyków, alkoholu i innych form uzależnień. Czuję się wolny. Szukałem tej wolności w świecie i w tym, co on proponuje, ale nie znalazłem. To nie pasowało do mojego serca. Świat nie pasuje do niczyjego serca. Trzeba budować na Chrystusie.

Piotr

 

Więcej o nas na stronie: www.wyrwanizniewoli.pl oraz www.facebook.com/wyrwanizniewoli

 

 

Szum z Nieba nr 126/2014

 

 

 

 

 

Masz dość swojego dotychczasowego życia i potrzebujesz nawrócenia? Sięgnij po tę płytę i pozwól działać Bogu. Rekolekcje "Z grzechu do wolności" o. Remigiusza Recława SJ - więcej tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2014-11-29)