Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 36 gości 

Ewangelizując, sami potrzebujemy nieustannego nawrócenia, odświeżenia naszych sił, dynamizmu i zapału do głoszenia. Bóg nas powołuje, abyśmy byli długodystansowcami. Sprinter biegnie szybko, ale też szybko się męczy. Bóg potrzebuje nas na długie dystanse. Ważne, że idziemy do przodu. Nie chodzi o szybkość, ale aby ciągle iść – obojętnie gdzie teraz jesteśmy. Musimy nawzajem uczyć się od siebie, pytając się, czy metody działania innych wspólnot można zastosować również w naszych.
Michelle Moran


 

Nie po swojemu

Bóg daje mi pragnienia, marzenia, ale nie w oderwaniu od POSŁUSZEŃSTWA przełożonym. Ja mogę dużo rzeczy chcieć i pragnąć, ale najważniejsze jest, by w modlitwie oddawać te pragnienia Bogu, bo one od Niego pochodzą, nie ode mnie.

 

Na Forum Charyzmatyczne o rozeznawaniu duchowym, które odbyło się w lutym br. w Tarnowie, zgłosiłam się na długo przed jego rozpoczęciem. Chciałam tam pojechać z potrzeby serca. W Forum uczestniczyło ok. 800 osób oraz 100 posługujących. W całości było one poświęcone walce duchowej i rozeznawaniu. Podczas tego wydarzenia panowała niesamowita atmosfera. Ludzie byli bardzo życzliwi. Czuć było ich otwartość – miejscowi zachowywali się jak gospodarze. Ci, którzy przychodzili z zewnątrz, byli zauważeni, zaakceptowani, przyjęci. Na każde pytanie mogliśmy otrzymać serdeczną odpowiedź. Widać było wspólnotę, szczególnie podczas modlitwy, gdy wszyscy byli razem, w Panu Bogu złączeni Eucharystią. Czuło się jedność, nie było podziałów (jedni sobie, drudzy sobie). To był jeden wielki powiew Ducha Świętego. To był dla mnie bardzo ważny czas.

 

Okazało się, że przed samym wyjazdem na Forum miałam bardzo trudne doświadczenia w moim życiu, które mocno wpłynęły na mój stan ducha i zewnętrzne zachowania. Łatwo dało się zauważyć, że jestem smutna, zadumana, a czasami nawet wycofana. Jadąc na Forum, oddawałam wszystkie troski Bogu w zaufaniu, że On chce mi dać w tym czasie to, co jest mi potrzebne. Bardzo wiele mi dały konferencje, pokazały kierunek: jak rozeznać sytuację, w której się znalazłam, a jednocześnie – jak walczyć duchowo, by nie popaść w strapienie, czy nie wchodzić w destrukcyjne myśli. Bardzo mnie poruszyła konferencja Ingi Pozorskiej i o. Remigiusza Recława SJ – dała mi odpowiedź w zasadzie na wszystkie trudności, które pojawiły się w moim życiu. Z uwagi na to, że jestem osobą zakonną, składałam trzy śluby – czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Sytuacje, które zdarzyły się przed Forum, dotyczyły posłuszeństwa oraz zaufania Panu Bogu. A On ze wszystkich konferencji, które zostały wygłoszone, wyciągnął dla mnie jedno, najważniejsze przesłanie – POSŁUSZEŃSTWO.

 

To był dla mnie wyraźny znak, że Bóg daje mi pragnienia, marzenia, ale nie w oderwaniu od POSŁUSZEŃSTWA przełożonym. Ja mogę dużo rzeczy chcieć i pragnąć, ale najważniejsze jest, by w modlitwie oddawać te pragnienia Bogu, bo one od Niego pochodzą, nie ode mnie. Np. miałam ogromne pragnienie wyjazdu na ewangelizację. Żeby móc pojechać – potrzebowałam zgody moich przełożonych. Miałam dobre chęci, pozytywne nastawienie: „chcę pojechać”. Przez usta innych osób odczytałam zaproszenie do tego wyjazdu. Zgodnie z moim rozeznaniem – był to wyjazd dla mnie. Dostałam jednak odpowiedź odmowną: w tym roku nie pojadę. Dla mnie to było trudne – poczułam rozgoryczenie w sercu. Jednak przyjęłam to ostatecznie jako wolę Boga względem mnie. Nie mam o to żalu czy pretensji. Co więcej – z mojego serca popłynęła modlitwa wdzięczności za przełożonych. Jak również za to, że zrozumiałam, że moja ewangelizacja może wyglądać inaczej niż ją sobie wyobrażałam – że w tej sytuacji mam być dzisiaj, tutaj – nie tam, gdzie chciałam pojechać. Zobaczyłam, że wola Boża najpełniej zostanie zrealizowana przeze mnie właśnie w posłuszeństwie. Ofiarna postawa mojego serca i zaufanie do Niego są ważniejsze niż wyjazd ewangelizacyjny.

 

Z doświadczenia wiem, że niejedną osobę zakonną posłuszeństwo uratowało. Śluby oznaczają, że ślubuję posłuszeństwo Bogu na ręce przełożonych i to ja odpowiadam za wierność ślubom w stosunku do nich. W takiej sytuacji, jeśli przełożona mi czegoś zabrania – to ona podejmuje decyzję i bierze na siebie konsekwencje tej decyzji, przejmuje za nią odpowiedzialność, a ja mam czyste serce przed Bogiem i poczucie wypełnienia polecenia, nawet jeśli się z nim wewnętrznie nie utożsamiam. Najważniejszym owocem tego czasu jest dla mnie ogromny pokój, który mam w sercu. Również – rozpoznanie, jaki ma być kierunek mojej drogi, czego Pan ode mnie chce. A przede wszystkim ogromna radość i satysfakcja. Także Boża obecność i zachęta, bym w POSŁUSZEŃSTWIE przełożonym wykonywała to, do czego On mnie zaprasza. Na pewno mam pójść w kierunku ewangelizacyjnym, być iskrą, która przemienia rzeczywistość, w której żyję, głosić ewangelię wśród swoich. Być otwartą wobec tych, którzy chcą ze mną rozmawiać. Pan Bóg najbardziej zaprasza do ewangelizacji w moim własnym środowisku, a jest to środowisko najtrudniejsze, najtrudniej bowiem mówi się do swoich. Np. dane mi było powiedzieć świadectwo do Wyższych Przełożonych Zgromadzeń Zakonnych w Polsce oraz do sióstr przełożonych z mojego zgromadzenia. Widzę, jak Bóg otwiera moje serce, by służyć swoim, by pomagać im bardziej się otworzyć na działanie Ducha Świętego. Bym widziała potrzeby dzisiejszego świata i na nie odpowiadała, ale nie po swojemu.

 

Szum z Nieba nr 122/2014

 

 

 

 

 

 

Szczególnie polecamy płytę Mocnych w duchu "Fundamentem jest miłość"- więcej tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2014-04-04)