Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 111 gości 

Gdy ktoś z tobą nie rozmawia, ty z nim rozmawiaj, gdy ktoś ciebie nie dostrzega, ty go dostrzegaj; gdy ktoś twojego wzroku unika, ty się nastręczaj ze swoim spojrzeniem; gdy ktoś zapomina tobie usłużyć, ty go staraj się obsłużyć. Ty pierwszy, ty zawsze kochaj pierwszy.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 26.12.1974)

 

Obudzić Kraków

Nie wiedziałem, jak dziękować Panu za dobroć i moc, którą okazał. Jak wielkiego szoku musieli doznać niektórzy obecni na stadionie w Krakowie! Część z nich nie spodziewała się czegoś takiego. To nie było chrześcijaństwo, które znali z Mszy niedzielnych czy katechezy. To było coś zupełnie innego. To była nowa ewangelizacja.

 

W dniach 19-21 października br. z inicjatywy i przy prowadzeniu ks. bp. Grzegorza Rysia odbyła się ewangelizacja Krakowa pod hasłem „Bliżej, mocniej, więcej”.


Projekt był adresowany zarówno do ludzi żyjących w Kościele, aby ożywić ich wiarę i pobudzić do bliższej relacji z Jezusem, jak i do tych, którzy z różnych powodów nie wierzą w Boga lub od Niego odeszli. Te trzy dni były poprzedzone rocznymi przygotowaniami, serią mniejszych akcji i spotkań ewangelizacyjno-modlitewnych. Główna część programu odbyła się na stadionie Cracovii. Na płycie boiska rozstawiono scenę, na której wszystko miało się dziać. Wraz z nadchodzącą ewangelizacją Krakowa narastały we mnie wątpliwości i obawy, czy cała akcja wypali. Wcześniej zachwycałem się przygotowaniami, modlitwami w intencji wydarzenia oraz strategią promocji podjętą na bardzo wysokim poziomie. Teraz zbliżał się moment, kiedy miało się okazać, na ile to wszystko było trafne, a przede wszystkim Boże. Czy ludzie przyjdą? Czy będą jakieś nawrócenia? Czy ewangelizacja Krakowa będzie faktycznie NOWĄ ewangelizacją, czy tylko powielaniem w nieco inny sposób starych, nieaktualnych już schematów?

 

BRYGADA WSTAWIENNIKÓW

Gdy pierwszego dnia przyszliśmy na miejsce – stadion był prawie pusty. Pojedyncze grupki ludzi porozrzucane po trybunach, słuchające koncertu chóru gospel. Widok demotywujący. Na szczęście wszystko miało się niedługo zmienić. Byliśmy w brygadzie wstawienników (w sumie było nas około 500). Drugiego dnia mieliśmy za zadanie modlić się za tych, którzy poproszą o modlitwę, natomiast pierwszego dnia mieliśmy po prostu modlić się za całe wydarzenie i swoim uczestnictwem rozkręcić ludzi na trybunach. Przy tak małej liczbie uczestników to zadanie wydawało się bezsensowne. Ale zaczęliśmy się modlić i śpiewać. I coś się stało, bo modlitwa i śpiew dla Pana tak nas wciągnęły, że liczba uczestników, czy zewnętrzny wstyd w ogóle przestały się liczyć. Liczył się tylko Jezus. Śpiewaliśmy więc, tańczyliśmy, klaskaliśmy, a ludzie coraz liczniej się schodzili i dołączali do nas. Ostatecznie około godziny 17, kiedy skończyły się koncerty zespołów, a zaczęła część ewangelizacyjna, stadion wypełniało ok. 10 tysięcy radosnych ludzi, uwielbiających Pana.

 

RAZEM W CHRYSTUSIE

Pierwszego dnia wszystkie Kościoły krakowskie zjednoczyły się wokół Słowa Bożego. Poza nami byli również bracia z Kościoła prawosławnego i Kościołów protestanckich. Bp Grzegorz Ryś mówił do nas, żebyśmy nie kłócili się między sobą, ale stali razem jako chrześcijanie, by w imię Jezusa głosić Ewangelię w Krakowie. Jego słowa wzbudziły na trybunach euforię. Odczytaliśmy fragment z Ewangelii św. Jana o spotkaniu Jezusa z Nikodemem. Poproszono przedstawicieli każdego z Kościołów o komentarz na temat tego tekstu, po czym wszyscy modliliśmy się w milczeniu, słuchając, co Pan chce nam powiedzieć. Naszą odpowiedzią na Słowo było uwielbienie Boga w pieśniach i modlitwie. Na sam koniec spotkania wszyscy odwróciliśmy się plecami do murawy, a twarzą na zewnątrz – w stronę miasta – i z wyciągniętymi rękami modliliśmy się wstawienniczo za cały Kraków. Ostatnim punktem programu tego dnia był marsz na Rynek Krakowski. Na czele kolumny szedł zespół „tancerzy ognia”, potężna kadzielnica, służba liturgiczna z pochodniami oraz modlący się z flagami. W centrum tego dynamicznego i barwnego korowodu był niesiony Ewangeliarz. Za nim – kilka tysięcy chrześcijan. To była procesja jak na Boże Ciało, tyle że przy bardzo żywych i mocnych pieśniach uwielbienia, z uczestnikami, których Duch Święty dopiero co napełnił swoją radością, mocą i darem wielbienia Pana. Nad miastem unosił się potężny śpiew: „Kocham, więc nie muszę się bać”, „Nasz Pan jest potężny w mocy swej”, „Jesteś życiem mym” itd. Gdy weszliśmy na Rynek, nikt nie wiedział, co się dzieje, bo to nie byli chrześcijanie, jakich się zna z gazet, czy Mszy niedzielnych. To byli chrześcijanie ożywieni Duchem Świętym.

 

JEZUS ŻYJE?!

Następnego dnia już nie było wątpliwości – wiedzieliśmy, że Bóg jest wielki, i będzie działał. Od rana grupy ewangelizacyjne chodziły po całym Krakowie, głosząc Jezusa i zapraszając na stadion, który po południu był już pełen ludzi. Spotkanie rozpoczęło się uwielbieniem Pana oraz wygłoszeniem kerygmatu. Część ludzi może po raz pierwszy usłyszała o tym, że Jezus wziął ich słabości i choroby na siebie i zaniósł je na krzyż, aby oni mogli żyć. Po tym słowie każdy miał okazję wyspowiadać się, porozmawiać z wyznaczonymi osobami lub poprosić o modlitwę wstawienniczą. Prawie dwustu kapłanów wyszło z tłumu, również na płytę boiska, i rozpoczęli posługę sakramentem pokuty. My udaliśmy się do holu, gdzie przyjmowaliśmy ludzi proszących o modlitwę wstawienniczą. Dawno nie widziałem tak wielu ludzi głęboko dotkniętych przez Pana Boga. To było widać na ich twarzach. Pan przyszedł tego wieczora do swoich, których umiłował – uzdrawiał, uwalniał, umacniał. Gdy ruszyłem z powrotem na trybuny, nie wiedziałem, jaki jest punkt programu. Bardzo mnie poruszyło to, co zobaczyłem – tłum ludzi na trybunach stał i śpiewał: „Niech nas ogarnie łaska, Panie, Twa”. Byli przejęci. Jedni płakali, inni radośnie się uśmiechali, jakby coś wielkiego zdjęto im z serca. Wpatrywali się w Jezusa w Najświętszym Sakramencie, który powoli „obchodził” boisko i błogosławił zebranych na trybunach. Prowadzono modlitwę o uzdrowienie i wielu zostało uzdrowionych. Nie wiedziałem, jak dziękować Panu za dobroć i moc, którą okazał. Jak wielkiego szoku musieli doznać niektórzy obecni na stadionie w Krakowie! Część z nich nie spodziewała się czegoś takiego. To nie było chrześcijaństwo, które znali z Mszy niedzielnych czy katechezy. To było coś zupełnie innego. To była nowa ewangelizacja.

 

ZUPEŁNIE NOWY STYL ŻYCIA

Przez ostatni rok przygotowań zrozumiałem, że dobrze jest poświęcić program i cele małej wspólnoty na rzecz większej inicjatywy. Kiedy działamy razem w jednej misji, to jesteśmy świadkami rzeczy, o których sami nigdy byśmy nie śnili. Wszyscy dobrze wiemy, że nie można zakończyć ewangelizacji na jednej akcji. To jest dopiero początek ewangelizacji Krakowa. Już wiemy, jak to robić, i poczuliśmy moc działania Ducha Świętego. Niektóre wspólnoty już kilka dni po wydarzeniu zanotowały wzrost liczby uczestników. Będziemy dalej organizować różne spotkania i akcje ewangelizacyjne w naszych wspólnotach. Na pewno wielu z nas czeka na jakiś kierunek, który wskaże bp Grzegorz Ryś. Tymczasem ewangelizacja Krakowa musi się stać dla nas wszystkich stylem życia. Ale wszyscy już wiemy, że Pan jest z nami i że nie mamy czego się bać.

Wojciech Werhun SJ

 

 

BUDZIMY KRAKÓW

30 września braliśmy udział w flashmobie (akcji zorganizowanej za pośrednictwem Internetu, której członkowie nawzajem się nie znają) pt. „Budzimy Kraków”.

Polegał on na tym, że przyszliśmy przed główną galerię handlową w Krakowie z różnymi akcesoriami przydatnymi do spania, rozłożyliśmy się i... po prostu poszliśmy spać. Z minuty na minutę obóz śpiochów się powiększał, przyciągając coraz większą liczbę gapiów. Po trzydziestu minutach wszystkie budziki zaczęły dzwonić, a my zaczęliśmy się niechętnie zbierać do wstania. Wtedy jeden z księży powiedział krótkie słowo i zaprosił wszystkich widzów na wydarzenia na stadionie – „Bliżej, Mocniej, Więcej!”.

Wzięłam udział w tej akcji, bo był to z mojej strony manifest, próba złamania schematu.

W ten sposób mogłam pokazać innym, że wierzę, że nie muszę ukrywać się ze swoją wiarą. Takie akcje pokazują, że Kościół jest żywy, że nie jest nudny, jak myśli o nim wielu młodych ludzi. W przeciwieństwie do przedstawicieli innych wyznań i religii, katolicy często wstydzą się wyrażania swoich poglądów. „Budzenie Krakowa” pozwoliło mi samej się przełamać i dać świadectwo tym nieśmiałym, którym brak odwagi, aby pokazać po czyjej są stronie.

Ania

 

 

Szum z Nieba nr 114/2012

 

 

 

 

 

Zachęcamy do lektury książki o. Remigiusza Recława SJ - "Ufni, mężni, do zadań specjalnych" - która zaprasza nas, abyśmy uwierzyli, że jesteśmy posłani w nasze środowiska, wszędzie tam, gdzie żyjemy - abyśmy nieśli innym naszą miłość i wiarę! - więcej tutaj!

 

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-11-27)