Postawić na Miłość

Kiedy ludzkie stopy postawi się na fundamencie, jakim jest Chrystus, osiągnie się szczęście. Całego człowieka ─ jego charakter, usposobienie, pragnienia, temperament… warto postawić na Chrystusie, który jest Miłością ─ mówi Karolina Barycka, solistka zespołu Mocni w Duchu, autorka tekstów i muzyki.

 

O czym jest wasza nowa płyta?

O kondycji człowieka. O tym, że bywa ona zmienna, czasem lepsza, innym razem gorsza. Jako zespół mamy bardzo bliski kontakt z ludźmi. Angażujemy się w wiele posług, prowadzimy rekolekcje, kierownictwo duchowe na rekolekcjach ignacjańskich, dlatego myślę, że widzimy z bliska problemy współczesnego człowieka, wiemy, czego mu brakuje, jakie są jego potrzeby. Ta płyta jest zatem o szukaniu i znajdowaniu Boga.

 

Tytuł jednej z piosenek stał się tytułem całej płyty. Jak powstała ta piosenka?

Pewnego razu na próbę zespołu przyszedł nasz duszpasterz, ojciec Remigiusz Recław, i zasugerował, że warto by napisać utwór odpowiedni dla Fundamentu Ćwiczeń Ignacjańskich. Inga Pozorska, kierownik zespołu, notowała to, co mówił ojciec: „Fundamentem jest Miłość, miłosierdzie, On zawsze przebacza…”. Te słowa stały się refrenem tytułowej piosenki. Fundamentem jest Miłość ─ co to znaczy? Kiedy ludzkie stopy postawi się na fundamencie, jakim jest Chrystus, osiągnie się szczęście. Całego człowieka ─ jego charakter, usposobienie, pragnienia, temperament… warto postawić na Chrystusie, który jest Miłością. Ta płyta jest naszym przepisem na szczęście.

 

Jak powstawała płyta?

Wiosną 2011 roku rozpoczęły się pierwsze próby aranżacyjne utworów. Wykorzystywaliśmy każdą wolną chwilę na tworzenie. Gdy wyjeżdżaliśmy, zabieraliśmy ze sobą sprzęt, który wykorzystujemy na próbach. Wszystko po to, by do studia wejść już najlepiej przygotowanym. Od czerwca do sierpnia tego roku prowadziliśmy nagrania. Na pierwszy ogień poszedł Adam Zgrajka, nasz perkusista, który musiał być doskonale przygotowany. Potem wszedł basista, następnie nagrywane były pozostałe gitary, fortepian i inne instrumenty klawiszowe, sekcja smyczków, a później pozostali instrumentaliści-soliści, chór i soliści-wokaliści. Jeden utwór, czyli track, ma wiele nagranych ścieżek dźwiękowych, które są razem zgrywane. Nastąpiła praca w studio nad materiałem nagraniowo zamkniętym.

 

To się nazywa miksowanie utworów?

Tak, jest to bardzo precyzyjne zajęcie, wymagające uważnego wsłuchiwania się przez wiele godzin. Abyś zrozumiała, mogłabym to porównać do robienia ciasta, do którego dodajemy wiele składników. Weźmy tiramisu, nigdy nie wyjdzie takie samo. Jednego dnia mamy ochotę dodać do niego więcej kakao, innym razem kawy lub alkoholu. Słuchamy tych nagrań z realizatorem dźwięku, Sebastianem Binderem, z którym pracowaliśmy już przy poprzednich płytach, zaprzyjaźniliśmy się i zaufaliśmy jego profesjonalizmowi. Sebastian nie jest członkiem zespołu, zatem bardzo cenne jest jego zdystansowane podejście. Bywa tak, że wchodzimy do studia z konkretnymi pomysłami, a dzięki jego inspiracji zmieniamy koncepcje, i to jest bardzo korzystne dla płyty.

 

Podejrzewam, że jest pokusa, aby każdy kawałek ulepszać i ciągle mieć nowe pomysły na jego udoskonalenie?

Można poprawiać w nieskończoność. Ale, jak wiadomo, ostatecznie utwór trzeba skończyć.

 

Ktoś mówi: „Wystarczy, jest dobrze, kończymy!”?

Bywa tak albo też osiągamy jakieś porozumienie, wybieramy jedną opcję. Np. w utworze Światłości serc bardzo dobrze na początku brzmiała moja wokaliza, ale również wspaniały saksofon Tadka Rybarczyka. Ja zrezygnowałam, bo w tym miejscu jednak lepiej zabrzmiał instrument solowy.

 

Potrzeba pokory, by dokonywać takich wyborów.

To podstawa.

 

Jak wytłumaczysz to, że wasze piosenki nie są tylko utworami muzycznymi, ale funkcjonują jako modlitwy?

Pan Bóg mówi do człowieka również językiem sztuki. Językiem uczuć, który towarzyszy muzyce.

 

Jaki składnik dodajecie do waszego tiramisu, by był on nie tylko smaczny, ale też prowadził innych do spotkania z Bogiem?

Jest to osobista modlitwa. Bez niej się nie ruszamy. Widzimy, jak ogromne ma znaczenie. Czasami awantura wisi na włosku, atmosfera gęstnieje, ale pomimo tego każde spotkanie zaczynamy i kończymy modlitwą. Najprostsze „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…” załatwia wszystko. Nawet gdy jesteśmy bardzo zmęczeni, jednoczymy się na modlitwie.

 

Jesteś również autorką tekstów. Czy piosenka z twoim tekstem, śpiewana czasami przez tysiące ludzi, robi na tobie wrażenie?

Oczywiście. Słowa, nim staną się tekstem piosenki, są moją modlitwą, ratunkiem na dany czas, najpierw wyłącznie dla mnie. Cieszą mnie samą, aby potem stać się modlitwa innych. Dzieląc się nimi, dzielę się sobą. Na płycie jest piosenka zatytułowana Zachwycony Bóg. Autorką tekstu i primy, czyli melodii wiodącej w utworze, jest Ola Kolęda. Wiem, że nim zespół zaaranżował tę piosenkę, przez długi czas jej słowa były modlitwą Oli. Tekst i melodia oczarowały nas. Na płycie ten utwór śpiewa Michał Gośliński. Inga Pozorska jest autorką wielu wspaniałych modlitw na tej płycie, np. Hosanna, Jezus czy Ty masz moc uzdrowienia. Te piosenki śpiewane z całym chórem stały się modlitwą nie tylko jej serca, ale całego zespołu.

 

Czy często zdarza się, że tekst i muzyka pochodzą od jednego autora?

Bywa tak. Słowa do Zbudź mnie są moją modlitwą, natomiast muzykę skomponowałam z Adamem Dziedzicem. W ogóle podczas pracy nad płytą doświadczyliśmy wspaniałych momentów, gdy otwieraliśmy się na Ducha Świętego, na siebie nawzajem, i wspólnie tworzyliśmy. Powstawały zatem utwory zbiorowego autorstwa.

 

To znaczy, że były słowa, wy się spotykaliście i komponowaliście muzykę?

Nie, czasami nawet słów nie było. Spotykaliśmy się, modliliśmy i zaczynaliśmy grać. Taka wolna sesja. Wtedy czujemy się jak dzieci i mamy ciekawe pomysły. Piosenka Ożyw mnie zrodziła się w ten sposób. Jest oparta na, moim zdaniem, fantastycznym pochodzie basowym Adama. Trwa przez całą piosenkę i nie nudzi się, z łatwością ułożyłam do niego tekst. Każde wypowiadane słowo ma swój rytm, tempo, naturalny bit współbrzmiący z biciem serca. Wypowiadane słowa współbrzmią zatem z muzyką.

 

Po co jest ta płyta? Rozumiem, że zgromadziliście materiał, od wydania ostatniego albumu minęło już pięć lat… Po co tworzycie?

Nadchodzi moment, gdy potrzeba czegoś nowego, by się rozwijać, szukać inspiracji. Potrzebujemy nowej modlitwy, ludzie także jej potrzebują. Piosenka Duchu Święty obiecany nam powstała bardzo spontanicznie. We wtorek były słowa i muzyka, a już w piątek graliśmy ją w Częstochowie podczas czuwania Odnowy. Czuliśmy, że tą świeżością Bóg chce nakarmić swój lud. Ten pośpiech zachwycił mnie, oznaczał, że Bóg sam tego chce. Ta prosta pieśń w krótkim czasie stała się modlitwą ogromnego tłumu. Tworzymy zatem z troski o drugiego człowieka. Ale także dla samych siebie, by nie zabijać w sobie ducha rozwoju. Nagrywanie płyty ma dla nas ogromnie ważny wymiar formacyjny, doskonalimy się przy tym również muzycznie, poznajemy siebie, własne ograniczenia, mierzymy się z nimi.

 

A co robicie na co dzień, żeby się rozwijać ?

Ćwiczymy, uczymy się, słuchamy innych i robimy tylko to, do czego mamy przekonanie. Widzimy postępy. Samo wykształcenie, umiejętność czytania nut, odtwarzanie czyjegoś utworu nie są twórcze. Każdy muzyk potrzebuje tworzyć. Przy tej płycie ogromną pracę twórczą, multiinstrumentalną wykonał Adam. Jego inspiracja muzyczna i pasja stały się fundamentem tej płyty; podobnie radość i wszechstronność muzyczna Ingi. Jej otwartość na nowe pomysły i niezawodność pozwoliły nam swobodnie szukać rozwiązań w różnych kierunkach. Inga bardzo dobrze przygotowała chór. Nagrania poszły nam wyjątkowo sprawnie. W zespole jesteśmy wszyscy od siebie zależni. Jak jednej osobie coś nie wyjdzie, to nic nie wychodzi. Ojciec Kozłowski uczył nas, że jesteśmy jedną drużyną. Gdy ktoś niedomaga, wszyscy to odczuwamy. Bardzo ważna jest wspólna odpowiedzialność. Niewątpliwie nowi członkowie zespołu kiedyś muszą się z nią zmierzyć. Jeśli starsi członkowie zespołu szanują się, dbają o siebie, to ci młodsi mogą się tego uczyć. To nie jest tylko zmówienie za kogoś co tydzień modlitwy, ale rzeczywista troska ­─ przyjaźń w Panu.

 

Nie nudzi was śpiewanie tego samego utworu czasami po raz setny?

Czy można codziennie w taki sam sposób pić kawę? Albo zawsze tak samo odmawiać Ojcze nasz? Nie, nigdy ta modlitwa nie będzie taka sama, bo od ostatniego razu wydarzyło się wiele rzeczy. Czy zakochani patrzą na siebie wciąż w taki sam sposób? Jeśli serce jest otwarte, to zawsze śpiewa się w inny sposób. Ale takie podejście wiele kosztuje. Podczas rekolekcji uczestniczymy w pięciu, sześciu Mszach dziennie i nawet gdy pojawia się jakieś zmęczenie, oddajemy je Panu. Każdy nasze animowanie modlitwy jest inne.

 

Kto jest adresatem waszej płyty?

Każdy odnajdzie w niej coś dla siebie, ponieważ wszyscy mamy serce, które czuje. Nawet zły człowiek ma serce, a gdy idzie spać, jest jak dziecko. A przecież nigdy nie jesteśmy do końca źli i ciągle w nas coś woła do Boga. To może być dobrym fundamentem, aby rozpocząć nowe życie, choćby od słuchania tej płyty.

 

Rozmawiała: Joanna Sztaudynger


 

Szum z Nieba nr 113/2012

 

 

 

Polecamy najnowszą płytę zespołu Mocni w Duchu - Fundamentem jest miłość - kliknij tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-10-02)