Jak iskry po ściernisku

Mam głęboko w serce wpisane słowa, które za Jezusem często powtarzał o. Józef Kozłowski SJ: „Panie, spraw, aby z tych, których mi dałeś, nikt nie zginął”. I jego prośbę, abyśmy dorastali i stawali sie jego „przedłużonymi ramionami”, i docierali tam, gdzie on dotrzeć nie zdoła.

 

 

Dobrze pamiętam moją modlitwę sprzed ponad dwudziestu lat, którą wypowiedziałam na wzór Maryi, gdy rozeznawaliśmy na Łodziance swoje miejsce we wspólnocie „Mocni w Duchu”: „Nie znam i nie rozumiem dróg Twoich, Panie. Nie wiem, dokąd mnie prowadzisz, ale jeśli zechcesz mnie zaprowadzić tam, gdzie nie chcę, to: oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa”. Bóg przyjął tę modlitwę i zaakceptował mój opór, moje „nie chcę”, „ale”, „jeśli”, i dwadzieścia lat później zaprowadził tam, gdzie nie chciałam – do Moskwy.

 

O. Józef (wówczas opiekun duchowy wspólnoty) miał swoją wizję rozwoju dzieła ewangelizacji, które tworzył przy kościele o. jezuitów w Łodzi. Mawiał, że „rozejdzie się” ono po świecie jak iskry po ściernisku. Wkrótce zabrałam się ochoczo (choć nie do końca z własnej woli) do tłumaczenia na język rosyjski książki o. Józefa Z grzechu do wolności. Kiedy praca została ukończona, a książka wydana, uznałam, że moja misja na tym się kończy i wycofałam sie do „swojego Nazaretu”. Ojciec sam zajął się rozsyłaniem książki za wschodnią granicę. Wówczas nie przyszłaby mi do głowy myśl, że może go zabraknąć. Ale stało się inaczej – odszedł do domu Pana dość niespodziewanie. Wygodnie było żyć w jego cieniu – brał na siebie nasze ciężary, a ja przyjmowałam to jako coś oczywistego. Jego brak sprawił, że dojrzałam do samodzielnego niesienia swego jarzma z Jezusem. Pamiętam, jak na początku lat ’90 lider „Mocnych w Duchu” zadał mi pytanie: „Widzę twoje wielkie przywiązanie do o. Józefa, a czy zastanawiałaś się nad tym, co by było, gdyby go zabrakło?”. To pytanie wówczas mnie przeraziło. Pobiegłam z tym do ojca i spytałam: „Co będzie z nami, jeśli umrzesz?!”. „Nic, nadal ci będę pomagał” – odpowiedział, uśmiechnął się i… dotrzymał słowa. Na uroczyste obchody piatej rocznicy jego śmierci w 2005r. postanowiłam przygotować do wydania rosyjską wersję jego książki Z Maryją w życie w Duchu Świętym. Kiedy podczas tej uroczystości rozdawałam książkę braciom i siostrom zza wschodniej granicy, podeszła do mnie Natalia z Moskwy. Wzięła kilka książek, zostawiła swój adres i telefon. Wkrótce potem przyszedł od niej mail, że chce dokonać korekty językowej książki. Zgodziłam się z radością. Przez długie lata modliłam się o kogoś z Rosji i właśnie ojciec przysłał mi pomoc.

 

Wraz z o. Remigiuszem Recławem SJ (kontynuatorem dzieł powstałych z natchnienia o. Józefa) doszliśmy do wniosku, że książka Z grzechu do wolności jest bardziej „nośna”, więc lepiej niech Natalia nią się zajmie. Minęły dwa lata. Natalia wywiązała się z zadania. Książka, choć miała być wydana na Forum Charyzmatyczne w październiku 2011 r., nie ukazała się. Wiosną wydarzyła się katastrofa samolotowa w Smoleńsku i ona była dla mnie znakiem, jak ważne jest, by nieść ludziom Dobrą Nowinę. Mój proboszcz, ks. Stanisław Banach, w tamtym czasie wyruszył z pielgrzymką do Katynia, a po powrocie powiedział, że miał wiele pięknych i dobrych spotkań z Rosjanami. Żałował, że nie miał ze sobą „tych moich rosyjskich książeczek”. Odczytałam to jako napomnienie. Zaniedbałam dobro, a o. Józef przestrzegał, by być czujnym i tego nie robić. Najszybciej jak mogłam naprawiłam ten błąd i wysłałam do Moskwy paczkę z książkami. Wtedy Natalia przez polskich misjonarzy werbistów zaprosiła mnie do Moskwy, bym zaprezentowała książkę. Przekonałam się tam, że jest ona rzeczywiście „nośna” – zaniosła mnie do Moskwy (mimo moich oporów), abym tam niosła Dobrą Nowinę. Przypomniała mi też, bym najpierw szukała królestwa Bożego, a wszystko inne będzie mi dodane. Tuż przed wyjazdem piętrzyły się trudności. Odczuwałam strach i ambiwalentne uczucia wobec Rosji. Wtedy zadzwoniła Lena, swego czasu liderka łódzkiej grupy „Zwiastowanie”, i zawiadomiła mnie, że przyśnił jej się Jan Paweł II, który prosił, aby się za mnie modliła. Nie widziałyśmy się wiele lat, więc Lena nie wiedziała, dokąd się wybieram, przyszła mi jednak z pomocą w chwili utrapienia.

 

Kiedy wylądowałam w Moskwie i zamieszkałam z Natalią i Inną w małym mieszkanku na peryferiach miasta – poczułam się jak w niebie. Ból i cierpienie wywołane katastrofą w Smoleńsku, mrocznym wspomnieniem tragedii Katynia, buntem przeciwko bezsensowi kłótni polityków Bóg uzdrowił i przemienił w radość ze spotkań z braćmi i siostrami w wierze. Wszędzie byłam serdecznie przyjmowana. Zobaczyłam, że Jezus jest ten sam wczoraj i dziś, i na wieki, że tej prawdy i miłości, którą przyniósł światu, nikt i nic nie może zabić. Przekonałam się, jak bardzo o. Józef mi pomaga poprzez dar przyjaźni Natalii, która również go poznała wiele lat temu i dzięki jego modlitwie doświadczyła uzdrowienia wewnętrznego. Już wtedy została obdarowana książką Z grzechu do wolności.

 

Po spotkaniu modlitewnym „Net for God”, podczas którego prezentowałam książkę Z grzechu do wolności – ustawiła się po nią kolejka. Była tam para grekokatolików, którzy przybyli z Izraela, i zabrali ją ze sobą. Przy wyjściu dogoniła mnie Nina, mieszkanka Moskwy, z prośbą, by przysłać jej polską wersję książki, bo ma w Szwecji córkę, która ma przyjaciela Polaka i chce im tę książkę podarować na Boże Narodzenie.

 

W Moskwie ożyło moje wspomnienie o o. Aleksandrze Mieniu, prawosławnym, który żył w opinii świętości. Jego książką Wprowadzenie do modlitwy zachwyciłam się na początku lat ’90. Również inne jego książki przemieniały serca, podobnie jak te, które pisał o. Józef. Niedługo później dowiedziałam się, że został zamordowany, gdy spieszył na poranne nabożeństwo do cerkwi w Nowej Dierewni. O. Aleksander był realistą, uważnym obserwatorem rzeczywistości. W swej ubogiej cerkwi w Nowej Dierwni odbudował to, czego brakowało rosyjskiemu prawosławiu – życie wspólnotowe. Podkreślał, że Chrystus nie założył na ziemi rytualnej korporacji dla sprawowania kultu (do tego nie potrzeba było duchowego przewrotu w historii ludzkości). Wspólnota pierwszych chrześcijan gromadziła się wokół tajemnicy Bożej obecności. Modlitwa, miłosierdzie i praca – to trzy filary żywego Kościoła. Pomoc wszystkim ludziom – to abstrakcja. Realna pomoc ma miejsce tylko we wspólnocie, gdzie ludzie znają się nawzajem. Wspólnota to nie idylla, ale skomplikowany system relacji i zależności. Tworzy ona rodzinę, która umacnia, inspiruje, wychowuje, uczy, obnaża naszą ślepotę i słabości. (Wieści prawosławne 2006/2). Tak właśnie zawsze przeżywałam swoją obecność we wspólnotach o. jezuitów w Łodzi, w Ognisku Miłości w Rogowie i w mojej parafii w Głownie. Zawsze wracam do nich jak do rodziny. Do ludzi, których znam. Taką wspólnotą były dla mnie przez dwa tygodnie katolickie i prawosławne kościoły w Moskwie. Moja rodzina się powiększyła.

 

Inna, która udzieliła mi gościny w swoim mieszkaniu na peryferiach Moskwy, jest prawosławną Żydówką. Wraca do domu często o północy, a po pracy (wciąż wykłada metaloznawstwo na uczelni, choć jest już po siedemdziesiątce) chodzi na spotkania wspólnot modlitewnych. Nigdy nie mówi, że jest zmęczona. Zawsze pogodna, cicha, uśmiechnięta, wielbiąca Boga. Codziennie rano widziałam ją modlącą się na kolanach przez dwie godziny. Nawróciła się i przyjęła chrzest w wieku 56 lat. Nawrócenie Inny dokonało się w cerkwi, która od 1640 r. nigdy nie była zamknięta. Nawet w okresie najcięższych represji ze strony komunistów trwała tam modlitwa. W tej świątyni Inna została pochwycona przez spojrzenie Jezusa z ikony i zaniosła się płaczem. Tak. Nie można uniknąć spojrzenia tych oczu i pozostać obojętnym. Inna opowiadała, jak tuż przed przyjęciem chrztu świętego przeżywała trwogę, czy Chrystus zechce ją, Żydówkę. Anna, która ją i wielu innych przygotowała do spotkania z Jezusem Eucharystycznym, zaśmiała się: „Inna, a Jezus to kim jest?! Czyż nie Żydem!?”. Jej strach przed Jezusem i chrześcijanami miał swe źródło w pamięci o pogromach Żydów, których doświadczyli jej dziadkowie.

 

Natalia, która zaprosiła mnie do Moskwy, prowadzi małe studio filmowe. Zaproszona na spotkanie z jej uczniami, doświadczyłam głębokiego wzruszenia, oglądając ich etiudy opowiadające o ludziach powracających do Boga. Wyrwani z dna piekła narkotyków i alkoholu świadczą o miłości Jezusa do grzeszników, o wielkiej mocy modlitwy wstawienniczej.

 

Ostatnie spotkanie z prezentacją książki o. Józefa miało miejsce w Kościele pw. św. Olgi, gdzie proboszczem jest polski werbista, o. Dariusz Pielak. Przyszło kilka osób. Słuchały w skupieniu. Zadawały pytania. Szczególnie interesowała ich Msza św. z intencją o uzdrowienie, prosili o konkretne przykłady uzdrowień, pytali, jak przeprowadzać modlitwę wstawienniczą. Na zakończenie młoda kobieta zapytała, czy nie wybrałabym się z prezentacją tej książki do Jakucji. Są tam ludzie, którzy chętnie posłuchają o ojcu i przeczytają książkę. Moja pierwsza myśl: „To niemożliwe! Jakucja! Przecież to gdzieś na końcu świata!”. Ale potem przypomniałam sobie, że książka Z grzechu do wolności jest bardzo „nośna”, a ojciec Józef prosił, byśmy byli jego przedłużonymi ramionami i dotarli tam, gdzie on nie zdoła.

Bożena Karcz

 

 

Szum z Nieba nr 114/2012

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej na temat książki o. Józefa Kozłowskiego "Z grzechu do wolności" - tutaj!

Do końca 2011 roku wydrukowano 411 000 egzemplarzy książek o. Józefa Kozłowskiego, w tym 81 500 egzemplarzy książki Z grzechu do wolności!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-11-26)