Uwielbieniowa Łódź Ratunkowa i poszukiwanie woli Bożej

Najczęściej Bóg wskazuje kierunek swojej woli przez złożenie w naszym sercu pragnienia. Bazując na tym pragnieniu, jesteśmy zachęcani do kolejnych kroków, czasem bardzo trudnych. Wierne kroczenie za tym, co mówi Bóg, prowadzi do wypełnienia się Jego woli. Pokażę tę drogę na przykładzie powstałych półtora roku temu spotkań dla młodzieży, nazwanych Uwielbieniową Łodzią Ratunkową.

 

W zespole Mocni w Duchu i wśród pracowników Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym od paru lat coraz więcej mówiliśmy o „starzeniu się” grup Odnowy. Na naszym łódzkim podwórku nie było to aż tak odczuwalne ze względu na liczną obecność studentów, jednak młodzieży szkolnej też mieliśmy mało. Pojawiło się w nas pragnienie, aby docierać do młodzieży, ale nie było pomysłu, jak to zrobić. Regularnie wspieraliśmy duszpasterstwa młodzieży podczas koncertów i rekolekcji parafialnych, ale za każdym razem były to tylko jednorazowe akcje. Modliliśmy się zatem o rozpoznanie woli Bożej co do młodzieży.

 

Bóg zaczął do nas mówić, wskazując na pewne ograniczenie, które my sami stworzyliśmy około 5 lat temu. Otóż gimnazjaliści, którzy przyjeżdżali do nas na Warsztaty Muzyczne, nie byli w stanie wejść w proponowany przez nas program.

Byli po prostu za młodzi na naszą propozycję intensywnych zajęć… Wprowadziliśmy więc ograniczenie wiekowe dla warsztatów muzycznych: dolną granicą jest wiek 16 lat. Jednocześnie stworzyliśmy Warsztaty Muzyczne dla dzieci. Ale tam gimnazjaliści niezbyt chętnie przyjeżdżali, bo program był dla dzieci, a nie dla nich. Mieliśmy zatem sytuację po ludzku poukładaną: warsztaty dedykowane do konkretnych grup wiekowych, nam pracowało się dobrze, uczestników było dużo, ale… zupełnie straciliśmy młodzież. Szybko zobaczyliśmy też, że warsztaty dla dorosłych nam się starzeją. Zewnętrznie robimy dobrą robotę: ludzie są zadowoleni, my też. Ale czy Bóg tego chce? – pytaliśmy o to na modlitwie. Ta sytuacja nie dawała nam spokoju, więc postanowiliśmy jedne warsztaty dla dorosłych przekształcić na warsztaty dla gimnazjalistów i licealistów. To był bardzo ryzykownych krok. Nie mieliśmy możliwości zwiększyć liczby warsztatów, trzeba więc było jedne zastąpić drugimi. Na warsztaty dla dorosłych przyjeżdżało prawie 200 osób. Czy rozsądnie byłoby z nich zrezygnować, a zrobić je tylko dla młodzieży? Czy młodzież w ogóle przyjedzie? Jednak skoro Bóg w naszych sercach do tego zapraszał – postanowiliśmy zaryzykować. Na pierwsze Warsztaty Muzyczne dla młodzieży przyjechało ponad 200 osób! Więcej niż dorosłych! I były bardzo dobrym wydarzeniem. To był dla nas znak, że Bóg tego chce i mamy to kontynuować. Ale wkrótce warsztaty te zaowocowały czymś, czego się nie spodziewaliśmy…

 

W kilku osobach z Mocnych w Duchu pojawiło się pragnienie, aby częściej zapraszać i gromadzić łódzką młodzież. Ponieważ temat warsztatów brzmiał: „Młodość – lubię to!”, powstała grupa o tej samej nazwie.

Zaraz po Warsztatach Muzycznych dla młodzieży uznaliśmy też, że przyszedł czas, aby zacząć robić duże spotkania uwielbieniowe tylko dla młodzieży szkolnej. Wiedzieliśmy, że będzie to kosztowało wiele wysiłku i pochłonie dużo dodatkowego czasu. Jednak komukolwiek o tym mówiliśmy – każdy błogosławił i oferował wsparcie. Pobłogosławił to dzieło także nasz biskup. Ruszyliśmy więc z przygotowaniami, aby jeszcze przed wakacjami zorganizować pierwsze spotkania. Zaczęła się promocja wydarzenia, katecheci otrzymywali indywidualne zaproszenia dla swoich uczniów. Ale w tym momencie przyszedł pierwszy, bardzo mocny atak złego. Zaskoczył nas, bo nie spodziewaliśmy się uderzenia z tej strony. Po corocznej Liturgii Paschalnej prowadzonej przez Mocnych w Duchu, przyszedł mocny atak ze strony tradycjonalistów i lefebrystów. Atak szedł dwutorowo: torpedując zarówno Liturgię Paschalną, jak i nowe dzieło dla młodzieży. Dziesiątki listów podobnej treści trafiało do kurii biskupiej i do kurii zakonnej. Na naszym kościele rozwieszano kartki, że tutaj dokonują się profanacje. W czasie Mszy świętej ktoś rzucił w jednego z jezuitów bananem. Doszło do tego, że na Mszy o uzdrowienie w Łodzi – w kościele obecna była policja w strojach cywilnych.

 

Sytuacja była napięta również w naszym gronie. Co robimy: idziemy dalej czy się wycofujemy? Jaka jest wola Boża dla tego dzieła?

Dużą pomocą byli tutaj nasi przełożeni. Pomimo ataków w internecie, mieliśmy wrażenie, że Kościół hierarchiczny otacza nas swoją opieką. Biskupi, prowincjał, proboszcz – jakby stworzyli parasol ochronny nad nami przed każdym rzutem kamieniem. Dopiero po wielu miesiącach dowiedziałem się, jak wiele tych kamieni było, bo w tamtym czasie brali nas w obronę bez słowa komentarza. Ich postawa była dla nas wyraźnym znakiem, że mamy „pracować, a na rany nie zważać” – jak mówi św. Ignacy. Dzieło wystartowało, nazwaliśmy je Uwielbieniową Łodzią Ratunkową. Na pierwszym spotkaniu było ok. 500 osób, na drugim ok. 300. Potem przyszły wakacje. Rozeznany plan został zrealizowany: zacząć dzieło przed wakacjami. Wiedzieliśmy, że gdy inicjatywa już wystartuje, od nowego roku szkolnego będzie łatwiej. Jednak nowy rok wcale nie okazał się łatwiejszy. Pomimo ponownego drukowania eleganckich zaproszeń – raz przyszło 300 osób, a potem jeszcze mniej. W naszym kościele mamy 1600 miejsc siedzących, więc przy dwustu osobach kościół wydawał się pusty. Stawiałem wtedy Bogu pytania, czy na pewno On chce tego dzieła? Gdy rozmawiałem o tym z osobami z zespołu Mocni w Duchu – okazało się, że oni nie mieli takich wątpliwości. Ale ja miałem potężne, a ostatecznie to ja podejmowałem decyzje, czy coś kontynuujemy, czy nie. Prosiłem więc Boga o znak, w którym potwierdziłby, że chce tych spotkań z młodzieżą. Sam byłem gotowy w każdym momencie powiedzieć: „Robimy teraz ostatnią Uwielbieniową Łódź Ratunkową”. Nakład pracowników i sił, które wkładaliśmy w dzieło, był niewspółmierny do zainteresowania tą inicjatywą.

 

Bóg nie kazał na siebie długo czekać. Pod koniec października otrzymałem telefon, że ksiądz biskup przyjdzie na Uwielbieniową Łódź Ratunkową. Przyszedł i był obecny od początku do końca!

To było spotkanie, na którym było najmniej młodzieży. Ale dostaliśmy wówczas wyraźny komunikat od biskupa: Kościół tego potrzebuje. Mamy nie zrażać się trudnościami, ale kontynuować. Od tego momentu ściślej współpracujemy z wydziałem duszpasterskim w tworzeniu tego dzieła. Po wizycie księdza biskupa jakbyśmy dostali nowego wiatru w żagle! Grupa „Młodość – lubię to!” coraz bardziej angażowała się w tę inicjatywę. Na każdym spotkaniu widzieliśmy lekki wzrost liczby młodzieży. Katecheci i nauczyciele, którzy przychodzą i przyjeżdżają z młodzieżą, zaczęli nam mówić o owocach tych spotkań. Dowiedzieliśmy się, że jest wielu młodych, którzy zaczęli przychodzić do kościoła z radością. Na razie tylko raz w miesiącu, na Uwielbieniową Łódź Ratunkową, ale to dobry początek.

 

W marcu 2016 r. Bóg wynagrodził nam trud czekania. Na spotkaniu mieliśmy specjalnego gościa – aktora uwielbianego przez młodzież. Tego dnia na Łódź Ratunkową przyszło ok. 1500 młodych ludzi.

Byli wśród nich także młodzi zupełnie niezorientowani, co się dzieje w kościele. Wielu było pierwszy raz w kościele po długiej przerwie. Widzieliśmy, że młodzież była zupełnie inna na początku śpiewów i modlitwy – a zupełnie inna wychodziła z kościoła. Uwielbieniowa Łódź Ratunkowa nabrała rozpędu! Proces rozeznawania woli Bożej w tym czasie był trudny, kosztował nas dużo sił i emocji. Akurat przy Łodzi Ratunkowej Bóg oczekiwał od nas wiernego CZEKANIA. Hartował nas w mocnym ogniu – ale też dzieło rozwinęło się szybko. Doświadczyliśmy, że On sam się o wszystko troszczył. Patrząc na dotychczasowe doświadczenie przy powstawaniu innych dzieł – widzę, że sytuacje były bardzo różne. Np. gdy w procesie rozeznawania był popełniony jakiś błąd, trzeba było się cofnąć o kilka kroków, aby podjąć właściwy kierunek. Bywało też i tak, że dane dzieło było zrobione za szybko albo z niewłaściwymi osobami – ogólnie mówiąc: nie do końca zostało rozeznane i trzeba je było po prostu zamknąć. Doświadczyłem i tego. Dziś wiem, że w szukanie i znajdowanie woli Bożej wpisane są błędy, ale nie można się bać ich popełniania. Zawsze potrzeba dużo modlitwy osobistej i świadomości, że nie od razu przyjdzie odpowiedź. Często też odpowiedź jest nie taka, jakiej byśmy oczekiwali. Chcemy konkretu – a Bóg daje tylko jakiś znak, który łatwo można by podważyć. Tak już jest. Bóg mówi po swojemu, ale zawsze tak, abyśmy mogli to rozpoznać. Dlatego w szukaniu woli Bożej każdy z nas powinien sam Bogu zadawać pytania i czekać na odpowiedź. A potem trzeba to robić powtórnie we wspólnocie i czekać na jedność. Natomiast gdy Bóg daje zielone światło – to czas na odważne działanie i „chodzenie po wodzie”!

.

.

Szum z Nieba nr 137/2016

 

 

 

 

Podejmując rozeznawanie zarówno w sferze osobistej jak i wspólnotowej zachęcamy do korzystania z bogactwa duchowości ignacjańskiej. Nieocenioną pomocą w procesie rozeznawania są "Reguły rozeznawania duchowego" MP3. Pięć super konferencji, trzech mówców - o. Józef Kozłowski SJ, o. Remigiusz Recław SJ, o. Zbigniew Szulczyk SJ. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

.

.

(zamieszczono 2016-10-09)