Etapy życia duchowego w rekolekcjach ignacjańskich

Podczas kolejnych tygodni rekolekcji ignacjańskich przechodzimy z Jezusem bardzo konkretną drogę rozwoju duchowego. Całe rekolekcje sprowadzają się, jak mówi ich twórca, św. Ignacy Loyola, do przenikania się dwóch momentów: przyjmować wszystko, aby odpowiedzieć Bogu we wszystkim – czyli przyjmować wszystko, co mnie spotyka, aby kochać we wszystkim.

 

Fundament to spotkanie z miłością bezwarunkową. Na I Tygodniu widzimy przeszkody w tej miłości i jeszcze większą miłość Boga pomimo tego wszystkiego. Tydzień drugi to zaproszenie od Pana do przyjaźni z Nim oraz szkoła dokonywania wyborów, w klimacie Jezusowych słów: „Chodź za Mną”. Tydzień trzeci: „Wytrwaj przy Mnie, wytrwaj nawet w bólu”. Tydzień czwarty: „Pracuj dla Mnie i ze Mną. Podejmij moją misję, czyli kochaj dla Mnie”.


Fundament

Ojciec Ignacy na początku Ćwiczeń Duchowych proponuje nam Fundament i to jest swego rodzaju rzucane nam wyzwanie: „Czy znasz taką Miłość? Spotkałeś kiedyś taką przestrzeń wolności? Nie? To chodź, a poznasz”. To jest takie zaproszenie, jakie składa ojciec, gdy chce w swoim dziecku obudzić pasję gry. Nie zaczyna mu wyjaśniać jej reguł, bo szybko by dziecko zanudził, ale mówi mu: „Chodź, zagramy”.

Na Fundamencie odkrywamy, że jesteśmy, istniejemy, ponieważ jesteśmy kochani. Zostaliśmy stworzeni z czystej miłości. Ojciec Ignacy pokazuje nam, że trzy Osoby Boskie tak bardzo się kochają, tak bardzo są na siebie otwarte, że decydują: „Chcemy mieć kogoś podobnego Nam, kto może dojść do takiego szczęścia, jak My mamy, jakim się obdarzamy i dzielimy, abyśmy mieli z kim podzielić się tą miłością”. I tworzą nas – ciebie, pięknego, niepowtarzalnego, wolnego.

Na Fundamencie dokonują się dwa absolutne przełomy w naszym życiu: odkrywasz, że jesteś stworzony – zatem nie jesteś swoim początkiem ani nie jesteś panem swojego życia, ale jesteś z miłości i przeznaczony do miłości; a drugi przełom to odkrycie, że w Bogu jesteś wolny, absolutnie wolny! A tylko ktoś, kto jest wolny i to odkrył – może najpierw przyjąć miłość, a potem sam podobnie kochać. Dziecko najpierw musi otrzymać miłość, bo inaczej całe życie będzie leczyć deficyty. A wolność jest podstawą dojrzałego kochania. Fundament pokazuje, że moje życie jest budowane nie na mojej miłości, ale na cudownej jedności i miłości Osób Trójcy Świętej. I tylko z tego źródła wypływa nasza wolność – a to znaczy, że wolność jak i miłość otrzymujemy jako dar. I dopiero kiedy zobaczymy ją tak bezgraniczną, tak bezinteresowną – będziemy gotowi bez lęku spojrzeć na przeszkody, jakie się pojawiają w tej miłości.

 

I Tydzień

Ten odcinek drogi duchowej pokazuje nam, jak nieumiejętnie postępowaliśmy z darami, które tak hojnie dał, i wciąż daje nam Bóg. W teologii, zwłaszcza po św. Augustynie, na kilka długich wieków zaciążyła doktryna, która chciała dostrzegać zasadniczo grzech jako stan pierworodny. Natomiast Ojcowie Kościoła, zwłaszcza przed Augustynem (czyli do V w.) podkreślali, że to łaska jest pierworodna – czyli to dar jest pierworodny, a nie przeszkoda w jego przyjęciu, jaką jest grzech. Najpierw dostałeś, a potem pojawiły się przeszkody. Pierwszy Tydzień pokazuje nam, że nie potrafiliśmy daru przyjąć i rozwijać go. Zaczęliśmy go używać przeciw Bogu, przeciw innym osobom (np. dominując, żeby pokazać swoją pozycję), a nawet przeciw sobie (sytuacje, kiedy sam siebie niszczyłem).

Ponieważ centralną przeszkodą w relacji z naszym Panem jest grzech, dlatego medytujemy tutaj różne sytuacje grzechu. Mamy szansę zobaczyć, jak grzech jest paskudny, jak niszczy, deprawuje i psuje to piękno, które od Boga pochodzi. Jak głęboko człowiek zbezcześcił to piękno, które otrzymał, i co zrobił z wolnością i z darami Bożymi – widać najlepiej podczas męki na Wcielonym Bogu. Krzyż to historia odrzucenia Jezusa, ale jest on tylko pewnym etapem drogi Zbawienia. W swoim życiu odrzucaliśmy Boże prawo, Boże zaproszenia, Boże pragnienia i natchnienia Ducha Świętego. To były te wszystkie momenty, gdy mówiłem Bogu: „Nie chcę Cię słuchać. Jesteś dla mnie nieważny, wynoś się z mojego serca z Twoim głosem! Ja chcę, żeby ktoś inny mnie przekonywał”. I to odrzucenie widać na krzyżu – tam widzimy Jezusa wyrzuconego z Jerozolimy i porzuconego. Ten obraz jest bardzo istotny, ponieważ z powodu grzechu, Pan jest wyrzucony z mojego serca. On jest „poza” swoją własnością. Ojciec Ignacy sugeruje w I Tygodniu – stań pod krzyżem i zobacz konsekwencje swojego grzechu. Równocześnie jednak patrz, jak Bóg jest nieprawdopodobnie wierny w swojej miłości. Zobacz, na co Go stać dla ciebie! Odpowiedzią ze strony Jezusa na nasz grzech jest bezwarunkowe, bezwzględne wybaczenie. Oferowane zawsze. W Bogu nie ma cienia gniewu i nieprzyjęcia, nie ma cienia pretensji, wyrzutu. Jedyną odpowiedzią Boga na twój grzech, na twoją nędzę – jest miłosierdzie. I zobacz, jak w Jezusie na krzyżu jest obecna troska, oczekiwanie i przyjęcie, nieskończona cierpliwość, pragnienie jednania. To jakby apel: „Człowieku, zobacz, jak Ja cię kocham! Może wreszcie narodzi się w tobie pragnienie powrotu…”. Bóg chce, aby ktoś, kto zabija, niszczy, dzieli – żył.

Ojciec Beyzym, jezuita, który pracował dla trędowatych na Madagaskarze, pisał w swoim pamiętniku: „Takiego sukinsyna jak ja – Bóg chce afirmować, Bóg chce się nim chwalić”. A to uwalnia! To jest nasze najgłębsze otwarcie: „ja już nic nie muszę” i to jest uwalniające. Co więcej, nie mogę nic zrobić, nie mogę zasłużyć na miłość Boga – mogę tylko przyjąć więcej. Po tym wszystkim, co się wydarzyło, w Jezusie nie będzie cienia żalu, wyrzutów, pretensji. W Bogu nie będzie oczekiwań, że On teraz coś daje, więc będzie chciał coś w zamian. Tu jest jedna wielka miłość dana całkowicie za darmo! Doświadczenie spotkania takiego Boga staje się źródłem uwolnienia wewnętrznego. Powraca jak refren: „Jesteś, bo jesteś kochany”. I tyle wystarczy. Dlatego stające w prawdzie ludzkie serce pyta: Jak mogę odpowiedzieć na taką cudowną bezwarunkową miłość?

 

II Tydzień

Tutaj znów spotykamy się z mistyką Ignacego, który podpowiada, że to jest moment na usłyszenie wołania Króla. Zobacz, że ten Bóg, którym wzgardziłeś, z którym się nie liczyłeś, którego odrzuciłeś i zabiłeś – dalej cię kocha i nie ma do ciebie żadnych pretensji. Więcej, On wychodzi naprzeciw, poraniony i odrzucony, wyciąga rękę i wręcz składa ci ofertę: „Chodź ze Mną. Pójdziesz?”. I od tego momentu Jego zaproszenie nie milknie. Tak jak w życiu Piotra Apostoła, który dostał w swoim życiu kilka zaproszeń i Jezus nie ustawał, a po Zmartwychwstaniu powiedział kolejny raz: „Ty paś owce moje”.

„Pójdziesz ze Mną w trudy i na bój?” – to pytanie pada na początku II Tygodnia. Tu otrzymujemy zaproszenie, aby być z Jezusem, aby wejść z Nim w zażyłość i przyjaźń. On będzie rozmiękczał i kruszył skały na dalszych etapach, sam ci to obiecuje. Ważne jest, abyś wyraził dobrą wolę, albo – jak o. Ignacy to pięknie określa – żebyś znalazł w sobie chociaż… „pragnienie pragnienia”.

Na tym etapie zmienia się nasz sposób bycia z Panem. Na I Tygodniu dużo rozważaliśmy, co Bóg zrobił dla mnie, ale z reguły to ja byłem w centrum: ja czytałem Słowo Boże, ja rozważałem je, ja zachwycałem się, ja używałem takich narzędzi jak pamięć, rozum i wola, aby Słowo Boże odnieść do mojego życia, zobaczyć miłość Boga i swój grzech. Dużo w tym było intelektu i mnie samego – bo to było moje życie, które trzeba uporządkować; mój grzech, moje odkupienie i to, co Bóg może zrobić dla mnie. Czyli generalnie: ja, ja, ja… Ten etap jest istotny dlatego, że dla Boga ja jestem najważniejszy. Ale teraz, podczas II Tygodnia, Jezus staje i mówi: „Chodź ze Mną. Od teraz odwróć uwagę od siebie i skieruj ją całkowicie na Mnie, na Źródło życia, miłości, mocy i pokoju”.

On chce się tobie dawać – udzielać już nie swoich darów, ale samego siebie. Samym sobą chce się dzielić, chce do ciebie przychodzić, więc nie warto się teraz zajmować czymkolwiek innym niż Nim. A twoje trudności Jezus albo rozwiąże, albo wejdziecie w tak głęboką zażyłość, że te problemy w ogóle przestaną mieć znaczenie. Jezus już nie mówi, co może i chce dla ciebie zrobić – On mówi, że chce zażyłości i przyjaźni.

 

III tydzień

Prawdziwa przyjaźń sprawdza się w trudnych okolicznościach: w chorobie, w bolesnym doświadczeniu odrzucenia, zranienia, w zalęknieniu, w płaczu (w radości wszyscy są naszymi przyjaciółmi).

Modlitwa miłosnej uwagi, czyli po prostu bycie i kontemplacja tego, co jest – coraz wyraźniej staje się naszym stylem życia na III i IV Tygodniu. Tu potwierdzamy nasz wybór Jezusa z II Tygodnia, i ten wybór ma się potwierdzić w trudach i przeciwnościach w III Tygodniu (i w chwale IV Tygodnia), bo to są dwie strony życia każdego z nas: radość i trudy.

Na III Tygodniu Jezus zaczyna we mnie pracować jeszcze bardziej, tzn. przemienia moje pragnienia – uczniowie dopiero po Zmartwychwstaniu zapragnęli ubóstwa, krzywd, zniewag i pokory. Do tej pory co najwyżej „obwąchiwali się” ze sztandarem Chrystusa, pod którym mieli walczyć: „Ubóstwo jeszcze przełkniemy, ale zniewagi to już mniej”. Natomiast po Zmartwychwstaniu zapragnęli wręcz cierpieć dla Chrystusa i znosić zniewagi przed Sanhedrynem.

Podczas III Tygodnia mamy nauczyć się współodczuwać z Jezusem i wytrwać w nadziei, w trudach i w bólu ukochanej osoby. Uczymy się też od Jezusa postawy uniżenia i służby, a od tego poziomu zaczyna się prawdziwa miłość. Jeśli żyjesz w małżeństwie, to wiesz, że od momentu, kiedy zaczęłaś służyć mężowi i dzieciom, uniżać się – wasz sakrament procentował. To jest styl Jezusa: służyć we wszystkim. Ukazuje to ostatnia Wieczerza, na którą Jezus przychodzi, aby dać uczniom wszystko i służyć. Ta postawa obumierania i wydawania się musi być też w tobie, jeśli jesteś zakonnikiem, księdzem, służysz Kościołowi, służysz mężowi, żonie, potomstwu. Masz obumierać. Dlaczego? Ponieważ to jest styl Jezusa.

Na III Tygodniu dokonuje się przesunięcie całej miłosnej uwagi w stronę Jezusa. Tylko On się liczy. Już nie załatwiam z Nim swoich problemików, doraźnych spraw, ale zachwycam się Panem, żyję Nim i tym, jak On poprowadzi, co powie, czego nauczy. Jeśli nie wejdę w ten styl i logikę – ucieknę przed krzyżem jak Piotr. Tu trzeba obserwować albo rosnące pragnienie trwania w Jezusie, albo narastający wewnętrzny lęk i ucieczkę od Niego. Te dwie ostatnie tendencje mogą we mnie wzrastać i wtedy będę miał pokusę, żeby się cofnąć spod krzyża.

Na tym tygodniu rekolektant często pozostaje w swym wyborze i w decyzjach, które wcześniej podjął – ale z zupełnie nową perspektywą, jakością i motywacją. Możesz widzieć teraz, że to wszystko jest możliwe i może mieć sens, ale jedynie w Jezusie, w świetle Jego mocy i zwycięstwa na krzyżu. Każde inne zwycięstwo poza krzyżem – jest iluzją i prowizorką w twoim życiu. Ważne jest uporządkowanie perspektywy wewnętrznej, tzn. uświadomienie sobie, kto za kogo swoje życie oddaje? Bóg oddaje swoje życie za mnie, czy może wciąż to ja „oddaję życie za Boga”. Tutaj widać sens tego słynnego zdania ojca Ignacego: „Ufaj Bogu tak, jakby całe powodzenie spraw zależało wyłącznie od Niego. Tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła” – czyli ufaj tak, jakby wszystko zależało od Niego, a działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie. Nie zwalaj niczego na Boga, nie zwalaj na szatana, tylko żyj i rozwijaj się.

 

IV tydzień

Ten tydzień konfrontuje nas z kolei z brakiem nadziei i naszym lękiem przed życiem. Uczniowie po śmierci Jezusa siedzą w Wieczerniku, boją się wyjść, boją się żyć. Czekają nie wiadomo na co, bo na Pana, jak widać, nie czekają. Nie wierzą, że zmartwychwstał. Z perspektywy IV Tygodnia nie mogę niczego Bogu zagwarantować. Z moich starań niewiele wynika, ale zaczynam żyć głęboką nadzieją w Panu, że On może wszystko.

Kontemplacje Zmartwychwstania Jezusa dotyczą jednego faktu, oglądanego jednak z bardzo wielu perspektyw. To są kontemplacje osobistych doświadczeń wielu uczniów Pana, a wszystkie dotyczą jednego wydarzenia zbawczego. Ono jest tak genialne, tak nieogarnione i niewyrażalne, że wymaga spojrzenia właśnie z tak wielu perspektyw, żeby coś z niego spróbować uchwycić i przyjąć w swoim sercu. To jest etap radości – nawet jeśli nam się w życiu nie powiodło, coś się nie udało, nie widzimy sukcesów. Ale mamy się nauczyć cieszyć z tego, że Jezusowi się udało! To z powodu Jego zwycięstwa mamy się radować, z powodu Jego sukcesu mamy być ludźmi szczęśliwymi – nawet pomimo braku własnych spektakularnych sukcesów. Misterium Paschalne jest tutaj całkowicie wypełnione przez Jezusa – to ogromna tajemnica. Na IV Tygodniu Jezus nieustannie znika nam z oczu. Ciągle jest przez nas rozpoznawany na nowo, a wciąż nie do ogarnięcia. Przychodzi jako Pocieszyciel, ponieważ pragnie wzmocnić nadzieję uczniów. Buduje intymność z uczniami, którzy doświadczają lęku, niepewności, wątpliwości i uciekają od realizacji powołania – czyli od misji, jaką mają zapisaną w sercach. Tutaj już nie tyle jestem zaproszony, abym realizował wolę i misję Ojca, ale żeby wola i misja Ojca stały się w pełni moją wolą i misją. Bóg przeze mnie je realizuje. Bóg jest we mnie, a nie na zewnątrz. Jest to ogromne odkrycie w życiu duchowym. To, co Boże, stanowi mój rdzeń, moją istotę, a nie jest tylko pięknym dodatkiem.

Na IV Tygodniu uczymy się nadziei. Widzimy, że uczniowie Jezusa raczej oglądają się za siebie niż z nadzieją patrzą w przyszłość – i tacy właśnie jesteśmy. Sporo przeżyliśmy już z Panem, ale wciąż są lęki, problemy, kłopoty z zawierzeniem i ufnością… A tutaj doświadczamy czegoś w rodzaju odstawienia od piersi: pozwalamy Jezusowi odchodzić, iść do Ojca – być Bogiem. Wtedy człowiek zaczyna stawać się dojrzałym chrześcijaninem – bo Chrystus wyprowadza nas na wolność, a nie do jakiejś nowej formy niewoli, tyle tylko, że teraz „niewoli” przy Jego boku. Nierzadko przecież mamy wrażenie, że po głębokim nawróceniu Jezus przywiąże mnie do siebie na nowych warunkach i zniewoli. A On mówi: „Nic z tych rzeczy, masz być wolny”. Wracamy do Fundamentu: „Jesteś, bo jesteś kochany. Dlatego masz być coraz bardziej wolny, nie masz być moją marionetką. Ja chcę z tobą dialogować jak z partnerem”. I musimy się powoli na tę inną obecność Pana godzić. A jako dojrzali chrześcijanie stajemy się bardziej odpowiedzialni, samodzielni i gotowi współpracować z Bogiem w Jego dziele zbawienia.

Na tym etapie drogi duchowej spotykamy kolejne ważne przejście: od lęku przed życiem, przed odczytaniem i podjęciem misji, od braku nadziei – do bycia mocnymi w Duchu, pełnymi nadziei w Panu, podejmującymi z Nim odpowiedzialność. Jego uczeń jest uwolniony od przywiązania do swojego obrazu Boga z przeszłości, więc teraz jest gotowy doświadczać Pana na Jego warunkach i służyć Mu w pełniejszej dyspozycyjności. Taki uczeń miłuje tych, którzy zadają mu ból i ranią go, dlatego nie cofa się w obliczu doświadczenia krzyża – bo wie, jak to się skończy. Dobrze się skończy, w Bogu się skończy, i uczeń wreszcie ma to doświadczenie.

Uczeń kocha ludzi, których spotyka wokół, bo w ten sposób miłuje Boga, którego nie widzi. Przez to jego miłość staje się głębsza i dojrzalsza, a nie przez egzaltacje i ekstazy. W modlitwie coraz bardziej stajemy się realistami, ponieważ IV Tydzień daje perspektywę i nadzieję na to, jak to wszystko się skończy i Kto wszystko trzyma w swoich rękach. Na tym etapie drogi duchowej uczeń otrzymuje zdolność szukania i odnajdywania Boga we wszystkim. Ponadto staje się kontemplatywny w działaniu, co oznacza, że staje się: uważny, słuchający, mądrze pasywny, cierpliwy, dotykający ludzkich problemów (ale niekoniecznie dający zaraz wspaniałe rozwiązania), towarzyszący, nieprzywiązany. Mądrze pasywny to wcale nie znaczy „bierny” – ale najpierw słuchający, do czego Pan go zaprasza, a dopiero potem działający. W duchowości ignacjańskiej zawsze pierwszym działającym i inicjatorem wszelkiego, nawet najmniejszego dobra, pozostaje sam Pan Bóg, i tylko On.

.

Szum z Nieba nr 140/2017

 

 

 

 

 

Książki potrzebne do kolejnych etapów rekolekcji ignacjańskich:

.

Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem

 

 

 

 

 

 

 

.

.

Spotkanie z miłosierdziem

 

 

 

 

 

 

.

.

Poznać, pokochać, naśladować

 

 

 

 

 

 

.

.

Miłość do końca

 

 

 

 

 

 

.

.

Mój Pan żyje




 

 

 

.

.

(zamieszczono 2018-08-30)

 

 

 

.

.

.