Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Nadzieja - wątła, niepozorna, ale zadziwia!

Charles Peguy napisał: „Co mnie zadziwia to nadzieja, mówi Bóg. / I nie mogę wyjść z podziwu. / Ta drobna nadzieja taka niepozorna. / Ta wątła dziewczynka nadzieja. / Nieśmiertelna”. Ta wątła dziewczynka staje się nadzieją chrześcijańską, jeśli do naszego „jeszcze nie”, czyli do niespełnienia – dodamy Chrystusowe „już”, czyli Jego zwycięstwo nad śmiercią.

 

Nadzieje i wielka nadzieja

Benedykt XVI w Spe salvi stwierdza: „człowiek ma różnorakie nadzieje, małe i większe – różne w różnych okresach życia. […] Kiedy jednak te nadzieje spełniają się […], staje się ewidentne, że człowiek potrzebuje innej nadziei, która idzie dalej”. Nadzieja ograniczona do perspektywy horyzontalnej w gruncie rzeczy nie jest nadzieją. Człowiek na płaszczyźnie czysto naturalnej nie jest bowiem w stanie znaleźć spełnienia. Jakże prawdziwe są słowa św. Augustyna: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Wielka nadzieja nie może być ludzkim wymysłem. Musi nam być dana, objawiona. Nieskończoną nadzieję może dać skończonej istocie jedynie sam Bóg. Chrześcijanin to ktoś, kto uznaje w Jezusie ostateczne Słowo Boga dające Nadzieję.

 

Nadzieja Abrahama i dom Odysa

Paweł Apostoł wysławia nadzieję Abrahama: „On wbrew nadziei uwierzył nadziei, że zostanie ojcem wielu narodów...” (Rz 4,18). Abraham był życiowym bankrutem, ale usłyszał słowo: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej...” (Rdz 12,1). Nie znał ani celu, ani samej drogi, ale oparł się na obietnicy. Człowiek nadziei jest bowiem człowiekiem obietnicy. Nadzieję Abrahama możemy lepiej zrozumieć, zestawiając go z Odysem. Bohater homerowskiej opowieści nie usłyszał żadnej obietnicy. On jedynie pamiętał swój dom rodzinny i chciał do niego wrócić. Jego wędrówka nie zmierza ku jakiejś nowej ziemi obiecanej. Chrześcijańska nadzieja wiąże się z nową koncepcją czasu. Nie ma w niej myślenia o czasie jako o wielkim kole. Nadzieja Biblii jest liniowa: od starego do czegoś nowego. „Są dwie możliwości – mówi ks. Tischner – nadzieja wedle pamięci – nadzieja Odysa – i wtedy masz zamknięty sens życia; albo pamięć wedle nadziei, a wtedy masz historię...”.

 

Rozpacz i zuchwalstwo

Są dwie fundamentalne formy braku nadziei: rozpacz i zuchwalstwo. Rozpacz to stan duchowy, w którym człowiek wypowiada „nie” dla jakiejkolwiek perspektywy wzrostu. Ojcowie Kościoła, opisując ten stan, mówili o gnuśności (łac. acedia), która jest przeciwieństwem wielkoduszności. Ten, kto poddaje się gnuśności, nie ma żadnej chęci, aby stawać się na miarę Bożego powołania. Druga postawa, zuchwalstwo, polega na przekonaniu, że dzięki własnym wysiłkom osiągnie się spełnienie. Św. Augustyn używa w tym przypadku określenia „perversa securitas”, co można by przetłumaczyć jako perwersyjne poczucie zabezpieczenia. Zuchwalca, pogrążony w samo zadowoleniu, neguje prawdę, że jego egzystencja jest darem Boga. Rozpacz i zuchwałość, choć wydają się całkowicie różnymi postawami, to spotykają się na wspólnej płaszczyźnie. Zarówno człowiek pogrążony w rozpaczy, jak i zarozumialec – rezygnują z przyszłości, jaką Bóg przygotował dla ludzi.

 

W szkole nadziei

Gdzie możemy uczyć się nadziei? Benedykt XVI wskazuje na trzy miejsca: modlitwa, cierpienie, wizja Sądu Ostatecznego. Jeśli jestem sam i nikt nie jest zainteresowany tym, co mam do powiedzenia, to Bóg jeszcze mnie słucha. Tak było z wietnamskim kard. Nguyen Van Thuan, który spędził w więzieniu 13 lat, z czego 9 w izolacji, a potem napisał książkę: „Modlitwy nadziei”. Drugim źródłem nadziei jest cierpienie, którego nie daje się uniknąć. Akceptacja cierpienia staje się wówczas nie aktem rezygnacji, ale dojrzewaniem do zjednoczenia z Chrystusem. „Ta zdolność do cierpienia zależy jednak – zauważa Benedykt XVI – od rodzaju i od miary nadziei, jaką nosimy w sobie i na jakiej budujemy”. Papież wskazuje jeszcze na perspektywę Sądu Ostatecznego jako miejsce uczenia się nadziei. Ta perspektywa daje nam bowiem nadzieję na ostateczne spełnienie zarówno sprawiedliwości, jak i miłosierdzia, których pragniemy.

.

.

.

.

Szum z Nieba nr 145/2017

 

 

 

 

Zachęcamy do książki "Między dogmatem a herezją" o. Dariusza Kowalczyka SJ, która uczy nas trzeźwego patrzenia na wiarę, odpowiada też na wiele z naszych pytań. Więcej tutaj!

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2017-02-06)