Mój dobry znajomy

Pewna kobieta przez wiele lat nosiła okulary. Jednak postanowiła coś zmienić w swoim wyglądzie i zaopatrzyła się w szkła kontaktowe. Prowadząc samochód, złamała przepisy ruchu drogowego. Kiedy policjant przejrzał jej dokumenty, powiedział: „Przecież pani powinna nosić okulary”. Ona odparła: „Mam kontakty”. A on na to: „Nieważne kogo pani zna, powinna pani nosić okulary”.

 

W naszym życiu różne tzw. znajomości mają duże znaczenie. Jeśli znamy dyrektora fabryki – znacznie łatwiej znaleźć nam pracę. Kiedy wchodzimy w nowe środowisko – dobrze, jeśli jest w nim przynajmniej jedna znana nam osoba – wtedy czujemy się pewniej. Znacznie łatwiej jest nawiązać relację z nowym człowiekiem, gdy okaże się, że mamy wspólnych znajomych – wtedy łatwiej pokonać początkowe bariery w relacji, a osoba staje się nam bliższa. Podobnie jest we wspólnocie – gdy jesteśmy w kręgu ludzi, których znamy – czujemy się bezpieczniej. Jednak na drodze do zbawienia najważniejsze jest, by naszym bliskim znajomym był Jezus Chrystus. Dlatego dobrze jest zatrzymać się na chwilę w życiu, by Go naprawdę poznać. Na początek spróbujmy wyobrazić sobie nasz dom. W pewnym momencie ktoś puka do drzwi. Okazuje się, że to Jezus. Jak byśmy zareagowali? Co zastałby, gdyby wszedł do środka? Jak byśmy zareagowali na Jego nagłe pojawienie się w naszym życiu? Co zobaczyłby w naszym sercu? I najważniejsze pytanie: czy On jest kimś, kogo dobrze znamy?

 

Poznajmy się bliżej

W relacji z Jezusem, tak jak każdą inną osobą, fundamentalną sprawą jest dialog. Tak jak w sytuacjach, gdy poznajemy drugiego człowieka i utrzymujemy z nim relację. Dobrze jest przyjrzeć się, jak to wygląda w naszym życiu z Jezusem. Czy jest bliskość, czy dystans? Dystans wobec Jezusa rodzi się z kilku powodów. Pierwszy powód związany jest z tym, czy stajemy w prawdzie o sobie, czy jest w nas postawa otwartości serca wobec Jezusa i przedstawiania Mu tego, co w nim jest. Kolejna sprawa wiąże się z umiejętnością nazywania i werbalizowania tego, co dzieje się w naszym życiu. Czy jesteśmy ludźmi, którzy świadomie przeżywają swoje życie i potrafią o nim rozmawiać? Warto przy tym pamiętać, że nasza osobowość, cechy charakteru, także te, które nazywamy wadami – to dar od Boga. Dlatego Jezus zawsze przyjmuje nas ze wszystkim, co w nas jest. Jeśli dostrzegamy w sobie słabości, to nie są one powodem, by się bać i chować, ale zaproszeniem, by doświadczyć w nich miłości Jezusa i Jego mocy. On od setek lat wybiera sobie do służby ludzi słabych i na nich polega, udzielając im swojej mocy.

 

Z Nim, czy przeciw Niemu?

Od Jezusa zawsze oddziela nas grzech i skłonność do grzechu. Podobnie jak trudne cechy naszego charakteru, z którymi zmagamy się od lat. Prosimy Boga, aby nam to odjął i… nic. Św. Paweł takie trudności nazywa „ościeniem dla ciała”, czyli miejscem, które nam nieustannie przypomina o naszej słabości i zmusza do szukania pomocy u Boga. Dlatego pierwszym krokiem, by zmniejszyć dystans miedzy mną a Jezusem, jest stanąć w prawdzie o sobie, by przekonać się, że nie zostaniemy odrzuceni. Innym problemem jest zbytnia powierzchowność – zachowujemy się i robimy tak, by być wobec Boga w porządku: chodzimy do kościoła, przyjmujemy sakramenty, nawet modlimy się, ale nie wchodzimy z Nim w relację osobową. Powoduje to pewne rozdarcie: są sfery, w których jesteśmy blisko Boga i takie, które przed Nim zamykamy. Jednocześnie stajemy się „konsumentami” łaski Bożej: otwieramy się na uzdrowienie, uwolnienie, doświadczenie tego, co jest przyjemne i nam schlebia, ale znacznie trudniej jest z odpowiedzeniem Bogu na to, do czego nas faktycznie wzywa i czego od nas wymaga, a w konsekwencji żyjemy po swojemu, według własnego uznania. Istotną płaszczyzną dla naszego życia z Bogiem są wydarzenia. Pewne sytuacje, które się dzieją i w których On objawia swoją chwałę – zmniejszają dystans między Nim a nami. Czasem spełniają one rolę „kamieni milowych” w relacji z Bogiem. Oczywiście są to bardzo ważne ogniwa na naszej drodze wiary, ale jeśli zaczniemy na nich polegać i na nich budować, to gdy ich zabraknie – relacja z Panem stanie się chłodna i obojętna. Z drugiej strony – w naszym życiu pojawiają się też wydarzenia bolesne i trudne, których sens nie od razu rozumiemy i które oddalają nas od Boga: choroba, śmierć kogoś bliskiego, utrata pracy, zdrada. Pytamy wtedy: czy Bóg to widzi, czy o tym wie, jak mógł do tego dopuścić? Jednak dość rzadko pytamy o to Boga wprost i od Niego oczekujemy odpowiedzi. Czasem tej odpowiedzi nie chcemy usłyszeć i skupiamy się jedynie na emocjach, a wtedy między nami a Nim powstaje mur nieufności. A nasze emocje nie określają tego, kim jest Bóg, i często nas od Niego oddzielają.

 

Najważniejsza jest miłość

„Specjalistą” od relacji z Jezusem był św. Jan i warto na niego patrzeć, gdy chcemy zbliżyć się do Jezusa. Jan był w Nim zakochany, jako jedyny apostoł wytrwał pod krzyżem. Ich relacja była na tyle bliska, że to właśnie jemu Jezus z krzyża powierzył opiekę nad swoją Matką. Św. Jan w swoich Listach ukazuje relację z Jezusem w sposób prosty, prawie czarno-biały. Najpierw mówi o przestrzeganiu przykazań i nauczania Jezusa. I choć jest to temat bardzo szeroki, to Jan sprowadza go do jednej najważniejszej sprawy: miłości do Boga i miłości bliźniego. A jakby na to nie patrzeć – relacja z Jezusem jest znacznie łatwiejsza niż relacja z drugim człowiekiem lub z samym sobą. Jezus jest zawsze dobry i kochający. Ludzie – rzadko tacy są. Podobnie rzecz się ma z nami – trudno jest przyjąć samego siebie takim, jakim się jest, trudno odpowiedzieć sobie na ważne pytania i zmierzyć się z własnym życiem. A św. Jan mówi wprost, że nie można mieć relacji z Bogiem, jeśli nie ma się miłości do drugiego człowieka, w tym do samego siebie. Bez miłości do siebie – nie można kochać ani Boga, ani drugiego człowieka. Miłość, lub jej brak, jest także ściśle powiązana z przebaczeniem. Brak przebaczenia – zawsze oddziela nas od Boga. Dlatego jest to dziedzina życia, której powinniśmy poświęcać szczególną uwagę, i pytać, czy nie pielęgnujemy w sercu urazy do ludzi, którzy nas skrzywdzili. Z drugiej strony – czy nie pielęgnujemy urazy do samych siebie i umiemy przebaczyć sami sobie to, co zrobiliśmy złego? Kluczową sprawą w relacji z Bogiem jest zacząć od własnego serca.

 

Bądźmy w stałym kontakcie

Warto pamiętać, że każdy z nas jest dziełem stworzonym przez Boga, a więc dziełem dobrym, choć niedoskonałym. On nas takimi stworzył, bo miał w tym swój zamysł. By być doskonałymi potrzebujemy Jezusa, a On udziela łaski stosownej do naszej słabości, nie potępia nas. Jeśli zamykamy się na naszą słabość i to, czego w sobie nie akceptujemy – nie doświadczymy w pełni miłości Boga. Jezus jest ciągle gotowy, by nasza wzajemna relacja była bliska, wciąż czeka, chce dotykać i przenikać wydarzenia z naszego życia i to, czym żyjemy obecnie. Chce okazywać miłość, uzdrawiać nas i uwalniać, zmniejszać dystans między sobą a nami oraz między nami a innymi ludźmi. Cała rzecz w tym, byśmy z tego kontaktu chcieli skorzystać.

 

 

Szum z Nieba nr 109/2012

 

Więcej o doświadczeniu spotkania z Bogiem przeczytasz w książce Emiliena Tardifa i Jose H. Prado Floresa "Jezus żyje" - kliknij tutaj

 

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2012-02-24)