Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 44 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Czy Bóg jest współuzależniony?

„Bóg daje ci cierpienie, abyś się doskonalił”, „Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże zsyła”, „To, że masz męża-alkoholika – to dar od kochającego Boga, żebyś się mogła doskonalić w cnotach” – takie zdania słyszę co jakiś czas od ludzi wierzących. O ile faktem jest, że cierpienie przeżyte z Jezusem kształci duchowo, o tyle szukanie bezpośredniej przyczyny problemów i trudności życiowych w Bogu wydaje się poważnym nadużyciem. Dlaczego?

 

KOCHAJĄCY OJCIEC

„Bóg daje cierpienie, aby wzrastać duchowo” – właśnie takie niewinne zdanie usłyszałam całkiem niedawno od koleżanki, gdy dzieliła się ze mną swoim doświadczeniem. Jako rodzic od razu przełożyłam to na własną praktykę – chciałabym np. nauczyć moje dzieci, aby umiały sobie odmawiać różnych przyjemności w okresie Wielkiego Postu. Czy będę im zostawiać na wierzchu słodycze, gdy postanowią ich nie jeść (jak radzi, niestety, jeden z psychologów w książce o wychowaniu)? Czy będę przy nich oglądać ich ulubione programy telewizyjne, żeby musiały wyjść z pokoju? Idąc dalej – czy dałabym im taką pracę, której nie znoszą, aby kształciły się w oczyszczeniu własnej woli? Czy wreszcie podsunę im w przyszłości męża lub żonę z problemem alkoholowym, aby ćwiczyły różnorakie cnoty?

Ja tego na pewno nie zrobię!

Czy zrobiłby to Bóg, który kocha nieskończenie więcej ode mnie? I czy rzeczywiście musi nam zsyłać ogrom cierpień, abyśmy byli lepsi?

 

CIERPIENIE

Rozglądam się wkoło i nie po raz pierwszy odkrywam, że każdy z nas nosi w sobie ból, cierpienie, trud. Jeśli nie Bóg to powoduje, to kto? Kto sprawia, że współmałżonek pije, krzywdzi? Kto wzbudza konflikty, awantury, niezgodę? Kochający Ojciec? 

I pytam dalej: kto powoduje, że żona okłamuje swojego męża? Albo że mąż zdradza? Czy Bóg?
Ja wybieram. Człowiek wybiera. Mąż wybiera. Żona wybiera. Oczywiście – zły podszeptuje. Ale ostateczna decyzja w drobnych krokach prowadzących do dobra należy do mnie i do ciebie. I do alkoholika, i do jego żony. Dlaczego więc konsekwencje naszej wolności i pragnienia niezależności, oddzielenia od Boga przypisujemy… Jemu samemu?

 

WSPÓŁUZALEŻNIENIE 

Z racji posługi we wspólnocie oraz pracy zawodowej (jestem psychologiem) mam szansę rozmawiać z wieloma osobami na temat ich życia osobistego. Moje doświadczenie pokazuje, że jednym z najczęstszych problemów w rodzinie jest uzależnienie. Nie tylko od alkoholu. Wiele uzależnień pozostaje nieodkrytych i nienazwanych przez lata – od pornografii, telewizji, gier komputerowych, jedzenia, seksu, ludzi (a teraz coraz częściej od społeczności internetowych) i wielu, wielu innych. Osoba, która nałogowo wykonuje jakieś czynności – pozostawia spustoszenie w sobie samej, a jej zachowania są przyczyną cierpienia najbliższych. Okazuje się jednak, że bliscy często nie nazywają problemu ani nie podejmują rozsądnego działania, które prowadziłoby do rozwiązania problemu, za to ciągle powielają utarte sposoby postępowania, które nie przynoszą efektu. W dodatku robią to z wiarą, że jest to wyrazem miłosierdzia i miłości względem bliźniego. Żona myje brudnego, pijanego męża, daje mu nowe ubrania, ścieli mu czyste łóżko. Mąż kupuje żonie kolejną paczkę papierosów, bo „przecież ona tak cierpi bez palenia”. Matka pozwala synowi kupić kolejną grę komputerową i nie ogranicza mu dostępu do internetu, bo obawia się jego agresji i wymówek. Często motywacją do takich działań jest wiara, że spełnianie czyichś żądań to przejaw miłości, że Bóg chce ode mnie takiej ofiary i wyrzeczeń, a dzięki skupieniu się na tym, jak pomóc drugiemu (i niezaspokajaniu przy tym własnych pragnień) – jestem bardziej „święty”, bliższy Bogu. Czy to prowadzi do rozwiązania problemu? Nie. To prowadzi tylko do rozwoju „choroby” współuzależnienia!

 

BÓG ŻONĄ ALKOHOLIKA?

Nic dziwnego, że wiele osób przenosi to przeświadczenie na obraz Boga i Jego miłości: Bóg w swojej wielkiej miłości zsyła mi męża po weekendowym piciu, aby go odziać, nakarmić i uleczyć jego rany. Bóg dał mi pracę, której nie cierpię, aby mnie ubogacić w cnoty. Bóg dał mi dziecko uzależnione od narkotyków, żebym nauczył się miłości bezwarunkowej? Czy to rzeczywiście prawdziwy krzyż od Pana i Zbawiciela? Nie wierzę!

 

Kochający Bóg jest zawsze z tobą – cierpi razem z tobą, nie zgadza się na zło, chce przywrócić wolność twojemu uzależnionemu współmałżonkowi czy dziecku, podsyła ci w każdym momencie choćby drobne rozwiązania – aby przynieść ulgę. Nie godzi się, aby ktoś cię krzywdził, ranił i niszczył! Pragnie, abyś był szczęśliwy. Pragnie twojego prawdziwego szczęścia – rodzinnego, zawodowego, osobistego. Pragnie twojego spełnienia w małżeństwie, w rodzicielstwie, w pracy, w domu… w każdym miejscu! Głęboko cierpi, gdy ktoś sprawia ci ból, ale cierpi też, gdy robisz coś wbrew Bożym pragnieniom złożonym w tobie.

 

ZAKOPANE PRAGNIENIA

„Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10b).
Bóg pragnie twojego szczęścia! Ale w to, okazuje się, wcale nie tak łatwo jest uwierzyć… Współuzależnienie wyniszcza – kiedy pytam bliskich osoby uzależnionej o ich pragnienia, najczęściej w pierwszym odruchu odpowiadają: żeby nie pił, nie brał narkotyków itd. Czy to jest pragnienie Boże złożone w tobie? Czy to jest to, co przygotował dla ciebie kochający Ojciec? Czy to naprawdę już twoje najwyższe szczęście?

 

Często upływa dużo czasu, zanim osoba cierpiąca dotrze do własnych, głęboko zakopanych pragnień. Zazwyczaj najpierw słyszę: „Moje pragnienia? Ja nie miałam nigdy pragnień!” albo: „Pragnienia? Nie wiem…”. A dopiero potem zaczyna się droga wyzwolenia, droga uwolnienia – droga, która z Jezusem prowadzi do oczyszczenia obrazu kochającego Taty i prawdziwej miłości. Droga, która pozwala na dostrzeżenie prawdziwego, osobistego krzyża, świadome przyjęcie go w swoim życiu i podążanie za Chrystusem drogą krzyżową. Owszem, przez Golgotę – ale do Zmartwychwstania.

 

NIE JESTEŚ SAM

Na drodze do odkrycia własnych pragnień i szczęśliwego życia pomaga przede wszystkim sam Bóg w sakramentach i modlitwie. Pragnie On jednak, byśmy otwierali się na ludzi i na to, co mogą nam ofiarować. Jeśli jest w Tobie pragnienie zmiany, bo dostrzegasz, że nie takiego życia chce dla ciebie Pan Bóg – nie wahaj się pójść za tymi pragnieniami! Ale skorzystaj z pomocy innych, aby ta nowa droga obrała dobry kierunek. To może być ksiądz, kierownik duchowy, lider wspólnoty, psycholog, terapeuta dla osób współuzależnionych, mądry przyjaciel. Warto także skorzystać z obfitości darów, jakie Pan daje wspólnotom – np. z modlitwy wstawienniczej, rekolekcji, forum charyzmatycznych. Posłuchaj uważnie tego, co Bóg chce ci przez nie powiedzieć…

 

 

 

  Szum z Nieba nr 105/2011

 

Polecamy książkę Serafino Falvo "Jak zwyciężyć depresję".

Więcej - kliknij tutaj.