Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 70 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Posłuchaj swoich pragnień

Burza pomysłów, deszcz możliwości, ogień pragnień i gwałtowny wybuch talentów – tak mniej więcej wygląda serce młodego człowieka.

Co z tego rozwijać, z czego zrezygnować, a z czym nieco poczekać?

 

 

 

Nie wierzysz, że to prawdziwe dylematy? To dodaj do nich jeszcze jeden: młody chrześcijanin staje przed faktem, że nie sam trzyma stery swojego życia, ale płynie przez nie razem z Panem Bogiem, który też ma coś do powiedzenia. Co więcej, to On jest tym, który „wie lepiej”. Jak więc pogodzić te dwie rzeczywistości – siebie i Pana Boga – by obrać właściwy kurs swojego życia?

W labiryncie fałszywego chrześcijaństwa

 

Prawdopodobnie każdy z nas zderzył się kiedyś z murem tajemnicy Bożej woli. Pan wszystko widzi, o wszystkim wie, wszystko zaplanował, przenika czas i wie, co się ze mną stanie. Jak pisze autor Psalmu 139: „Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał”. Chcąc szukać woli Pana Boga wobec mnie – mogę niebezpiecznie zbliżyć się do granic determinizmu, odgadywania zapisanego gdzieś w umyśle Boga rzekomego przeznaczenia, które jest dla mnie jedyną drogą do szczęścia.

 

Chociaż nie chodzę do wróżki, nie bawię się magicznymi kartami ani kamieniami i nie czytam horoskopów – to Pana Boga mogę traktować w „magiczny” sposób. Staję na przykład przed problemem znalezienia „drugiej połówki”, którą Pan dla mnie przeznaczył i przy każdej dziewczynie łamię sobie głowę myślami: czy to już ta przeznaczona? Chłopak rozeznający powołanie zakonne może mierzyć się z wątpliwością, czy jeżeli wybierze złą drogę, to do końca życia będzie nieszczęśliwy? Ktoś modląc się – otwiera na chybił trafił Pismo święte i usiłuje „wycisnąć” ze Słowa Bożego wskazówkę do rozwiązania swojego problemu. Lider, animator czy odpowiedzialny za jakiekolwiek dzieło drży nad każdą decyzją, przypisując jej wagę „być albo nie być”. Co gorsza – gdy po dokonaniu wyboru doświadcza trudności związanych z jego realizacją, rozdziera szaty i rozpacza nad rzekomą „pomyłką”.

 

Wszystkie te sytuacje mają wspólny mianownik: niepokój w sercu, zamieszanie i lęk, o których św. Ignacy, mistrz rozeznawania wewnętrznych poruszeń, mówi wprost, że pochodzą od złego ducha, próbującego zagłuszyć głos Pana we mnie. Człowiek nie będzie szczęśliwy, roztrząsając w nieskończoność: czy to na pewno ta osoba, czy Bóg tego chce, a co by było, gdyby… Paradoksem jest, że szukając szczęścia w ten sposób – sam nie pozwalam go sobie zaznać.

 

Jezus daje wolność i… pragnienia

 

Na szczęście Bóg chce mojego dobra i szalenie Mu na mnie zależy, dlatego widząc, jak bezradnie szamoczę się w kajdanach „przeznaczenia” – dał mi swojego Syna, który wybawił mnie przez krzyż, obdarzył wolnością i udzielił mi swojego Ducha jako Przewodnika. To Jezus w swoim człowieczeństwie najpierw pokazał, jak pełnić wolę Ojca, a teraz chce być blisko mnie, realnie obecny w moim życiu, aby mi tę wolę ukazywać. A ma w tym tylko jeden cel: „aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15, 11). Zatem, jeżeli chcę żyć w pełni, rozwijać swoje zdolności i z radością realizować pragnienia – muszę najpierw żyć z Jezusem.

 

Jestem dzieckiem Bożym i od Boga pochodzę. On, stwarzając mnie, miał w swoim boskim sercu wspaniałe pragnienia, które we mnie zapisał: „umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu” (Jr 31, 33). Ukształtował każdego z nas jako osobę wyjątkową, niepowtarzalną, z właściwym sobie sposobem bycia, upodobaniami i talentami. To wszystko już we mnie jest, budzi się, rośnie i nadaje coraz wyraźniejsze kształty moim pragnieniom. Do mnie należy troska o nie – czyli pielęgnowanie relacji z Jezusem. Bo któż inny pomoże mi poznać siebie, jak nie Ten, który mnie stworzył?

Coraz bliżej światła

 

Gdy przeżywam swoje życie razem z Panem – rozmawiając z Nim, spotykając Go w sakramentach, słuchając w Słowie Bożym i patrząc razem z Nim na siebie – zaczynam wewnętrznie dojrzewać. Zauważam, że rzeczywiście głównym celem istnienia człowieka jest to, aby „Pana, Boga swego chwalić, czcić i Jemu służyć, a przez to zbawić duszę swoją”, jak pisał św. Ignacy Loyola. A pragnąc uczynić ten cel najważniejszym w swoim życiu – dzięki natchnieniom Ducha czuję, jak mogę go realizować. Zaczynam rozumieć siebie, w moim sercu panuje coraz większy pokój, nabieram głębszego zaufania do Pana, a moje pragnienia przez Jego działanie oczyszczają się i stabilizują. Lepiej rozumiem, jakim mnie Pan uczynił i czego ode mnie oczekuje. I nawet gdybym zbłądził czy zderzył się z wielkimi trudnościami, nie stracę pewności, że Pan jest ze mną bez względu na mój wybór i nie opuści mnie, „choćbym szedł ciemną doliną” (Ps 23). 

Tajemnica pragnień

 

Boga nie da się nauczyć ani odgadnąć – podobnie jak mąż nigdy nie nauczy się ani nie odgadnie swojej żony. Bóg jest Osobą, z którą się przebywa, żyje na co dzień i którą się odkrywa. Można się z Nim nie zgadzać, można się z Nim spierać, można prosić o światło do rozeznania tego, co nosimy w sercu. Ale gdy mówimy o pragnieniach – to podstawowym, najgłębszym pragnieniem każdego człowieka jest właśnie relacja z Panem Bogiem, podobnie jak wielkim pragnieniem Boga jest relacja z człowiekiem. Gdy pozwolę się spotkać obu tym pragnieniom – moje życie nabierze najgłębszego sensu i niepowtarzalnych barw, a w moim otoczeniu i w relacjach z innymi zaczną się dziać prawdziwe cuda.

 

 

© Szum z Nieba nr 102/2010

 

Polecamy lekturę podręcznika do rozeznawania

o. Józefa Kozłowskiego SJ  "Śladami Ducha".

Więcej - kliknij tutaj.