s. Briege McKenna OSC

s. Briege McKennaSiostra Briege McKenna, klaryska pochodząca z Irlandii, powołana została przez Boga do posługi darem modlitwy wstawienniczej i uzdrawiania. Była mówcą Czuwania grup Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze w roku 1995 oraz 2002. W roku 1995 prowadziła także rekolekcje dla kapłanów oraz spotkania z klerykami, siostrami zakonnymi i grupami Odnowy w Duchu Świętym w kościele Księży Marianów w Warszawie. Z jednego z tych spotkań pochodzi poniższe świadectwo.

 

UZDROWIENIE

Do zakonu wstąpiłam przed ukończeniem 15. roku życia, a śluby złożyłam, gdy miałam 16 lat. W ciągu pierwszego roku po złożeniu ślubów, zaczęłam odczuwać dotkliwy ból w dłoniach i stopach. Ponieważ miałam dopiero 17 lat, lekarze powiedzieli moim przełożonym, że bóle te są prawdopodobnie spowodowane wzrostem organizmu. Stawiano mi wiele diagnoz, ale w końcu dowiedziałam się, że stanę się kaleką z powodu reumatoidalnego zapalenia stawów i w wieku 23 lat będę musiała poruszać się na wózku inwalidzkim.

Nigdy nie prosiłam Boga o to, abym została uzdrowiona, ponieważ nie wierzyłam, że to może się wydarzyć. Traktowałam moje cierpienie jako krzyż. Wkrótce potem zostałam oddelegowana do naszego domu w USA, z nadzieją, że ciepłe słońce Florydy mi pomoże, jednak tam stan mojego zdrowia jeszcze się pogorszył.

Pojechałam kiedyś na rekolekcje. Były wspaniałe, ponieważ prowadzący je ksiądz był bardzo otwarty na działanie Ducha Świętego. Myślę, że głód, który panował wtedy w moim sercu, nie był głodem uzyskania uzdrowienia fizycznego. Wiedziałam i wiem to teraz, że moc Ducha Świętego jest przeznaczona dla każdego. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że kiedy otworzy się swoje życie na działanie Ducha Świętego, to wszystko ulega zmianie. Przede wszystkim wiara staje się żywa.

W czasie tych rekolekcji ksiądz mówił o mocy Ducha Świętego. Jako siostra zakonna miałam wielkie pragnienie poznania Jezusa oraz otrzymania mocnej wiary. Wiedziałam, że jeżeli oddam Jezusowi całe moje życie, to wtedy będę umiała mówić o Nim i zachowywać się tak, jak ktoś zakochany w Nim. Podczas tych rekolekcji ksiądz zachęcił nas, abyśmy poprosili Pana Jezusa o cokolwiek chcemy. Zamknęłam oczy, a zaraz potem usłyszałam głos, który mówił: Briege, szukaj Mnie!

Zrozumiałam, że to oznacza: Nie oczekuj na to, że to ludzie zmienią twoje życie, bo ludzie są tylko kanałami, którymi przepływa miłość Boża. To, co może nas zmienić, to miłość i łaska od Boga. Więc kiedy tak stałam z zamkniętymi oczami, powiedziałam: Panie Jezu, proszę, pomóż mi. W tym momencie poczułam rękę, którą ktoś mi położył na głowie. Ponieważ miałam zamknięte oczy, pomyślałam, że to ksiądz podszedł do mnie (jak się później okazało – nadal stał w oddaleniu). Nieoczekiwanie odczułam, że moc przepłynęła przez całe moje ciało i zdałam sobie sprawę, że moje stopy i dłonie, zdeformowane z powodu choroby, wyprostowały się. Zostałam uzdrowiona! Jezus mnie uleczył. Podskoczyłam i zaczęłam krzyczeć: Jezu, ja wierzę, że Ty tutaj jesteś! Wierzę w Ciebie! Siedzący obok mnie pan, popatrzył na mnie i zapytał: Czy siostra dobrze się czuje? A ja na to: Ja się czuję wspaniale!

Wyobraźcie sobie banana, który jest czarny na zewnątrz, ale gdy się go obierze ze skórki, to można zobaczyć w środku biały owoc. Ja poczułam się wtedy tak, jakby ktoś mnie obrał ze skórki! Poczułam, że moje ciało jest nowe. Otworzyły się moje duchowe oczy. Zdałam sobie sprawę z tego, co było ze mną „nie tak” przed uzdrowieniem. Wiele wiedziałam o Jezusie, podobnie jak Apostołowie przed zesłaniem Ducha Świętego, którzy przebywali z Panem, widzieli cuda, słuchali nauk, tym niemniej byli pełni strachu i obaw. Kiedy przyszedł dzień Pięćdziesiątnicy, zostali przemienieni (tak bardzo, że ludzie sądzili, że są pijani). Jezus wiedział, że sami z siebie nie byliby w stanie zanieść Dobrej Nowiny światu. Wiedział również, że ani ja, ani wy nic nie możecie zrobić sami z siebie. Różnica pomiędzy tym, co było przed i po zesłaniu Ducha Świętego polega na tym, że później Apostołowie byli już przekonani, że Jezus jest Bogiem.

W Ameryce pewien ksiądz pięknie wytłumaczył, co to jest chrzest w Duchu Świętym. Użył przykładu: jeżeli się weźmie czekoladę w proszku, wsypie ją do filiżanki a potem doleje mleka, należy wszystko razem zamieszać. Wszyscy posiadamy Ducha Świętego, ale potrzebujemy takiego „zamieszania”, aby Jego moc mogła przepłynąć przez każdą część naszego „ja”.


ImagePOSŁUGA


Wkrótce po tym, co mi się przydarzyło, sama zaczęłam służyć modlitwą o uzdrowienie. Pamiętam, że byłam mocno tym przejęta, ponieważ często ludzie patrzyli się na mnie, chcieli mnie dotknąć, a kiedy otrzymywali uzdrowienie – zaczynałam się obawiać, że stanę się dla nich bożkiem. W ciągu pierwszego roku posługiwania modlitwą zobaczyłam wiele cudów. Błagałam Pana Jezusa: Jezu daj mi łaskę, abym wiedziała, jak ludzi przyciągnąć do Ciebie, a nie do siebie. Pomóż mi tak jak Maryi, abym mogła wszystkich ludzi kierować do Ciebie. I Pan dał mi wspaniałe doświadczenie, poprzez które nauczył mnie, jak przyciągać ludzi do Niego i jak pozwolić im doświadczać uzdrowienia.

Kiedyś zostałam zaproszona do Meksyku. Pewien ksiądz zapytał mnie: Siostro Briege, czy mogłaby siostra po mszy pomodlić się razem z ludźmi, którzy mieszkają na wysypiskach? Pojechaliśmy tam, obok ogromnego wysypiska śmieci zebrały się tysiące biednych ludzi. Wszyscy oczekiwali już nas i przygotowywali się do mszy, ustawili też mały stolik, który miał być ołtarzem. Tuż przed rozpoczęciem Eucharystii stara Indianka przebiła się przez tłum, niosąc jakieś zawiniątko. Kiedy zobaczyłam ją podchodzącą, pomyślałam, że niesie do ołtarza jakąś ofiarę. Gdy rozwinęła to zawiniątko – okazało się, że był to malutki chłopczyk, którego całe ciało było poparzone i brudne. Wskutek niesienia jego skóra miejscami była zdarta do żywego ciała. Chłopiec strasznie płakał z bólu. Kobieta nie wiedziała kim ja jestem, więc spojrzała na księdza i prosząco powiedziała do niego: Ojcze, znalazłam to dziecko na palącej się kupie śmieci. Nie wiem czyje ono jest, ale proszę, czy mógłby ojciec coś dla niego zrobić? Pomyślałam, że nie mamy żadnego lekarstwa, które moglibyśmy położyć na jego oparzenia. Odmówiliśmy nad nim krótką modlitwę, a następnie ojciec powiedział do tej kobiety, aby położyła dziecko pod stołem, i rozpoczął mszę.

Ta Eucharystia zmieniła całe moje życie. Kiedy ojciec powiedział do zebranych: Chcę, byście teraz wielbili Boga i dziękowali Mu za dobroć, jaką wam okazuje (a byli to ludzie, którzy materialnie nie posiadali nic, mieszkali na wysypiskach i oczywiste było, że wielu z nich było bardzo głodnych) –podnieśli ręce, zaczęli wielbić Boga i dziękować Mu. Usłyszałam w sercu, jak Jezus mówi: Ja nie wzywam ludzi do tego, aby wielbili mnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Ja wzywam mój lud, by wielbił i dziękował Mi we wszystkich okolicznościach. A kiedy mój lud nie będzie Mnie wielbił, wtedy kamienie głosić będą moją chwałę. Te słowa są też zapisane w Piśmie Świętym. Podczas konsekracji, w czasie mszy świętej kapłan wzywa Ducha Świętego, aby zstąpił na chleb i wino tak, aby zostały uświęcone i stały się prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa. I kiedy trzymając w ręku hostię mówi: To jest Ciało moje, a nad kielichem: To jest moja Krew – to i wy, i ja wiemy, co się wtedy dzieje. Chleb i wino ulegają przemianie, a Duch Święty, działając poprzez osobę kapłana, sprawia największy, najwspanialszy cud. Gdy Duch Święty zstąpił na Maryję – w tym momencie poczęła Jezusa w swoim łonie. Z takim samym podziwem musimy spojrzeć na moment konsekracji, równie wielki cud jest wtedy dokonywany.

Kiedy kapłan w czasie tamtej mszy św. wypowiadał słowa konsekracji, zamknęłam oczy i spuściłam głowę. Gdy ojciec podniósł do góry hostię – otworzyłam oczy, aby na nią spojrzeć. Zobaczyłam wtedy, że wszyscy obecni leżą w pokłonie, dotykając czołami ziemi. W jednym momencie wszystkie twarze uniosły się, ludzie podnieśli ręce, ich wzrok utkwiony był w hostii. Wszyscy wypowiedzieli słowa: Niech żyje Jezus, nasz Król. Kiedy spojrzałam na ich twarze – zdałam sobie sprawę, że ci biedni ludzie wiedzieli, że to jest Jezus. Nie mieli świątyni, nie mieli pięknej muzyki, nie mieli nic, poza wysypiskiem śmieci – ale mieli księdza namaszczonego mocą, która umożliwiała mu ukazanie, że Jezus jest z nimi obecny.

Pod koniec mszy chciałam zobaczyć tego małego chłopca, ale pod ołtarzem go nie było. Podeszłam więc do kobiety, która go przyniosła i spytałam: Gdzie on jest? A ona z pięknym uśmiechem na twarzy odpowiedziała: Siostro, on jest tam. Bawi się. Spojrzałam na chłopca i zobaczyłam, że jest całkiem zdrowy. Zapytałam: Co mu się stało? Możecie sobie wyobrazić jej zdziwienie. Popatrzyła na mnie i powiedziała: Co siostra ma na myśli, pytając, co mu się stało? Przecież Jezus przyszedł.
Kiedy chleb i wino przemieniły się w Ciało i Krew Chrystusa, to cud, który dokonał się poprzez ręce księdza na ołtarzu, został jakby „powielony” pod ołtarzem...

Tego dnia spędziłam osiem godzin na wysypisku śmieci i nie mogłam się nadziwić temu, co zobaczyłam przedtem. Wróciłam do Stanów Zjednoczonych, ale w nocy nie mogłam spać. Czułam jakiś niepokój duchowy. Około trzeciej nad ranem wstałam, uklękłam z boku łóżka i powiedziałam: Jezu, co Ty próbujesz mi powiedzieć? Przecież zostałam wychowana w katolickim kraju – w Irlandii, na msze święte chodziłam od dzieciństwa, a od 12 roku życia codziennie przyjmowałam Komunię, ale nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. A Pan powiedział: Ty Mnie prosisz, abym cię pouczył, jak przyprowadzać ludzi do mnie. Zaprowadziłem cię do biednych i pozwoliłem ci zobaczyć, co się dzieje wtedy, kiedy ludzie wierzą w moją obecność. Dzisiaj wielu jest ludzi, którzy rozglądają się w poszukiwaniu znaków i cudów. Wiele osób będzie za tobą chodzić w poszukiwaniu uzdrowienia, ale oni mnie nie rozpoznają na ołtarzu. Ja chcę, abyś ty poszła w świat i mówiła ludziom o mojej mocy, jaka jest w Eucharystii. Chcę, abyś mówiła im, by przychodzili i spotykali się ze Mną w Eucharystii, a Ja ich uleczę. Uwolnię ich od ich zniewoleń i obdaruję życiem, które przekracza wszelkie możliwości wyobrażenia.

Przez ostatnie 23 lata wraz z ojcem Kevinem podróżowałam po całym świecie. Podczas tych wizyt – czy to przez telewizję, czy bezpośrednio do ludzi – mówiłam o mocy Eucharystii i widziałam cuda. W Kościele katolickim mamy złożony wspaniały dar. Czy należy się więc temu dziwić, że szatan najbardziej atakuje kapłaństwo i Eucharystię? I że nasi biskupi są atakowani najbardziej przez tych, którzy atakują naszą wiarę? A wszystko po to, aby odciągnąć nas od Jezusa. Czego powinniśmy się spodziewać od Jezusa? Ojciec Kevin i ja chcemy modlić się o wasze uzdrowienie podczas dzisiejszej Eucharystii. Pomimo tego, że jest tu wiele osób, Jezus nie widzi tłumów. Każdego z was widzi pojedynczo. My nie znamy waszych chorób, waszego bólu. Nikt z nas nie wie, co jest waszym osobistym doświadczeniem, przez co przechodzicie właśnie teraz. Ale Jezus będzie patrzył na was i jedyne, czego od was pragnie i żąda – to tego, co miała kobieta, która dotknęła rąbka Jego szaty. Pragnie od nas żywej wiary i nadziei.

S. Briege McKenna OSC

 

  Szum z Nieba nr 51/2002

- - - - - Modlitwa o cud - - - - -

- - - - - Jak odróżniać głos Jezusa od swojego głosu wewnętrznego? - - - - -

- - - - - Kto naucza w twojej grupie? - - - - -

- - - - - Odnowa, a charyzmat zgromadzenia zakonnego? - - - - -


 

ImageAnna Lasoń-Zygadlewicz: Siostro, jedno pytanie – jak Siostra się modli?

Oczywiście najważniejszym punktem mojej modlitwy jest Eucharystia, ale staram się każdego dnia spędzać 2-3 godziny przed Najświętszym Sakramentem. Rozpoczęłam tę praktykę wiele lat temu, gdy otrzymałam charyzmat uzdrawiania. Pojechałam wtedy do klasztoru s. Angeliki w Birmingham w Alabamie, ponieważ byłam przekonana, że muszę się dużo nauczyć o uzdrowieniu. Zabrałam ze sobą 12 książek, przeświadczona, że skoro mam tę posługę podjąć, to muszę wiedzieć wszystko, co na ten temat mówią eksperci. Pierwszy dzień w klasztorze upłynął mi więc na lekturze książki: Wszystkie powody, dla których ludzie nie zostają uzdrowieni, ale następnego dnia rano już nic nie pamiętałam. Przez następne trzy dni powtarzało się to w identyczny sposób. W końcu matka Angelika zaprowadziła mnie przed Najświętszy Sakrament (sama powinnam na to wpaść) i wskazując na Jezusa, powiedziała: „Gdyby Bóg chciał, żebyś była Michaelem Scanlanem lub innym z twoich autorytetów, to by cię nim stworzył. Ale On chciał, żebyś była Briege McKenną, więc tu jest twój Nauczyciel”. Tego dnia zostawiłam książki i postanowiłam, że jeśli tylko będzie to możliwe, to 3 lub więcej godzin będę tu spędzała na osobistej modlitwie. Ta decyzja zmieniła moje życie, a było to już 28 lat temu.

Ludzie czasem pytają: czy modlitwa przychodzi Siostrze łatwo? Oczywiście że nie, bo po pierwsze, nie jest łatwo zostawić za sobą rozproszenia. Nie jesteśmy stacjami radiowymi, żeby móc się wyłączyć z tego, z czego przychodzimy. Ale kocham Pismo Święte, więc sięgam po czytania na dany dzień. Czytam je podczas mszy, a potem jeszcze wielokrotnie modlę się nimi. Odmawiam także różaniec i spędzam czas po prostu siedząc przed Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Bardzo wierzę w modlitwę językami. Ten dar jest jak drzewo: jeśli jego korzenie są głębokie, to nawet wtedy, gdy przychodzi wichura – drzewu to krzywdy nie zrobi. Jeśli jednak korzenie są płytko – owszem. Gdy modlisz się językami, modlitwa ta wprawdzie nie przynosi ci satysfakcji, nie tak jak w modlitwie, podczas której mówisz Jezusowi jakieś miłe rzeczy. Ale gdy modlisz się w Duchu, czynisz to całkowicie przez wiarę. I modlitwa ta jest jak korzenie, dzięki którym twoje drzewo rośnie.

 

 Strona Siostry Briege