Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 59 gości 

U ewangelizatora ważną rzeczą jest uszanowanie odmienności drugiego człowieka, aby nie dostosowywać go do siebie, ale siebie do niego: żebyśmy się umieli włączyć w jego sposób reagowania, myślenia, zrozumieć jego potrzeby, jego styl życiowy. Z tego względu osoby zaangażowane w ewangelizację muszą same być wewnętrznie wolne, muszą zerwać łańcuch swoich nastrojów, uprzedzeń, kompleksów i schematów myślenia.

kard. Stefan Wyszyński



 

Tajemnica grzechu

Na forum www.rozmawiamy.jezuici.pl bardzo często pojawiają się pytania typu: „Proszę ojca, a będzie grzechem, jeśli zrobię to i to? A jeżeli będzie grzechem, to lekkim czy ciężkim?”. Ja zwykle wtedy odpowiadam: „A gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg?”. Bo takie pytanie pobrzmiewa kalkulacją: na ile mogę się posunąć, żeby Panu Bogu tylko małą szpilkę włożyć (mała szpilka to znikoma szkodliwość społeczna). Najważniejsze, by wielkiej nie wsadzić, bo wtedy trzeba przystąpić do sakramentu pokuty. Tylko nikt nie myśli, że „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”….

 

 

Podział na grzechy lekkie i ciężkie to wtórna nauka o grzechu, a grzech jest grzechem, jaki by on nie był. Czasami ten, który dla nas jest małą szpilką, może być naprawdę bardzo dużą w odniesieniu do Pana Boga lub drugiego człowieka. Czyli nie chodzi o faryzejstwo i szukanie, gdzie jest ta granica, do której mogę się posunąć.  Chciałbym sięgnąć do tajemnicy grzechu, posiłkując się teologią wschodniego chrześcijaństwa, ponieważ myśmy na Zachodzie bardzo poszli w moralny wymiar grzechu. Pierwsze pytanie brzmi: co się dzieje, kiedy grzech uderza we mnie jako człowieka? Pojawia się na mnie rysa, a pierwsza z nich powstała w wyniku grzechu prarodziców. O tym mówimy na każdej Mszy świętej, uznając, że jesteśmy grzeszni. I nawet jeśli w danym czasie nie popełniliśmy żadnego grzechu – uznajemy, że jesteśmy grzeszni, czyli uznajmy, że nie jesteśmy niepokalanie poczęci. Gdybyśmy byli niepokalanie poczęci, to najidealniejszym systemem społecznym byłby dla nas komunizm, bo on jest szczytnym systemem i działa, ale jest jeden warunek: ludzie muszą być niepokalanie poczęci. Natomiast wiemy z doświadczenia, że teza o niepokalanym poczęciu wszystkich ludzi nie wytrzymuje krytyki. W każdym z nas jest skłonność do grzechu i żaden sakrament nie jest lekarstwem gwarantującym, że po nim człowiek już go nie popełni.

 

Istnieje pewna kategoria grzechu, która na Zachodzie nie jest znana: grzechy świadome i nieświadome, dobrowolne i mimowolne.

Grzech mimowolny popełnia np. maszynista, któremu samobójca wpada pod koła lokomotywy i ginie. Maszynista zatrzymuje pociąg, przyjeżdża prokurator, śledztwo zostaje umorzone. Ale ten maszynista dalej już nie pojedzie, choć zostało udowodnione, że tamten popełnił samobójstwo; raczej powinien zająć się nim psycholog. To jest przykład grzechu mimowolnego. Taki rodzaj grzechu uświadamia nam naszą ograniczoność – czasami coś sobie zaplanujemy, a wyjdzie zupełnie coś innego.  Przykład grzechu nieświadomego pochodzi z czasów, gdy studiowałem na KUL-u, a do Lublina przyjeżdżały grupy księży greckokatolickich z Ukrainy. Jednego roku różnica między ich Wielkanocą a naszą wynosiła 5 tygodni (np. na Zachodzie Wielkanoc wypada w marcu, a na Wschodzie w maju). Tak więc u nas była Środa Popielcowa, podczas gdy na Wschodzie trwał jeszcze karnawał. A księża w koloratkach weszli w Środę Popielcową do McDonalda i kupili sobie hamburgery! Najpierw sprzedawczyni szczęka opadła, potem pozostałym klientom. A oni zajadali te hamburgery i zastanawiali się: co się tak wszyscy na nas gapią? Przecież nikt nie musi znać wszystkich kalendarzy na świecie, ale jeśli podczas spowiedzi zahaczamy o grzechy mimowolne i nieświadome, to nie jest to złe.

 

Warto pamiętać, że sakrament pokuty nie jest jedynie przepustką do przyjmowania Komunii świętej, a Komunia nie jest nagrodą za dobre sprawowanie.

Niektórzy myślą tak: „Pójdę do spowiedzi, oczyszczę się i będę godny przyjąć Komunię”. Nie ma sakramentu, po którym bylibyśmy godni. Właściwie nie ma takiej możliwości, żebyśmy kiedykolwiek stali się godni przyjąć jakikolwiek sakrament, ale Chrystus chce, żebyśmy je przyjmowali. „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie…” Dlatego na sakrament pokuty trzeba przede wszystkim popatrzeć jak na lecznicę dusz. Często słyszę pytanie: „Czy ma sens chodzenie do spowiedzi, skoro się spowiadam z tych samych grzechów?”. Skoro grzech jest chorobą duszy, to znaczy, że mechanizm grzechu jest trochę podobny do chorób fizycznych. Jeśli ktoś ma słabe serce, to nie tylko przez tydzień, ale generalnie musi na serce uważać. W człowieku jest pewna wątłość fizyczna i ona przekłada się również na sferę duchową. Św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach Duchowych mówi, że diabeł zachowuje się jak dowódca: gdy chce zdobyć czyjąś duszę, chodzi dookoła niej jak dookoła twierdzy, szukając, gdzie jest najsłabsza obrona. I tam uderza. Czyli jeśli ktoś nie lubi oglądać telewizji, to diabeł nie będzie go kusił, żeby sobie oglądał Jest godzinami. Ale jeśli jakaś kobieta lubi plotkować u sąsiadki na kawie, to ją namówi, a ona chętnie pójdzie i przy okazji poobgaduje innych. A potem zda sobie sprawę: „O, znowu się dałam zwieść”. Gdy ktoś mówi, że znowu te same grzechy popełnił – to chwała Bogu, że tylko te same, a nie ma nowych! To już jest plus, że nie ma więcej chorób, tylko te, które znamy. Diagnoza już została postawiona, więc wiemy, nad czym pracować. Nie możemy się tym zrażać, bo diabeł będzie chciał to wykorzystać. Jaki sens ma spowiadanie się z tych samych grzechów? Taki jak chodzenie do lekarza na kontrolę – to czujność, żeby się człowiek nie zapuścił, nie myślał, że sam jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Dlatego ten aspekt grzechu jako choroby duszy jest tak ważny.

 

Jest jeszcze inny aspekt grzechu, czytamy o tym w Biblii. Tu znaczenie grzechu zostało określone po grecku jako hamartia , czyli chybienie celu. Bo najpierw jest chybienie celu, pomyłka, a dopiero potem to, co nazywamy grzechem w sensie moralnym.

Są Łacińskie słowo via oznacza drogę, więc ten, kto schodzi z drogi, jest dewiantem – w języku polskim jest to mocne słowo, ale chodzi mi o jego etymologię – tym, który schodzi z drogi ( via ). Czasami chybia, bo ma taką intencję, a czasami robi to mimowolnie lub nieświadomie. Innym aspektem grzechu jest jego irracjonalność. Mówi o tym św. Paweł, że człowiek nie chce czegoś czynić, a czyni (por. Rz 7,15.17-24). Nieraz łapiemy się na tym, że wiemy, iż coś jest grzechem i źle postępujemy, a mimo to robimy to. Jest to pewna irracjonalność grzechu, dlatego tak potrzebne jest nawrócenie – metanoia . O taką przemianę chodzi w przypowieści o synu marnotrawnym, który opamiętał się i zmienił swoje myślenie. Jak to się stało? Zadziałało sumienie…

 

Są tacy ludzie, którzy chcą na kapłanie wymusić rozgrzeszenie. Może nawet nie wiedzą, że tak to się nazywa, ale zależy im na tym, żeby na końcu krzyżyk był.

Traktują spowiedź jak dystrybutor do kawy: wrzucasz pięć złotych i ciach, wyskakuje łaska Boża! Ci, którym zależy tylko na krzyżyku, czasem oszukują i nie wypowiadają niektórych grzechów – żeby tylko ksiądz im ten krzyżyk zrobił. Ja nieraz mówię, że mogę sto tych krzyżyków ponastawiać i nic to nie pomoże, bo w tej sytuacji brakuje metanoi. Nie ma przemiany człowieka.

.

.

Marek Blaza SJ, doktor habilitowany, kapłan-birytualista (może sprawować liturgię w rycie rzymskim i bizantyjskim), duszpasterz akademicki grekokatolików w Warszawie, wykładowca teologii ekumenicznej i dogmatycznej.

.

.

Szum z Nieba nr 2019/04

 

 

 

 

 

 

Zachęcamy do Albumu z płytą CD gratis "Ignacjański rachunek sumienia. Znajdziesz tam pięć bardzo dobrych konferencji doświadczonych rekolekcjonistów i kierowników duchowych m.in. Marka Blazy SJ . Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

.

.

.

(zamieszczono 2019-07-31)