Słabość Boga do grzeszników!

Przez wieki mówiono w Kościele o świętych w taki sposób, że wydawało się, iż ci ludzie tacy się urodzili. Podobnie o grzesznikach mówiono, że od urodzenia byli tacy. A przecież święty to nie człowiek bez grzechu. Święta bez grzechu jest tylko Maryja i po trzykroć Święty Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie z Nazaretu. Innych świętych bezgrzesznych nie ma, ponieważ każdy z ludzi dopiero stawał się świętym. Święci mają też inną wspólną cechę: to ludzie, o których najczęściej nie wiadomo, co myśleć. Dlatego jeśli jesteście od początku do końca przewidywalni, to zróbcie coś ze sobą, bo to nie rokuje dobrze!

 

 

Nie gorszcie się grzechami świętych, ponieważ Bóg ma niesamowitą słabość do grzeszników. Ostatnio słuchałem Josè Prado Floresa mówiącego o tym, jak Bóg kocha morderców. Zobaczmy, kogo Bóg wybiera: Mojżesz – morderca, Dawid – morderca, Szaweł – morderca, a to przecież najwięksi bohaterowie historii zbawienia! Nie czcimy ich dlatego, że byli mordercami, ale czcimy w nich Boga, który potrafił z mordercy zrobić opokę dla ludu Bożego. Święci zawsze myślą o sobie, że są grzesznikami, poza tym za życia bardzo rzadko są uważani za świętych. Zachowują się w sposób dziwny i mało zrozumiały. Co myślisz o Ricie, która straciła męża, bo rody w okolicy między sobą się kłóciły i mąż został zabity przez sąsiadów? To był tylko fragment wojny sąsiedzkiej, trwający z pokolenia na pokolenie, gdzie w każdym pokoleniu syn miał obowiązek zabić sąsiada, bo on kiedyś zabił jego dziadka. A jak Rita się modliła? Gdy jej mąż został zabity, a ona miała dwóch dorastających synów, którzy też pewnie dopuściliby się zabójstwa, Rita prosiła: „Panie Boże, gdyby mieli być mordercami, to ich wcześniej zabierz”. Kobiety, modliłyście się tak za swoje dzieci? I Pan Bóg ją wysłuchał – synowie umarli na dżumę, nie zdążyli pomścić śmierci ojca. Co o tym myślicie, pasuje wam to do obrazka? Tacy mają być święci?

 

ŚWIĘCI OPIEKUNOWIE PROSTYTUTEK

Czy wiecie coś o św. Mikołaju? Na obrazach przedstawia się go trzymającego w ręce trzy złote kulki. Jako młody chłopak mieszkał blisko domu wdowca, który miał trzy córki. Klepali biedę, więc wszystkie córki po kolei lądowały na ulicy jako prostytutki i tak zarabiały na życie. Mikołaj nie mógł tego znieść, więc kilka nocy pod rząd wrzucał po gałce złota przez okno sąsiadowi, żeby każda z dziewcząt miała pieniądze na posag. Nie mówcie więc, że Mikołaj dawał prezenty grzecznym dzieciom! On dawał prezenty prostytutkom – po to, żeby mogły zacząć nowe życie. W Krakowie na przełomie XVI i XVII wieku żył ks. Piotr Skarga, który założył tam Bractwo Miłosierdzia, a przy nim fundusz nazywany Skrzynką św. Mikołaja. Pobożni krakusi składali tam ofiary, a Skarga szedł z nimi na ulice, wyłapywał młodociane prostytutki i dawał im pieniądze, żeby mogły przestać się poniewierać i zacząć normalne życie. Nie wiem, jaki dzisiaj byłby odzew, gdybyśmy powiedzieli: „Zbieramy pieniądze na prostytutki”. Pierwsi zaprotestowaliby ci najpobożniejsi w mieście: „To w ogóle nie pasuje do kanonu! Niech małolaty idą do jakiejś roboty! Mają dwie ręce, dwie nogi, mają głowę? To do pracy!”. Nikt by się nie zapytał o to, o co pytał ks. Skarga pod koniec XVI wieku: dlaczego te dziewczyny są na ulicy? Najprościej jest kogoś osądzić i potępić.

 

RADYKALIZM BEZ GRANIC

Teraz cofamy się do starożytności. Gdy Perpetua i Felicyta poszły na męczeństwo, Perpetua miała dwuletniego synka, a Felicyta właśnie urodziła dziecko w więzieniu. Gdy ją aresztowano, była w zaawansowanej ciąży. Wiedziała, że nie zdąży urodzić przed igrzyskami, na których chrześcijanie mieli być zabijani, a prawo zabraniało wykonywania egzekucji na ciężarnych. Dlatego ona i wszyscy chrześcijanie w więzieniu modlili się, żeby urodziła wcześniej. I urodziła – w ósmym miesiącu. Gdy ją wyprowadzili na arenę, to mleko kapało jej z piersi… Wyobrażacie sobie coś takiego? Bo ja nie. W tych historiach poraża radykalizm. Nie fanatyzm, ponieważ święci nie są fanatykami. Szaweł był fanatykiem, gotowym zabijać dla swoich poglądów, ale Paweł był radykalny. Skąd ten radykalizm? Stąd, że Paweł został zdobyty przez Jezusa. Świętość to nie jakiś ideał, nie abstrakcja, nie zasady, do których chcesz się wychować. Doskonałość i świętość to nie stosunek do jakichś abstrakcyjnych zasad, ale relacja do drugiej osoby, a w tej relacji najważniejsze jest to, że najpierw ty zostałeś zdobyty przez Osobę. Spotkałeś tę Osobę – w taki sposób, że to spotkanie wszystko w twoim życiu zmienia. WSZYSTKO. A wtedy robisz się radykalny. Fanatycy w życiu nie spotkali Boga, są zamknięci w swoim własnym świecie, w swoich własnych ideałach. A jeśli ktoś fanatykowi do tych ideałów nie pasuje – to on go zabije.

 

DLACZEGO MAM BYĆ ŚWIĘTY?

Istnieje taki termin, który zawsze mnie porażał: praca nad sobą. A przecież nawet gdybyś się czyścił w nieskończoność, nawet gdybyś się wyczyścił ze wszystkiego – to co z tego wyniknie? Samozbawienie? W Ewangelii Łukasza czytamy: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Ten tekst poprzedza historia – najpierw w Starym Testamencie wiele razy Bóg mówi: „Będziecie świętymi, bo Ja jestem święty”. To jest ważny moment w objawieniu, ponieważ ta świętość rozumiana jest w ten sposób: „będziesz święty, bo Ja jestem święty”, to znaczy Pan Bóg mówi: „Jesteś mój”. Tak jak święty jest ołtarz należący do Boga, więc nikt na nim nie zrobi imprezy, inaczej powiedzielibyśmy, że zbezcześcił ołtarz. A na tym ołtarzu stawiamy kielich i odprawiamy w nim Eucharystię, więc nikt z tego kielicha herbaty nie pije, bo on należy do Boga. Gdy Bóg mówi w Starym Testamencie: „Będziecie święci, bo Ja jestem święty”, to ma na myśli: „Mam do ciebie prawo. Jesteś mój”. Ale człowiek nie może należeć do Boga tak jak ołtarz czy kielich. Możemy należeć do Boga tylko własną decyzją, w wolności.

 

DOSKONAŁOŚĆ, CZYLI MIŁOSIERDZIE

W Ewangelii Mateusza czytamy: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). I tu kryje się niebezpieczeństwo, ponieważ pada tam słowo: teleios, które można tłumaczyć jako doskonały albo samowystarczalny (w ten sposób mówiono o Kościele, który jest societas perfecta, czyli: społecznością doskonałą). „Doskonały” w tym ujęciu oznacza, że mam wszystko, co jest potrzebne, żebym funkcjonował. Sam sobie poradzę, nikt mi nie jest do niczego potrzebny. Mam swoje cele i do nich dojdę, mam swoje środki. Niestety, to „bądźcie doskonali” trochę tak brzmi u św. Mateusza… Ewangelista Łukasz, czytając ten tekst, zapisał go inaczej: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”, ponieważ doskonałość polega na miłosierdziu, na relacji do drugiego, a nie do siebie samego. Nie myślcie więc o świętości w sposób wsobny: „ja i moje ideały” – bo to jest bzdura. Świętość to „ja i drugi człowiek”. I tylko w takim kluczu, jeśli najpierw w Bogu odkryłeś Ojca. To takie piękne, ponieważ nasz Ojciec jest dobry także dla niewdzięcznych i złych. To znaczy dla kogo? To znaczy: dla mnie! To ja jestem niewdzięczny i zły w stosunku do Boga, który jest Ojcem, ale On jest dla mnie dobry. A ponieważ On mnie kocha taką miłością, to ja mogę próbować tą samą miłością kochać innych. I to jest świętość, a nie jakaś abstrakcyjna „doskonałość”. To dotyczy każdego z nas, to dotyczy także Kościoła, ponieważ nie ma nic gorszego i głupszego niż Kościół skoncentrowany na sobie…

 

Abp Grzegorz Ryś, doktor habilitowany nauk humanistycznych specjalizujący się w dziedzinie historii Kościoła, arcybiskup metropolita łódzki od 2017 r.

.

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

.

Szum z Nieba nr 149/2018

 

 

 

 

Zachęcamy do książki Dariusza Michalskiego SJ "Małe zmiany, wielkie dobro", która zachęca nas do zatrzymania, spojrzenia na siebie i refleksji nad tym, co można zmienić. To Bóg prostuje nasze drogi, z Jego pomocą można osiągnąć głęboki pokój serca, którego świat dać nie może. Więcej znajdziesz tutaj!

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2018-10-03)