Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 65 gości 

W ewangelizacji nie rezygnuje się z nikogo, nie okazuje się niechęci nikomu, pogardy nikomu, odwetu nawet nieprzyjaciołom – nigdy policzka lewego nie szczędzi się, chociaż się dostało w prawy. Nie pokazuje się zębów nikomu, nie wpada się w jakiś nastrój złości, gniewu, niecierpliwości. To jest droga trudna, bo to jest też droga krzyżowa. To jest krzyżowa droga, ale zbawcza.

kard. Stefan Wyszyński (Choszczówka, 8.05.1975)

 

Wystarczy byś był...

Modlitwa jako postawa człowieka rozwija się wraz z jego wzrostem. Nie chodzi tylko o wzrost fizyczny. Rozwój dotyka człowieka w jego trzech podstawowych wymiarach: cielesnym, psychicznym i duchowym. Jesteśmy jak trójnóg – te trzy elementy mają współgrać. Albo rozwijają się w miarę równomiernie, albo całość upada, bo przecież żaden trójnóg na dwóch nogach nie ustoi. Nie dziwi więc odkrywanie, że każdy dzień, każde wydarzenie i etap życia ludzkiego niesie w sobie inność w podejściu do duchowej płaszczyzny naszej codzienności.

 

 

Kilka przykładów z życia codziennego pomoże nam jeszcze głębiej wejść w tajemnicę rozwoju duchowego. Po pierwsze, pole nieobsiane obrasta chwastami i powoli, acz systematycznie, staje się stepem przeradzającym się w pustynię. Po drugie, niezamieszkały dom, mimo że nieużywany, popada w ruinę. Mamy tu element obsiewania (karmienia) pola, którym jest nasze serce, a szczególnie relacja z tym, co Boże. Nie sposób mieszkać i nie robić remontów, bo zawsze coś się popsuje czy zużyje.

 

Kryzys – rozwój

Etapy ludzkiego życia – czy tego chcemy, czy nie – naznaczone są doświadczeniem kryzysu. W każdym wieku i na każdym etapie wygląda on inaczej. Słowo „kryzys” w oryginale greckim odwołuje się do decydowania, dokonywania wyborów w związku z daną sytuacją. Jest w nim zawarte zmaganie się i podejmowanie walki, także okres przełomu, przesilenia, decydującego zwrotu. Tak więc u każdego, na każdym etapie życia (także duchowego) dochodzi do konfrontacji i wyboru. Przecież inaczej modli się staruszka, zapracowani rodzice, dzieci pierwszokomunijne i te przygotowujące się do bierzmowania. Modlitwa małżonków niepodobna jest do spotkania osób samotnych. W inny sposób zwracamy się do Boga, gdy przeżywamy radość, a inaczej, gdy smutek gości w sercu. Różni się podejście – dla każdego czasu jest inna modlitwa. Jeszcze wzmianka o walce. Dobrze wiemy, że im bardziej zbliżamy się do źródła, tym większy trud w drodze pod prąd, albowiem źródło znajduje się na szczycie. Ten trud to każde pójście wbrew sobie i przeciw innym.

 

Gdzie spotkanie, tam rozwój

Najprostsza definicja modlitwy to spotkanie. Spotkanie dotyczy osób, tak następuje rozwój (lub regres). Każde bowiem spotkanie jest inne. O spotkanie (i jego warunki) należy zadbać (przygotować się). Spotkania to relacje międzyosobowe. Rozwijamy się jako osoby, więc i relacja z Bogiem, osobowym Bogiem, ogarnięta jest tymże rozwojem. Więzi trzeba uprawiać. Podobnie jak dobrze uprawiana rola przynosi obfite plony, tak dzieje się i z życiem modlitewnym. Ale początki wcale do łatwych nie należą. Całe życie uczymy się wspinaczki po graniach i spacerowania po dolinach. Rozpoznajemy chwile wzmożonej aktywności i pozornej bezczynności. Odkrywamy nowe sposoby modlitwy i adaptujemy je do naszego rytmu. Jak ewangeliczny ojciec, który w skarbcu ma rzeczy stare i nowe, i wie, co i kiedy wyciągnąć, by służyło.

 

Bezpośrednie uwielbienie

Jest jeszcze jeden, podkreślany przez św. Ignacego Loyolę element tegoż spotkania, a mianowicie bezpośredniość. Otóż, Bóg z każdym z nas i na każdym etapie drogi chce się spotykać bezpośrednio – bez pośredników. Do każdego z nas podchodzi indywidualnie, osobiście i osobowo. I to jest duchowe spotkanie. Na najgłębszych poziomach. Powoli trzeba je poznawać i zdobywać. Jak komnaty św. Teresy. Jak górę św. Jana od Krzyża. Jeden ze znanych duszpasterzy, o. Pereira podaje następujący opis rozwoju na modlitwie. Najpierw, jak w zakochaniu, dużo przed Bogiem się mówi. Potem przychodzi pewien pokój serca, by słuchać Pana. Końcowy etap to moment, w którym człowiek pragnie tylko być przed Bogiem, adorować Go, ufać Mu bezgranicznie, wiedząc, że On jest Bogiem Miłości i może mnie tylko miłować. Tak więc „zwieńczeniem” rozwoju modlitwy człowieka wierzącego (i to nie dotyczy wieku jako takiego) jest adoracja Boga.

Wyrażają to słowa znanej pieśni uwielbieniowej: „Wystarczy, byś był – nic więcej, tylko byś był – nic więcej, by Twoje skrzydła otuliły mnie”.

 

Prowadzeni za rękę

Można próbować opisywać poszczególne etapy życia duchowego. Jednak jest to dosyć ogólnikowe, albowiem owa bezpośredniość sprawia, że kreatywność i pomysłowość Pana Boga jest niesamowita. Każdy ma swoją drogę rozwoju. Często nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć i staje się to źródłem irytacji. Jednak w wędrówce nie ma co się denerwować na deszcz czy słońce, na gadatliwych towarzyszy czy milczków. Myślę, że dobrą sprawą jest czytanie żywotów świętych, i nie tylko. Opisując własną drogę, pomagają nam oni zobaczyć naszą. Ignacy Loyola w swojej autobiografii Opowieść pielgrzyma zaznaczył, że Bóg „prowadził go za rękę”. A dostrzegł to u kresu swego żywota. W życiu duchowym nie ma chwili do stracenia, nie ma przestrzeni nieważnej. Dzieje Apostolskie (17,28) dają definicję świata modlitwy: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Jeśli w to wierzymy, to na tyle, na ile wierzymy – widzimy wielkie dzieła Boże, Jego prowadzenie przez meandry ziemskiej wędrówki. Co więcej, wiemy, że On (z)robi(ł) wszystko, byśmy osiągnęli cel wędrówki – zjednoczenie na wieki z Nim w niebie. Zachęcam więc do pisania własnej biografii – historii życia z Bogiem i w Bogu, historii, która im bardziej przeniknięta Nim, tym wyraźniej staje się moją historią zbawienia. Tutaj rzeczą jakże pomocną jest narzędzie, które Ignacy Loyola zostawił w Ćwiczeniach duchowych, a które nazywamy egzaminem po modlitwie. Brzmi on tak: „Po skończonym ćwiczeniu przez kwadrans, siedząc lub chodząc, zbadam, jak mi się powiodła ta kontemplacja lub rozmyślanie. Jeśli źle, zbadam przyczynę tego, a tak poznawszy przyczynę, będę żałował za to, chcąc poprawić się w przyszłości. A jeśli dobrze, podziękuję Bogu, Panu naszemu, i następnym razem będę się trzymał tego samego sposobu” (Ćwiczenia duchowe, 77). Choć słowa nie są adekwatne do opisywanej sytuacji, to podkreślam, że nie jest to ocena czy wycena modlitwy. Chodzi o przyjrzenie się, by poprawić, utrzymać lub też ulepszyć. Wszak możemy poznawać Boga coraz bardziej, kochać coraz mocniej i coraz lepiej naśladować każdego dnia – na każdym etapie i w każdej sytuacji. Czy nie jest to definicja rozwoju?

 

Szukaj i znajduj

I na koniec myśl związana z przysłowiem polskim: „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Trzeba jeść. Jednak nikt nie powiedział, że trzeba zjeść wszystko i wszystkiego spróbować. Gdy zapraszani jesteśmy do modlitwy w czasie rekolekcji ignacjańskich (jakże to mocny etap rozwoju duchowego), to autor Ignacy przypomina, że „nie obfitość wiedzy, ale wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy zadowala i nasyca duszę” (Ćwiczenia duchowe, 2). Powracamy więc do „wystarczy, byś był”… ja i Ty, Ty i ja. Ignacy Loyola, który jest mądrym i dobrym przewodnikiem w rozwijaniu człowieka, takie dał świadectwo u kresu życia: „…zawsze wzrastał w pobożności, to jest w łatwości znajdowania Boga, a teraz więcej niż kiedykolwiek w swoim sercu. Za każdym razem i o każdej porze, kiedy tylko chce Boga znaleźć, znajduje Go” (Opowieść pielgrzyma, 99).

.

.

Dim lights Embed Embed this video on your site

.

.

Szum z Nieba nr 142/2017

 

 

 

Zachęcamy do książki o. Remigiusza Recława SJ "Bierzcie i jedzcie", która pomoże ci lepiej zrozumieć Eucharystię, mocno uwierzyć, że jest ona źródłem siły i nadziei. Medytacje w niej zawarte pomogą ci zbliżyć się do tajemnicy Eucharystii i prawdziwie przezywać ją sercem. Więcej tutaj!

 

 

 

 

(zamieszczono 2018-06-28)