Wcielenie - Bóg zbliżył się do nas za blisko

Życie nie ma sensu, jeśli nie ma bliskiego człowieka, bliskiej relacji, więzi. Bliskość oznacza zażyłość, współbrzmienie, współdzielenie. Ona dodaje smaku i kolorytu. Sprawia, że człowiekowi „chce się żyć”. Bliskość śmiało można nazwać miłością, wszak to ona sama z siebie nadaje sens. W niej kolory są jeszcze bardziej wyraźne, dźwięk brzmi najczystszą nutą, a słowa nasączone są prawdziwym znaczeniem.

 

 

Tę bliskość rani (czy wręcz zabija) grzech i to wszystko, co z nim się wiąże. Grzech jest przeciwieństwem miłości i bliskości. Oddala nas od siebie. Sprawia, że bracia stają się dla siebie wrogami, piękno widziane jest jako brzydota, a prawda porównywana jest z fałszem. Ujął tę walkę w nas (i o nas) św. Paweł w Liście do Rzymian (7,18-24), w którym czytamy: „Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło”. Odkrywamy, że „wewnętrzny człowiek [w nas] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym”, a jednocześnie siedzi w nas stary człowiek, który chce żyć w niewoli grzechu, udając, że to wolność.

 

NIESZCZĘSNY JA CZŁOWIEK!

,Rozlega się wołanie człowieka (i człowieczeństwa): „Nieszczęsny ja człowiek!”. Bo, przecież na dłuższą metę nie da się tak żyć. To napięcie pozostawione samo sobie doprowadza do całkowitego rozdarcia – jakoby człek szedł jednocześnie w dwóch kierunkach. I posługując się refleksją Apostoła Narodów, doświadczamy bezsilności: „Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?”. Bezradność nas dopada, bo nie znamy odpowiedzi, bo nie widzimy rozwiązań… Czyż tego samego nie widzi Bóg Wszechmogący? Ten, który stworzył świat cały, który utworzył człowieka z mułu ziemi i dał mu tchnienie życia? Czy nie widzi grzechu i wynikającej z niego śmierci, która bierze nas w posiadanie? Widzi, i to bardzo dobrze. Spogląda na ziemię i na ludzkość z ogromną dozą miłości. Nie, nie wydobywa się z Jego Serca wołanie: „Nieszczęsny Ja Bóg!”. Widzi i boleje, smuci się, a Jego Serce jest rozrywane wojnami wszelkiego rodzaju, które toczą się w nas i wokół nas. Wie, że człowiek przestał wierzyć w Jego bliskość, że zapomniał o Jego obecności, że choć na ustach ma słowa „w Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” – to rzeczywistość pokazuje, że żyjemy tak, jakoby Go nie było. Wie, że tę pustkę próbujemy zapychać wszelkiego rodzaju namiastkami, które jedynie powiększają nieszczęście tych, których On stworzył z miłości.

 

ZALEGŁA CISZA…

Bóg widzi to wszystko, więc przychodzi chwila Bożej decyzji. Chwila, w której całe niebo zamarło i… zaległa absolutna cisza. Kiedy? Gdy Ojciec zwrócony ku Synowi zadaje Mu jedno proste pytanie: „Synu, pójdziesz? Chcę być blisko stworzenia. Chcę być z człowiekiem we wszystkim. Jestem, ale potrzeba tego, by człowiek zobaczył i uwierzył, doświadczył i przeżył, że tylko Ja, Bóg, jestem z nim od początku do końca”.

Wcielenie to pojęcie techniczne, które mówi o nieskończonej bliskości Boga – bo jakaż bliskość może być mocniejsza i głębsza, jeśli nie poczęcie w łonie kobiety? Jaka więź z człowieczeństwem, jeśli nie rozgoszczenie się w łonie matki? Nikt się tego nie spodziewał! Nawet aniołowie i archaniołowie, i chóry niebieskie obdarowane darami nadprzyrodzonymi w stopniu niewyobrażalnym dla nas, ludzi. Nikt nie był w stanie tego przewidzieć! Oto niespodzianka Boga – chce zamieszkać między nami. Dotychczas było „rzekł i stało się”, a to, co stworzył (łącznie z człowiekiem) „było bardzo piękne i bardzo dobre”. Teraz przychodzi jakże niepojęty element: „stał się jednym z nas”. Ujął to św. Jan w prologu Ewangelii: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”. Skąd wspomniana wyżej cisza? Bo niebiańscy mieszkańcy czekali na odpowiedź Syna. Zamarli w pół kroku. Wstrzymali oddech. Nawet pieśń chwały urwała się w pół nuty. Niespodziewane pytanie, a tym bardziej odpowiedź: „Pójdę, Ojcze! Pójdę, Tatusiu!”. I choć wiedział, co Go czeka, to nie skupia się na męce i śmierci, ale na bliskości. We wszystkim chce być z człowiekiem – w każdym jego doświadczeniu. Powrócę do Pawła z Tarsu i jego słów: „stałem się wszystkim dla wszystkich”. Paweł mówi o ratowaniu chociaż niektórych, a Syn Człowieczy przychodzi do wszystkich – by wszystkich do Ojca doprowadzić.

 

WCIELENIE TO NIEBO

Tam, gdzie Bóg, tam jest niebo. Boże zbliżenie się do nas (jakże ścisła relacja kryje się za tym określeniem) jest niebem. Tak, na ziemi objawia się niebo. Już nie gdzieś tam, ale tu i teraz, w moim tu i teraz objawia się Bóg. Jest obecny! Już nie mógł być bliżej mnie. Wręcz za blisko to zrobił! Wszak Bóg nie kocha „po łebkach”. Nie miłuje na pięćdziesiąt procent. Kocha w człowieku i przez człowieka.

Tam, gdzie wciela się Syn, tam przychodzi niebo – stajemy w obecności Trójcy Przenajświętszej. Nie trzeba spektakularnych scen. Sceną jest izdebka w ubożuchnym Nazarecie. Podmiotem – osoba prostej, pokornej dziewczyny, której na imię Maryja. Na Wcielenie trzeba się zgodzić. Znów zalega cisza we wszechświecie. Stwórca bowiem pyta stworzenie: „Maryjo, czy zechcesz zostać Mamą dla mojego Syna?”.

Tylko przy mojej zgodzie Bóg zbliża się do mnie tak blisko, że wręcz za blisko. Wtedy działa w stu procentach. Chcesz takiej bliskości, to zgódź się na nią. Bóg tego chce na całego! Moja zgoda sprawia, że dokonuje się Boże Wcielenie i Boże Narodzenie we mnie i wokół mnie. Wystarczy ufne fiat, Maryjne „niech mi się stanie według twego słowa”. Zauważmy, że poprzedza to Jezusowe bezwarunkowe „Pójdę, Ojcze”. Wcielenie jest odpowiedzią Boga na to, co widzi na ziemi i we mnie. Odpowiedź najprostsza – obecność we wszystkim. Przyjmuje ludzkie ograniczone, ranliwe ciało. Wchodzi w moją historię i historię ludzkości taką, jaką ona jest. Nie ulepsza i nie koryguje. Nie robi retuszów. Bierze ciało takie, jakie jest naprawdę, a nie jakie by mi się marzyło, aby było. Nie wstydzi się człowieczeństwa. Nie brzydzi się człowieczeństwem. Nie gorszy się. Umiłował nas miłością odwieczną! Zbliżył się do nas za blisko. I jest z nami tak blisko! A ta bliskość to nieustanne dawanie się Boga.

Dlatego wołajmy razem z Apostołem Narodów: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego” – Tego, który zamieszkał między nami, który przyjął naszą naturę, który w niewiarygodny sposób jest Bogiem-z-nami!

.

.

Szum z Nieba nr 144/2017

 

 

 

 

 

Zachęcamy do książki o. Zygmunta Kwiatkowskiego "Modlić się życiem". Więcej tutaj!

 

 

 

 

 

.

.

(zamieszczono 2017-12-01)