Reklama
Naszą witrynę przegląda teraz 43 gości 

U ewangelizatora ważną rzeczą jest uszanowanie odmienności drugiego człowieka, aby nie dostosowywać go do siebie, ale siebie do niego: żebyśmy się umieli włączyć w jego sposób reagowania, myślenia, zrozumieć jego potrzeby, jego styl życiowy. Z tego względu osoby zaangażowane w ewangelizację muszą same być wewnętrznie wolne, muszą zerwać łańcuch swoich nastrojów, uprzedzeń, kompleksów i schematów myślenia.

kard. Stefan Wyszyński



 

Przyjaźń z Duchem Świętym

Duch Święty nie jest jakąś Boską siłą na moich usługach, ale jest Osobą. Myśli, ma własną wolę, słyszy mnie, kontaktuje się ze mną, może mnie wołać i może się ze mną nie zgadzać. Jeśli Go przyjmuję – jest przy mnie jak prawdziwy Przyjaciel, dyspozycyjny 24 godziny na dobę.

 

Czy potrafiłbyś podać definicję przyjaźni? Niełatwe, a co dopiero, gdy mówimy o przyjaźni z samym Bogiem. A w tej specyficznej relacji celem Ducha Świętego jest to, „żebym ja Boga, Pana swego chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją” (wg św. Ignacego Loyoli). Jest to relacja nierówna, ponieważ wszechmocny i wszechwiedzący Duch Święty udziela mi wszystkiego i przemienia mnie, natomiast ja tylko przyjmuję i pozwalam się zmieniać. A to już na samym początku wymaga ode mnie pokory i uznania, że potrzebuję pomocy i zmiany, bo sam błądzę, mylę się i jestem niedoskonały.

 

Załóżmy, że przyjaźń jest pewną relacją, w której dwie osoby dobrze się znają, dobrze się ze sobą czują i mają wspólny cel (o którym już wspomniałem). Jeżeli przyjaźnię się z Duchem Świętym – to przede wszystkim znam Go. Po długim czasie poznawania się wiem i rozumiem, jaki jest Jego sposób działania w moim życiu, rozpoznaję Jego poruszenia w moim sercu oraz potrafię odczytywać Jego działanie w różnych zdarzeniach.

Muszę także dobrze znać siebie: swój charakter, talenty, dary, słabości, swój sposób radzenia sobie w różnych sytuacjach i zobaczyć przy tym, jak Duch Święty mnie uzupełnia. Po takim „zżyciu się” ze sobą, ja i Duch Święty wiemy, jacy jesteśmy i na ile możemy na siebie liczyć. Zaczyna się piękna relacja współpracy – oparta bardziej na intuicji i wzajemnym wyczuciu niż na rozważaniu. Można to porównać do szeregu pracowników w magazynie, rzucających do siebie kolejne pakunki. Pierwszy łapie lecący pakunek w locie i rzuca następnemu, nie patrząc, czy ten go łapie, bo wie to na pewno. Duchowi Bożemu mogę zaufać – On zawsze będzie w tym miejscu, gdzie kończą się moje możliwości.

 

NIE SIWIEJ NIEPOTRZEBNIE

Autor pierwszego Psalmu pisze: przyjaźniący się z Duchem Świętym jest „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną: co uczyni, pomyślnie wypada” (Ps 1, 3). Przyjaciel Ducha Świętego opiera się na Nim, ufa Mu i jest otwarty na Jego działanie. Taki człowiek żyje spokojniej, bez nerwów – nie w sensie psychicznym, bo życie nam nie szczędzi bólu, ale w sensie duchowym. Chociaż bywa trudno i czasem wszystko się sypie – on robi tylko tyle, ile jest w stanie, i resztę z ufnością oddaje Przyjacielowi. Taka postawa sprawia, co jest dla nas najbardziej niewiarygodne, że włosy nam nie siwieją przedwcześnie, a wszystko, co robimy, jest udane – dokładnie tak, jak pisze psalmista.

 

W moim życiu przyjaźń z Duchem Świętym rozrasta się na wszystkie sfery aktywności. Duch Święty nie chce dać się zamknąć w ramach spotkań grup modlitewnych, ale przypomina o sobie w każdym miejscu i czasie. Chce być w mojej pracy, nauce, w moich relacjach we wspólnocie zakonnej i poza nią, w mojej rodzinie i najmniejszym szczególe mojego życia. Jego obecność nie jest związana z wyrzutami, że coś robię źle lub o czymś zapomniałem. Objawia się raczej delikatnie: „lekko i łagodnie, jakby kropla wody wnikała w gąbkę” (Ćwiczenia Duchowe, 335). Ten stan bycia z Duchem Świętym i wszystkie pojedyncze poruszenia są pełne pokoju i pocieszenia, jakby zupełnie poza emocjami. Tym bardziej, że trwają pomimo codziennych zaburzeń, stresu, zabiegania, problemów psychicznych, uczuciowych i fizycznych itp.

Czasami Jego działanie polega na cichej inspiracji do czegoś dobrego lub rozbudzeniu pragnień do podjęcia jakiegoś ryzyka. Bywa też, że daje jasność i pewność w podejmowaniu decyzji, popycha odwagą do mierzenia się z wyzwaniami, o których sam do tej pory nigdy bym nie pomyślał. Lubi też podsuwać swoje myśli podczas modlitwy, proponować jakąś konkretną jej formę lub sugerować fragment z Pisma świętego. Zdarza się, że Duch Święty zdecydowanie zaprasza mnie do wstawiennictwa w jakiejś intencji – dając przy tym niesamowitą pewność, że działa w tej modlitwie. I nawet jeśli nie od razu widzę jej skutki – dalej czuję tę pewność i pokój, że Duch Święty tego chce i jakoś działa. Często nie rozumiem, ale coraz częściej się przekonuję, że rozumieć nie muszę – bylebym tylko odpowiadał na Jego natchnienia. Przyjaźń z Duchem Świętym jest pełną cudów przygodą, do której można dać się porwać. Ale jak to zrobić?

 

PRZYJACIEL NIEUSTANNIE DOSTĘPNY

W Przyjaźni z Duchem Świętym o tyle jest łatwiej (lub trudniej), że ta druga Strona jest całkowicie otwarta na relacje z nami i chętna do budowania więzi. Cała Biblia, historia chrześcijaństwa i nasza przeszłość są ciągłym pukaniem Ducha Świętego do naszych drzwi. On nie ma „na głowie” żadnych innych spraw i cały poświęca się relacji z nami. Pragnie być obecny w naszym życiu, prowadzić i podpowiadać nam, ożywiać naszą wiarę. Jezus sam z dobitną pewnością wyraża to Boże pragnienie, mówiąc do swoich uczniów: „o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11, 13). Nasza przyjaźń z Duchem jest dla Jezusa czymś tak istotnym, że powtarza o tym nieustannie podczas Ostatniej Wieczerzy w Ewangelii św. Jana: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16, 7). Duch Święty chce z człowiekiem współpracować, tak jak to robił z Chrystusem – a z tym związana jest obietnica dla każdego: „będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni” (J 14, 12). Bóg nieustannie przekonuje nas o swojej Miłości, dobrej woli i pragnieniu bycia z nami. Dlaczego zatem nie przyjaźnimy się z Nim?

GDY SZATAN DŁUBIE CI W RANACH...

Doskonale czuł to św. Ignacy Loyola, wielki przyjaciel Ducha Świętego – mówił, że pod koniec życia miał łatwość odnajdywania Boga we wszystkich rzeczach. W swoich Ćwiczeniach Duchowych, które można nazwać podręcznikiem przyjaźni z Duchem, już na samym początku pokazuje drogę do zażyłości z Bogiem: „usunąć wszystkie uczucia nieuporządkowane, a po ich usunięciu – szukać i znaleźć wolę Bożą w takim uporządkowaniu swego życia, żeby służyło dla dobra i zbawienia duszy” (ĆD 1).

 

Pierwszym problemem w znajomości z Duchem Świętym są nasze nieuporządkowane uczucia, namiętności i inne małe potrzeby, które nami manipulują. Ich źródło tkwi w naszej przeszłości, braku akceptacji lub niskim poczuciu własnej wartości, a wyrażają się w egoizmie, nadmiernym promowaniu siebie lub wołaniu o ciepło psychiczne. Jakby tego było mało – tak bardzo się z nimi zżyliśmy, że sami ich nie zauważamy i możemy nie dopuszczać do siebie prawdy o nich. Te nieuporządkowane uczucia sprawiają, że wpadamy w różne stany emocjonalne, nie jesteśmy stabilni i nie potrafimy kierować się rozumem. Jesteśmy narażeni na zafałszowanie głosu Ducha Świętego – możemy postępować, mówić, działać niby w Jego imię, w rzeczywistości kierując się własnymi pomysłami. Co więcej, zły duch bawi się naszymi zranieniami i odwraca nas od właściwej drogi, wmawiając nam kłamstwa o nas samych, o Bogu itp. W takim chaosie nie da się usłyszeć delikatnego głosu Ducha Świętego. To tak, jakbyś w korku samochodowym w centrum miasta, przy głośnej muzyce chciał usłyszeć przez zamkniętą szybę śpiew przelatującego ptaka.

 

...ODKRĘĆ SZYBĘ I POSŁUCHAJ!

Przyjaźń z Bogiem zaczyna się od trudnego nawracania się do Niego, odrywania się od wszystkich przywiązań. Nawet jeżeli jesteśmy już długo na Jego drodze, staramy się o swój rozwój i wkładamy serce we wspólnotę – możemy wciąż być targani różnymi poruszeniami, które zaburzają nasz spokój i nie pozwalają usłyszeć głosu ducha dobrego. Proces poznawania się trwa i musi trwać długo. Najważniejszym jego elementem jest wytrwała, osobista walka o relację z Duchem Świętym. Mogę skorzystać z serii rekolekcji, książek, konferencji i kazań – co jest pomocne – ale przede wszystkim muszę się z Bogiem spotykać, rozmawiać, przeżywać bardziej lub mniej burzliwe chwile. Nie mogę się z kimś szczerze zaprzyjaźnić przez samo oglądanie jego zdjęcia, słuchanie o nim opowieści lub czytanie listów. Konieczne są długie rozmowy, zwierzenia, bolesne przygody, wspólne wyprawy, kłótnie itd. Jeżeli chcę się tak naprawdę zaprzyjaźnić z Duchem Świętym – muszę zjeść z Nim przysłowiową beczkę soli…

 

 

Szum z Nieba nr 103/2011

 

 

 

 

Polecamy w tym temacie książkę o. Józefa Kozłowskiego "Duch Święty w działaniu". Więcej - kliknij tutaj.